Reklama

Reklama

​Jarosław Kaczyński ustępuje czy gra na zwłokę?

Prezes Prawa i Sprawiedliwości widzi drogę do włączenia w skład Trybunału Konstytucyjnego trzech sędziów wybranych przez koalicję PO-PSL i publikacji wyroku z 9 marca "jako historycznego". To może być przełom. Ale nie musi.

Jarosław Kaczyński po wtorkowym spotkaniu z przedstawicielami partii KORWiN i PSL wyszedł do dziennikarzy i sugerował, że kompromis w sprawie TK jeszcze nigdy nie był tak bliski.

Reklama

Prezes PiS zapowiedział uchwalenie "ustawy przejściowej" - powstałej w wyniku połączenia legislacyjnych sił PiS, PSL i sejmowych ekspertów. Ustawa ma wdrażać zalecenia Komisji Weneckiej i ugasić kryzys konstytucyjny. 

Będzie to już czwarty projekt nowelizacji ustawy o TK przygotowany przez lub z udziałem rządzącej większości.

Na konferencji Jarosława Kaczyńskiego pojawiły się dwa bardzo ciekawe wątki.

"Jest propozycja odnosząca się do sześciu sędziów. (...) Pojawiła się propozycja, żeby wszyscy zostali sędziami" - stwierdził prezes PiS.

To ważne słowa. Kaczyński widzi bowiem możliwość włączenia w skład TK (w jaki sposób? tego jeszcze nie wiemy) trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji Sejmu. Wcześniej nie było takich deklaracji.

Przypomnijmy, że sprawa trzech wakatów stoi u źródeł obecnego pata konstytucyjnego. Prezydent odmówił przyjęcia ślubowania od trzech sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. Z kolei prezes TK Andrzej Rzepliński nie dopuszcza do orzekania trzech sędziów wybranych przez Sejm obecnej kadencji (i zaprzysiężonych u prezydenta), ponieważ zostali oni, zdaniem prezesa TK, wybrani na miejsca już obsadzone. W ten sposób status tych sześciu sędziów jest niejasny.

I druga ciekawa deklaracja Kaczyńskiego - publikacja wyroku TK z 9 marca i kolejnych będzie możliwa po uchwaleniu "ustawy przejściowej". Prezes PiS oznajmił, że taki wyrok zostanie opublikowany jako "historyczny" (po wejściu w życie "ustawy przejściowej" będzie on bowiem dotyczył nieaktualnej już noweli ustawy o TK).

Przypomnijmy, że publikacja wyroku z 9 marca i odebranie przysięgi od trzech prawidłowo wybranych sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji to warunki opozycji, by w ogóle rozmawiać o TK.

Czy prezes PiS po raz pierwszy ustępuje? A może nadal mamy do czynienia z dwustronnym teatrem pozorów?

- Prezes PiS, który jest człowiekiem inteligentnym i doświadczonym politykiem, wie, że w takich sprawach nie tylko politycy i nie przede wszystkim oni powinni się wypowiedzieć, ale jednak prawnicy i sędziowie, gremia prawnicze, które nie są bezpośrednio zaangażowane w politykę czy też prace jakiejś partii, ale widzą pewien całokształt. Składać sobie takie propozycje z PSL - w mojej ocenie, to nie ma żadnej mocy wiążącej - mówi Interii dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem naszej rozmówczyni spotkania i negocjacje są sygnałem wysyłanym za granicę.

- Rząd, mając relacje na zewnątrz, bo jednak jesteśmy członkami Unii i wchodzimy w relacje z innymi państwami, musi trzymać wysoko podniesiony sztandar demokracji, zapewniając, że ona u nas jest, że trwają rozmowy, że to nie jest tak, że ktoś tu się upiera przy jakichś rozwiązaniach korzystnych dla obecnej władzy. To wszystko jako decorum wygląda ładnie - uważa dr Pietrzyk-Zieniewicz.

Te ruchy, zdaniem ekspertki Instytutu Nauk Politycznych, są grą na zwłokę. Prawdziwy bój o Trybunał rozegra się bowiem w grudniu, gdy skończy się kadencja Andrzeja Rzeplińskiego.

Dowiedz się więcej na temat: Trybunał Konstytucyjny | Jarosław Kaczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje