Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Ukraina: Wezwania do powstania przeciw władzy

Ukraińska opozycja wzywa ludzi do powstania przeciwko władzom, jednak społeczeństwo, rozczarowane brakiem zmian po pomarańczowej rewolucji 2004 r., pozostaje pasywne.

Chociaż według sondaży do udziału w protestach gotowych jest 28 procent obywateli, eksperci uważają, że na razie do niepokojów w ich kraju nie dojdzie.      

Reklama

W czwartek ugrupowania opozycyjne rozpoczęły akcję "Powstań Ukraino", która ma zakończyć się w maju w Kijowie. Jednym z postulatów jest ustąpienie prezydenta Wiktora Janukowycza.       

Polub RAPORT ŚRODEK-WSCHÓD na Facebooku

"Szanse na zmobilizowanie narodu do protestów przeciwko władzom są niewielkie, jednak istnieją szanse, by ludzie usłyszeli opozycję i by ta opozycja stała się im bliższa. Opozycja już dawno powinna była wyjść do społeczeństwa, a nie zamykać się w swej działalności do parlamentu i parlamentarnych metod działania" - powiedział PAP Wadym Karasiow, dyrektor kijowskiego Instytutu Globalnych Strategii.      

Politolog wyjaśnił, iż brak chęci do protestowania przeciwko rządzącym wynika z rozczarowania, które Ukraińcy odczuli po pomarańczowej rewolucji. Zdaniem Karasiowa opozycja powinna teraz udowodnić, że myśli o interesach ludzi, a nie tylko o dojściu do władzy.       "W 2004 r. ludzie wyszli na ulice nie tylko w związku z niezadowoleniem z działalności władz, ale też dlatego, że skradziono im zwycięstwo na wyborach prezydenckich. Ludzie powinni bronić siebie, a nie opozycji i jej przywódców. Więc jeśli opozycja liczy, że społeczeństwo wyjdzie na masowe protesty, by bronić opozycyjnych polityków, to nic z tego nie będzie" - stwierdził Karasiow.     

Obserwator ukraińskiej sceny politycznej, publicysta Witalij Portnikow zaznaczył, iż Ukraińcy nie mają wystarczającego "instynktu politycznego", by protestować przeciwko ograniczaniu w ich kraju demokracji. Wyrazem tego było w ostatnim czasie pozbawienie mandatu poselskiego Serhija Własenki, deputowanego opozycji, a zarazem głównego obrońcy znajdującej się w więzieniu b. premier Julii Tymoszenko.      

"Nastroje w społeczeństwie ukraińskim nie są jeszcze tak złe, by zmusiły ludzi do wyjścia na ulice" - powiedział PAP.      

Zdaniem publicysty nawoływania do powstania mogłyby odnieść sukces, gdyby masowe protesty zostały wcześniej rzetelnie przygotowane i porządnie sfinansowane. "Tak właśnie było w 2004 r." - wskazał.       Portnikow wyraził jednocześnie przekonanie, że masowych wystąpień przeciwko władzom nie da się na Ukrainie uniknąć.      

"Niestety, nie urodził się jeszcze człowiek, który mógłby przewidzieć termin tych wystąpień. Sądzę jednak, że będziemy świadkami takiego ukraińskiego powstania, ale nie można powiedzieć, kiedy ono wybuchnie, czym się zakończy i czy nie będzie ono śmiertelnym ciosem dla ukraińskiej państwowości" - powiedział w rozmowie z PAP.       Nie zważając na pesymizm ekspertów pierwsza demonstracja opozycji w ramach akcji "Powstań Ukraino!" w czwartek w Winnicy zakończyła się sukcesem. Media informują, że wzięło w niej udział pięć tysięcy osób, a to, jak na ukraińskie warunki, jest bardzo licznym protestem.      

Z Kijowa Jarosław Junko

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje