Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Libia obiecuje uwolnić dziennikarzy New York Times'a

Czterech dziennikarzy New York Times'a zaginionych od wtorku w Libii zostało schwytanych przez siły lojalne wobec płk Muammara Kadafiego i zostaną dziś uwolnieni - powiedział w wywiadzie dla Christiane Amanpour z ABC News syn dyktatora Seif al-Islam Kadafi.

Jak wielu zachodnich dziennikarzy, wkroczyli oni na kontrolowany przez rebeliantów wschodni obszar Libii bez wizy przez granicę egipską, aby relacjonować powstanie przeciwko pułkownikowi Kadafiemu.

Reklama

- Weszli do kraju nielegalnie i kiedy znalazło ją wojsko wyzwalające miasto Ajdabiya od terrorystów, aresztowali ją, bo wiesz, jako cudzoziemców w tym miejscu - powiedział Kadafi zgodni ez zapisem wywiadu. - Ale potem się ucieszyli, bo dowiedzieli się, że jest Amerykanką, nie Europejką. I dzięki temu będzie jutro wolna.

Kadafi najwyraźniej odniósł się do Lynsey Addario, doświadczonej fotografki wojennej, ale libijski rząd przekazał Departamentowi Stanu USA w czwartek wieczorem informację, że wszyscy czworo dziennikarze będą uwolnieni.

Rząd libijski umożliwił dziennikarzom w czwartek wieczorem wykonanie telefonów do rodzin.

- Jesteśmy wszyscy, rodzina i przyjaciele, bardzo szczęśliwi wiedząc, że są bezpieczni - mówił Bill Keller, redaktor naczelny "The Times". Nie możemy się doczekać, aż wrócą do domu.

Po tym, jak New York Times stracił kontakt z dziennikarzami we wtorek, urzędnicy rządu Kadafiego zobowiązali się, że jeśli zostali oni zatrzymani przez siły zbrojne rządu, będą odszukani i wypuszczeni na wolność.

Zaginieni dziennikarze to Anthony Shadid, szef biura w Bejrucie i dwukrotny laureat nagrody Pulitzera dla zagranicznych korespondentów, Stephen Farrell, dziennikarz i filmowiec, który został porwany przez talibów w 2009 r. i uratowany przez brytyjskich komandosów oraz dwóch fotografów: Tyler Hicks i Lynsey Addario, którzy pracowali na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Powstania w świecie arabskim spowodowały, że region stał się niebezpiecznym miejscem dla dziennikarzy. Podczas rewolty, która obaliła Hosni Mubaraka w Egipcie, dziennikarze byli atakowani, aresztowani i zabijani. Dwóch reporterów Times'a zostało zatrzymanych, jednak w końcu wypuszczano ich na wolność. Lara Logan z CBS News była ofiarą seksualnego ataku ze strony grupy mężczyzn. Egipski dziennikarz został zastrzelony.

Bezpieczeństwo dziennikarzy w Libii stało się jeszcze bardziej niepewne od wybuchu buntu. W ubiegłym tygodniu BBC poinformowało, że czterech jego dziennikarzy zostało zatrzymanych przez siły bezpieczeństwa pułkownika Kadafiego. Bito ich karabinami i poddawano pozorowanym egzekucjom - podała sieć. Również w zeszłym tygodniu, operator katarskiej telewizji Al Jazeera został zastrzelony w zasadzce pod Bengazi.

Komitet Obrony Dziennikarzy udokumentował ponad 300 przypadków ataków na dziennikarzy na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej od stycznia, kiedy rozpoczęło się powstanie. Ponad 40 z nich miało miejsce w Libii.

Dyrektor wykonawczy grupy Joel Simon powiedział, że organizacje dziennikarskie nigdy nie miały łatwych rozwiązań, jeżeli chodzi o wyważenie kwestii bezpieczeństwa przy podejmowaniu decyzji o wysłaniu dziennikarzy w niebezpieczne miejsca.

- W każdym z tych krajów mają miejsce bardzo istotne wydarzenia, dzieją się historie o kluczowym znaczeniu, o których trzeba mówić, więc to zrozumiałe, że organizacje dziennikarskie akceptują pewien poziom ryzyka - mówi Simon. - Ale jak wyważyć to ryzyko? Są to bardzo trudne decyzje, które dziennikarze i instytucje medialne muszą podejmować na bieżąco. Ale punktem wyjścia, jak sądzę, jest to, że są to historie o wybitnym znaczeniu. "The Times", podobnie jak wiele organizacji dziennikarskich, ma procedury pomagające dokładnie śledzić pobyt dziennikarzy w strefach wojennych i strefach konfliktu.

Susan Chira, redaktor działu zagranicznego "The Times" mówi, że każdej nocy redaktorzy omawiają ze swoimi korespondentami plany następnego dnia i że reporterzy muszą regularnie się im meldować.

- Spodziewamy się kontaktu z nimi kilka razy dziennie - tak samo jak ich koledzy na miejscu, którzy często służą jako nasz system wczesnego ostrzegania o kłopotach - mówi Chira.

Fotoedytor działu zagranicznego "The Times" David Furst mówi, że wymaga od fotografów, by kontaktowali się z nim o wyznaczonej porze każdego dnia.

Jeremy W. Peters/David D. Kirkpatrick

The New York Times

Tłum. AM

Dowiedz się więcej na temat: Haven | Libia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy