Środek-Wschód. Raport INTERIA.PL

Tajemnicza śmierć. I jej konsekwencje, które wstrząsnęły Mołdawią

Poczytajcie, jak wyglądają zakulisowe mechanizmy politycznej gry w kraju, o którym mało kto w Europie ma jakiekolwiek pojęcie, a na świecie - prawie nikt. Efektem afery, do której doszło po tuszowaniu tragicznej śmierci w wysokich sferach, może być osunięcie się Mołdawii z powrotem w strefę wpływów Rosji.

Intro: premier rozwiązuje koalicję


Premier Mołdawii Vlad Filat ogłosił, że jego ugrupowanie, Liberalno-Demokratyczna Partia Mołdawii, wypowiada działającą od 2010 roku umowę koalicyjną tworzącą prozachodni Sojusz Na Rzecz Integracji Europejskiej (AIE).

Jaka była stawka gry premiera Filata?


Reklama

Decyzja ta była zaskoczeniem dla znacznej części analityków i dziennikarzy, a także dla partnerów Kiszyniowa, w tym przede wszystkim dla Brukseli. W przededniu zakończenia negocjacji w sprawie Umowy Stowarzyszeniowej z UE i zaledwie na dziewięć miesięcy przed jej planowanym parafowaniem premier Filat zdecydował się bowiem na ruch, który może sprawić, że LDPM utraci władzę, zaś uznawana za "success story" programu Partnerstwa Wschodniego Mołdawia zmieni swą orientację i zwróci się ku rosyjskiej Unii Celnej.

Podejmując decyzję o wyjściu z koalicji, Filat położył na szalę los swój, swojego ugrupowania oraz przyszłość mołdawskiej integracji europejskiej.

Gra szła o zwiększenie roli LDPM w koalicji oraz wyeliminowanie głównego przeciwnika politycznego Filata, Vlada Plahotniuca. Wydaje się jednak, że premier przeszacował swoje możliwości. Zrealizował wprawdzie część wyznaczonych celów, ale jednocześnie sprowadził na kraj ryzyko przedterminowych wyborów, które mogą postawić pod znakiem zapytania wszystko, co udało się Mołdawii osiągnąć przez ostatnie 3 lata.

Ryzyko było bardzo duże, ale wygrana - z perspektywy premiera - mogła wydawać się tego warta.

Czytaj więcej na stronach "New Eastern Europe"

Opowiedzmy jednak tę historię od początku...

Część pierwsza: Śmierć, którą trzymano w tajemnicy

Decyzja premiera Filata, jakkolwiek zaskakująca, była logiczną konsekwencją afery, która wstrząsnęła Mołdawią na początku tego roku. Wtedy też wyszło na jaw, że podczas polowania, zorganizowanego pod koniec grudnia 2012 w położonym niedaleko miasta Făleşti rezerwacie "Pădurea Domnească", zginął od postrzału młody mołdawski biznesmen, Sorin Paciu. Sprawa była poważna, ponieważ w polowaniu brali udział wysocy urzędnicy państwowi, w tym m.in. prokurator generalny Valerii Zubko.

Samo polowanie, a także jego tragiczne konsekwencje, trzymano w tajemnicy i prawdopodobnie afera nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie Sergiu Mocanu, lider ruchu AntyMafia, który otrzymał z nieznanych do dziś źródeł informacje o tym wydarzeniu i podał je do publicznej wiadomości.

Polub raport ŚRODEK-WSCHÓD na Facebooku

W Mołdawii zawrzało. Największe wzburzenie obywateli i mediów wywołała nie sama tylko tragiczna śmierć Paciu, ale także, a może przede wszystkim, próba ukrycia tej informacji przed opinią publiczną.

Bardzo szybko stało się jasne, że uczestnicy polowania wykorzystywali swoje wpływy i pozycję, by zmusić do milczenia m.in. pracowników komisariatu policji czy szpitala w miejscowości, do której przywieziono postrzelonego biznesmena.

Głównym podejrzanym o oddanie śmiertelnego strzału stał się prokurator Zubko i to na nim skupiły się oskarżenia, zarówno ze strony premiera Filata, jak i członków jego ugrupowania. Ostatecznie, pod koniec stycznia, Zubko został odwołany ze stanowiska na mocy decyzji mołdawskiego parlamentu, ale nie oznaczało to końca wywołanej polowaniem afery. Było za to wstępem do rozstrzygnięcia dużo poważniejszego konfliktu, który już od dawna tlił się na mołdawskiej scenie politycznej. Konfliktu między premierem Filatem, a pierwszym wiceprzewodniczącym parlamentu Vladem Plahotniuciem.

Część druga: Vlad vs. Vlad, czyli gry ciąg dalszy

Filat, naciskając na dymisję Zubko, tłumaczył, że człowiek podejrzany o udział w nieumyślnym zabójstwie nie może pełnić funkcji prokuratora generalnego. Wydaje się jednak pewne, że przyświecał mu inny cel. Premier chciał doprowadzić do zmiany układu sił w ramach rządzącej koalicji na korzyść swojego ugrupowania.

W myśl zawartej w 2010 roku umowy koalicyjnej trzy partie tworzące AIE podzieliły się określonymi stanowiskami w ministerstwach oraz innych organach państwowej administracji. Liberalnym demokratom Vlada Filata przypadły między innymi: resort spraw zagranicznych i integracji europejskiej czy Narodowa Inspekcja Podatkowa. Tymczasem drugie co do wielkości ugrupowanie koalicji, Demokratyczna Partia Mołdawii (PDM), uzyskało prawo do decydowaniu o nominacji m.in. prokuratora generalnego, przewodniczącego parlamentu czy szefa Narodowego Centrum Antykorupcyjnego (CNA).

Nie było przy tym tajemnicą, że Partia Demokratyczna, formalnie rządzona przez Mariana Lupu, nieoficjalnie kontrolowana jest przez znanego mołdawskiego oligarchę i wieloletniego biznesowego i politycznego konkurenta Filata, Vlada Plahotniuca. Dotychczasowa umowa koalicyjna stawiała więc premiera w niekorzystnej sytuacji.

Czytaj więcej na stronach "New Eastern Europe"

Dzięki tej umowie jego główny przeciwnik miał wpływ na działania prokuratury oraz służb antykorupcyjnych i mógł wykorzystać je przeciwko niemu oraz jego ugrupowaniu. Obawy te nie były zresztą próżne. Już od jesieni ubiegłego roku w mołdawskich mediach pojawiały się doniesienia o tym, że CNA zbiera kompromitujące informacje przeciwko politykom zbliżonym do premiera Filata.

Afera "Sorina Paciu" dała szefowi rządu wygodny pretekst do tego, by pozbawić Plahotniuca kontroli nad prokuraturą, a następnie odsunąć go od polityki oraz - być może - postawić przed  sądem.

Z tego też powodu, gdy tylko udało się doprowadzić do odwołania Zubki ze stanowiska, LDPM przedłożyła w parlamencie projekt ustawy, który odbierał demokratom prawo nominowania prokuratora i przewidywał obsadzanie tego stanowiska na drodze konkursu. Filat mógł już zaatakować Plahotniuca i pozbawić go stanowiska pierwszego wiceprzewodniczącego parlamentu. Nie mógł jednak liczyć na poparcie demokratów oraz trzeciego koalicjanta, Partii Liberalnej (PL). Potrzebował więc sojusznika spoza koalicji.

Część trzecia: Pojawia się element ryzyka - sojusz z komunistami

Vlad Plahotniuc to nie tylko przeciwnik Filata, ale także tradycyjny wróg opozycyjnej Partii Komunistów Republiki Mołdawii (PCRM).

Zwrócenie się do komunistów o wsparcie w głosowaniu przeciwko pierwszemu wiceprzewodniczącemu było logiczne, choć stanowiło otwarte pogwałcenie umowy koalicyjnej. Oznaczało to bowiem zawarcie z wrogim ugrupowaniem przymierza wymierzonego w polityka partii będącej członkiem Sojuszu.

Decydując się na ten krok Filat postawił pod znakiem zapytania istnienie koalicji, ale nie poprzestał na tym i poszedł za ciosem. 13 lutego na specjalnej konferencji prasowej ogłosił, że jego ugrupowanie oficjalnie wychodzi z AIE. Podkreślił przy tym, że nie chce przedterminowych wyborów ani koalicji z komunistami, i że jego celem jest wynegocjowanie nowej umowy w raz z dotychczasowymi partiami koalicyjnymi, oczyszczonymi jednakże z ludzi którzy przyczyniają się do  kryminalizacji i deformacji mołdawskiej sceny politycznej.

Mimo że podczas wystąpienia nazwisko Plahotniuca nie padło ani razu, bez trudu można było domyślić się, że oskarżenia premiera dotyczyły właśnie pierwszego wiceprzewodniczącego parlamentu. Już po konferencji Filat oficjalnie zapowiedział, że 15 lutego parlament głosował będzie nad odwołaniem Plahotniuca z zajmowanego przez niego stanowiska.

Wniosek zgodnie z przewidywaniami przeszedł dzięki poparciu PCRM, LDPM oraz posłów niezależnych. Jednocześnie okazało się, że obawy Filata co do wykorzystania przeciw jego stronnikom CNA lub prokuratury były zupełnie słuszne. Zaledwie kilka godzin przed głosowaniem nad odsunięciem Plahotniuca funkcjonariusze służb antykorupcyjnych wkroczyli do siedziby rządu oraz Narodowej Inspekcji Podatkowej (FISC). W rezultacie aresztowano szefa FISC, Nicolae Vicola. Mimo to Filat osiągnął cel.

Część czwarta: idealny plan?

Wydawało się, że plan premiera Filata, obliczony na zwiększenie wpływów LDPM-u w koalicji oraz usunięcie Plahotniuca, sprawdzał się znakomicie. Liberalni demokraci co prawda opuścili koalicję, ale nadal obsadzali większość stanowisk, zaś Filat pozostawał pełnoprawnym szefem rządu. Plahotniuc przestał pełnić funkcję pierwszego wiceprzewodniczącego parlamentu, zaś kolejnego prokuratora wyłonić miał konkurs, a nie demokraci.

Do tego Filat mógł liczyć na to, że zgodnie z jego wolą zarówno PDM, jak i PL, przystąpią do negocjacji w sprawie nowej, korzystniejszej dla LDPM umowy koalicyjnej. Ze względu na stosunkowo niewielkie poparcie, żadnemu z tych ugrupowań nie zależało bowiem na przedterminowych wyborach. Odmowa wejścia do nowej koalicji wiązałaby się dla nich z odsunięciem od władzy, co też nie leżało w ich interesie. Filat triumfował.

Część piąta: "idealny plan" zaczyna się sypać

Wszystko jednak zmieniło się, gdy -  niespodziewanie dla premiera - neutralnie przypatrujący się do tej pory sytuacji komuniści złożyli na początku marca wniosek o wotum nieufności dla rządu Vlada Filata. Wsparty głosami PCRM, demokratów oraz posłów niezależnych wniosek został przyjęty i radykalnie zmienił zarówno sytuację Filata, jak i całego kraju.

Część szósta: Wyścig z czasem

Odwołanie gabinetu premiera Filata nadało sytuacji w Mołdawii nowej dynamiki.

Zgodnie z konstytucją, prezydent po konsultacji z partiami politycznymi przedstawi parlamentowi pod głosowanie dwie kandydatury na stanowisko nowego szefa rządu. Posłowie będą mieli w sumie 45 dni i dwie próby na podjęcie decyzji o akceptacji lub odrzuceniu zaproponowanych kandydatur. Jeśli nowego gabinetu nie uda się utworzyć w wyznaczonym czasie, prezydent zyska prawo do rozwiązania parlamentu i rozpisania nowych wyborów.

Filat stracił więc de facto stanowisko (pełni on funkcję premiera do nominacji nowego szefa rządu, ale jest to funkcja wyłącznie administracyjna) i znalazł się tym samym w zupełnie nowej sytuacji.

Partie byłego AIE nadal otwarte są na negocjacje w sprawie nowej umowy koalicyjnej, ale stawiają jeden warunek - Filat musi ustąpić z ubiegania się o fotel premiera. Bardzo prawdopodobne jednak, że ten warunek będzie dla niego nie do przyjęcia. Wtedy możemy spodziewać się przedterminowych wyborów, których wynik będzie bardzo trudny do przewidzenia. Nie można bowiem wykluczyć, że opozycyjna PCRM uzyska dobry wynik wyborczy, a skłócone partie byłej koalicji nie będą w stanie porozumieć się w celu samodzielnego utworzenia rządu.

W takiej sytuacji całkiem prawdopodobne stanie się powołanie gabinetu mniejszościowego, stworzonego przez komunistów. Ugrupowanie to oficjalnie krytykuje projekt integracji europejskiej, skłaniając się ku wstąpieniu do rosyjskiej Unii Celnej. Scenariusz tej jest jednak bardzo odległy i trudny do przewidzenia.

Niemal pewne jest natomiast, że w przypadku niemożności powołania nowego rządu ogłoszone w związku z tym przedterminowe wybory wpłyną negatywnie na negocjacje z UE i prawdopodobnie uniemożliwią podpisanie w najbliższym czasie Umowy Stowarzyszeniowej oraz oddalą perspektywę zniesienia wiz do Wspólnoty dla obywateli mołdawskich.

Może się więc okazać, że mołdawskie success story nie doczeka się swojego happy endu.

Tekst: Kamil Całus

Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji.

Kamil Całus jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalistą ds. Mołdawii.

Czytaj więcej na stronach "New Eastern Europe"

Dowiedz się więcej na temat: Mołdawia | skandal | afera | New Eastern Europe

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje