Reklama

Reklama

Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Smutny koniec człowieka, który wymyślił Putina

Doktor inżynier Borys Bieriezowski lubił podkreślać, że to on wymyślił Putina i zainstalował go na Kremlu. Nawet, jeśli to nieprawda, to system polityczny dzisiejszej Rosja pozostaje w dużej części projektem Borysa Abramowicza, który trwać będzie długo po jego śmierci.

Jeżeli los wieczności zmarłego w Ascot rosyjskiego oligarchy zależałby od zdania opinii publicznej, to Bierezowski miałby małe szanse dostać się do Nieba. W ogień piekielny i wieczne męki z przyjemnością posłałoby go większość Rosjan, dodając z uśmiechem, iż do towarzystwa garbatych diabełków, nawet z wyglądu pasowałby jak nikt inny. I w gruncie rzeczy nie ma im się co dziwić, bo upadły bogacz miał dobre powody, żeby stać się symbolem wszystkiego, co najgorsze we współczesnej historii Rosji. Jego rozbiegane oczka, zblazowany wyraz twarzy i błądzący po niej uśmieszek na zawsze pozostaną w pamięci Rosjan twarzą systemowego złodziejstwa, poniewierki, zdziczenia obyczajów, sprzedajności władzy i upadku międzynarodowego znaczenia państwa. Bo tak, jak przez lata, dla Bierezowskiego nie było rzeczy, której nie mógłby kupić, tak, w czasie, kiedy święcił on triumfy, wszystko w Rosji było na sprzedaż.

Reklama

Bierezowski lubił pieniądze i wiedział jak je zdobywać. Pomimo obiecującej kariery naukowej w dziedzinie nauk ścisłych, swe umiejętności w liczeniu gotówki członek-korespondent Akademii Nauk ZSRR wolał wykorzystać w praktyce, szybko dorabiając się na fali przemian po rozpadzie sowieckiego mocarstwa. Pierwsze wielkie pieniądze zarobił  zdobywając jedyną w sowietach oficjalną koncesję na import z Niemiec samochodów marki mercedes. Korzystając z fenomenalnej koniunktury i doskonale orientując się w panującym w poradzieckiej Rosji prawnym i organizacyjnym chaosie, w krótkim czasie zebrał nie tylko gigantyczne pieniądze, ale także realną i ogromną władzę polityczną. Do kolekcji tytułów biznesowych: prezesa Awtowaza - króla przemysłu samochodowego, członka rady nadzorczej Zjednoczonego Banku, udziałowca telewizji ORT, członka zarządu Sibnieftu, właściciela pięciu dzienników (m.in. "Kommersant" i "Niezawissimaja Gazieta"), sześciu tygodników i rozgłośni radiowej dorzucił prestiżowe tytuły polityczne: był deputowanym Dumy państwowej, sekretarzem wykonawczym WNP i zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Będąc jednym z najbardziej aktywnych wodzirejów wielkiego biznesowo - politycznego balu, który kipiał w Rosji w czasie prezydentury Jelcyna, Bierezowski stał się twórcą i beneficjentem specyficznego dla poradzieckiej Rosji systemu gospodarczo - politycznego: oligarchii.

Polub raport ŚRODEK-WSCHÓD: najciekawsze wiadomości ze wschodu Europy

To właśnie on stał się ojcem chrzestnym jelcynowskiej "Rodziny", czyli zblatowanego klanu partyjnych prominentów przepoczwarzających się w pseudokapitalistyczny biznes. W latach prezydentury coraz bardziej schorowanego i oderwanego od rzeczywistości Jelcyna, bez błogosławieństwa energicznego Borysa Abramowicza i jego kolegów nie mogła zapaść ani jedna istotna dla rosyjskiej polityki i życia gospodarczego decyzja. Apogeum jego świetności i posiadanej władzy przyszło wraz z wybraniem Jelcyna na drugą kadencję w wyniku dilu zawartego z oligrchami: oni obiecali Jelcynowi prestiż i nietykalność, a on, w zamian oddał im na odkup niezmierzone bogactwa szóstej części globu, formalnie znajdującej się pod jego władzą. Do legendy przeszły zarejestrowane po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich 1996 roku zdjęcia z bankietu w kremlowskim Pałacu Zjazdów, na których Bierezowski w towarzystwie Chodorkowskiego, Abramowicza i Gusińskiego pląsa i cieszy się jak dziecko, zapewniając kompanów, że teraz Rosja należy do nich.

Bo tak w istocie było. Wraz z pogarszaniem się stanu zdrowia pijącego ponad miarę Jelcyna, gniły struktury państwa, których funkcję wypełniały nieformalne układy stworzone i kierowane przez noworuskich bojarów. To właśnie wtedy Bierezowski i jego koledzy położyli fundamenty istniejącego do dziś w Rosji patologicznego systemu zrośniętej z władzą oligarchii.

W tym okresie Bieriezowski był królem życia. Kiedy tylko pojawiał się publicznie, towarzyszyły mu zabytkowe limuzyny, prywatne samoloty i dosłownie całe tabuny długonogich młodych dziewcząt. Ci którzy mieli w tamtym okresie okazję spotykać się z nim prywatnie, twierdzą, iż opinia publiczna poznała tylko niewielką cześć prawdy o bizantyjskim bogactwie, blichtrze i rozwiązłości, która otaczała złaknionego kolejnych wrażeń i zabawek Bieriezowskiego. Kolejne miliardy, rezydencje na Lazurowym Wybrzeżu, domy w ekskluzywnych dzielnicach Londynu tworzyły mur oddzielający go od rzeczywistości, stając się symbolem patologii całego państwa. Między opływającymi w bajeczne luksusy oligarchami i wynędzniałym społeczeństwem pojawiły się nie tylko różnice materialne, ale także mur wzajemnej podejrzliwości, wrogości i w końcu nienawiści. Oligarchowie stali się jądrem pasożytniczego systemu gospodarczo - politycznego wpędzającego Rosję w coraz większe tarapaty, a jej mieszkańców w nędzę i beznadzieję.

Paradoksalnie w kontekście późniejszych wydarzeń, ale to właśnie narastające na tle słabnącej władzy, rozpanoszonych kacyków i degeneracji struktur państwowych napięcie społeczne stworzyło masowe zapotrzebowanie na "silnego człowieka" i otworzyło drogę na szczyt dla Władimira Putina. I w tym sensie, Bieriezowski rzeczywiście stworzył Putina - doprowadzając Rosję do stanu, w którym tylko jego prymitywny kult siły i chuligańskie zagrywki wydawały się jedyną możliwością na zatrzymanie degeneracji państwa. Biegły w liczeniu rachunku prawdopodobieństwa Borys Abromowicz nie przewidział jedynie faktu, iż społeczeństwo miało jego i jemu podobnych dość do tego stopnia, iż stworzyło Putinowi szansę emancypacji spod kurateli oligarchów. A efektem ubocznym była banicja samego Bieriezowskiego i objawienie prezydentowi propagandowej wojny. Warto jednak podkreślić, iż kalumnie rzucane pod adresem Putina były nie tyle wyrazem troski o los ojczyzny, ale krzykiem rozgoryczenia po spektakularnym odstawieniu od koryta.

Wraz ze śmiercią Bieriezowskiego u wielu Rosjan zapewne wzrośnie poczucie wiary działanie sprawiedliwości dziejowej, zgodnie z którą złodziej, oszust, sponsor morderców i rozpustnik został słusznie ukarany wygnaniem, samotnością i finansową ruiną. Nie zmienia to jednak faktu, iż pomimo dokonanej przez Putina rotacji kadr, system stworzony przez Bierezowskiego istnieje w Rosji nadal i cały czas pozwala grupie zblatowanych z władzą hochsztaplerów rozkradać bogactwa potężnego niegdyś imperium. Borys Bieriezowski zapewne krzywi w zaświatach usta w złośliwym uśmiechu, widząc, jak wiele z jego dziedzictwa przetrwało swojego twórcę.

Jakub Korejba

Na temat wschodu Europy czytaj też w "Nowej Europie Wschodniej". Polecamy!

Dowiedz się więcej na temat: Borys Bieriezowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy