Reklama

Reklama

Kontrole na polsko-niemieckiej granicy. "Wszystko przebiega sprawnie"

W związku z rozpoczynającym się 3 grudnia w Katowicach COP24 Polska przywróciła tymczasowo kontrole na wewnętrznych granicach strefy Schengen, także na granicy z Niemcami. Pierwsze dni minęły spokojnie.

Kontrole rozpoczęły się w czwartek, 22 listopada, punktualnie o północy. Już kilka godzin później lokalne rozgłośnie Berlina i Brandenburgii ostrzegały: "Na granicy z Polską tworzą się korki"; "Na granicy z Polską trzeba się liczyć z problemami. Powodem są kontrole graniczne"; "Kierowcy jadący autostradą A12 w kierunku Polski, muszą mieć teraz mocne nerwy".

- Nasza kontrola odbywa się w sposób, który nie utrudnia ruchu. Samochody kierowane do kontroli zjeżdżają na lewo, niekontrolowane jadą na prawo. Ruch jest płynny - mówi DW Joanna Konieczniak, rzeczniczka Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Reklama

Korki na A12 tworzą się, to prawda, i to czasami gigantyczne. Ale nie na granicy, tylko na dwóch budowach po niemieckiej stronie.

Jednopasmowa wolność

Autostrada A12, jakieś 100 km między Berlinem a granicą Polski i dalsze ponad 500 km A2 do Warszawy, to główna oś ruchu wschód-zachód. To właśnie tą trasą transportowane są towary ze wschodu na zachód i odwrotnie. Milionami ciężarówek rocznie. Bez nich gospodarka i handel, także niemieckie, załamałyby się.

Jeszcze do 2014 r. nazywano tę trasę "autostradą śmierci", ze względu na liczbę, często tragicznych wypadków. Cztery lata temu uroczyście mianowano ją "Autostradą wolności", dla uczczenia przypadającego wówczas ćwierćwiecza upadku żelaznej kurtyny.

Tyle, że wolność ta pozostała jednopasmowa. A12 jest wprawdzie czteropasmowa, ale tylko teoretycznie. W praktyce jeden pas, w każdym z obydwu kierunków, zajmuje - poza weekendami - nieskończona kolumna ciężarówek. Budowa albo wypadek i natychmiast tworzy się korek. Raz po raz mówi się co prawda w Niemczech o konieczności rozbudowania autostrady do co najmniej sześciopasmówki, ale tylko się mówi. Rządowe plany rozbudowy dróg takiego kroku nie przewidują.

Wyszkolone oko

Byłe przejście graniczne Świecko-Frankfurt nad Odrą. Dawna infrastruktura pozostała. W budynkach mieści się dzisiaj Polsko-Niemieckie Centrum Współpracy Służb Granicznych, Policyjnych i Celnych. Niemieckich funkcjonariuszy na granicy nie widać, ale wspierają polskich kolegów także podczas obecnych kontroli. Może są akurat w drodze w schengenbusach, pojazdach do kontroli mobilnej, gdzie można sprawdzić autentyczność paszportu czy dokumentów auta. Niemieccy koledzy pomagają Polakom językowo, sprawdzają dokumenty w swoich bazach danych. - Współpraca układa się znakomicie. Funkcjonariusze są ze sobą bardzo zgrani - chwali Joanna Konieczniak.

Kierowcy pewnie w ogóle nie zauważają Centrum. Szlabanów dawno nie ma, od ponad 10 lat po prostu przejeżdża się przez granicę, tylko trochę wolniej.

"Proszę zjechać na lewo" - Adam nie przejedzie tym razem bez postoju, funkcjonariuszka straży granicznej kieruje go do kontroli. Dokumenty, bagażnik. Cała procedura trwa kilka minut. Adam jedzie z Anglii do domu, do Hrubieszowa. Przed nim jeszcze kawał drogi, ale przyjmuje kontrolę ze stoickim spokojem. - Trudno, jak trzeba, to trzeba. Mnie to nie irytuje - mówi. Wszystko w porządku. Adam może jechać dalej.

Na stronę kierowane są samochody osobowe, każdej marki, też mikrobusy, sporadycznie ciężarówki. Po sprawdzeniu dokumentów większość odjeżdża, od czasu do czasu kontrolowani muszą wypakować całą zawartość samochodu. Jakimi kryteriami kierują się pogranicznicy, najlepiej wiedzą oni sami. - To jest ich oko, lata doświadczeń. Staną na drodze i mówią: ten. I rzeczywiście coś się nie zgadza - konstatuje Konieczniak. - Przed służbą każdy funkcjonariusz jest odprawiany, instruowany, na co należy zwrócić uwagę. Są w tym też informacje, które przekazują nam służby państw sąsiednich. Ale przede wszystkim to są naprawdę doświadczeni ludzie, którzy potrafią świetnie profilować - dodaje rzeczniczka.

"Na Eurotunelu jest to samo"

Na stronę zjeżdża załadowany po dach busik i pięć osób, Krystyna i Roman z przyjaciółmi. Jadą z Anglii do Gorzowa. - Zjeżdżamy do domu, już ostatecznie, po 15 latach - oświadcza rozpromieniona Krystyna.

Decyzję o powrocie podjęli kilka miesięcy temu. - Wystarczy - stwierdzają. Ludzie byli wspaniali, i w pracy, i sąsiedzi. Ale już się czuje brexit, wszystko coraz droższe. - Akurat na nas padło z tą kontrolą, trudno - kwituje Krystyna.

- To nie przeszkadza, w końcu to praca pograniczników. Na Eurotunelu jest to samo. Wszystko trzeba wyrzucać z auta. Najwięcej kontrolują po francuskiej stronie - podsumowuje Roman.

Paki z samochodu i z powrotem. Nic podejrzanego. Nawet służbowy pies sumiennie obwąchał i odszedł. Po Krystynie i Romanie widać zmęczenie, ale to nic, uśmiechają się: - Jesteśmy przeszczęśliwi.

600 km do pracy

A12 opowiada wiele historii. Parking Lebbiner Heide, mniej więcej w połowie drogi między Berlinem a Świeckiem. Na chwilę zatrzymuje się Denis. Trzydziestoparoletni Niemiec nic nie wie o kontrolach na granicy, ale wszystko jedno. - Jak muszą kontrolować, to niech kontrolują - stwierdza lakonicznie. Dokumenty ma przy sobie, najważniejsze, żeby nie musiał długo czekać. Spieszy się do pracy. Dojeżdża z Berlina do Warszawy. Tydzień w Warszawie, weekend w domu.

Angelika i Marek, polsko-niemiecka para, ma bliżej do pracy. Wożą w Brandenburii niepełnosprawne dzieci do szkoły. - Ale w weekendy jeździmy do Polski po zakupy. Wędlina jest lepsza, inne rzeczy też - stwierdza Angelika. Kontrole graniczne? - Uważam, że są słuszne, z powodu tych wszystkich terrorystów i wszystkich innych, którzy przyjeżdżają - wyjaśnia Angelika. Także Marek jest zdania, że "dobrze, że je robią". - Widzę w Niemczech, co się dzieje. Jestem za kontrolami. Niech w Polsce trzymają te granice, nie wpuszczają nikogo - podsumowuje. Oboje godzą się nawet na korki, byle granice były zabezpieczone.

Ich opinię podziela blisko połowa mieszkańców Brandenburgii. Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie rozgłośni Berlin-Brandenburg przez Infratest dimap, 42 procent Brandenburczyków życzyłoby sobie przywrócenia stałych kontroli granicznych. Przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo. Największymi zwolennikami powrotu do szlabanów są osoby z niskim poziomem wykształcenia i sympatycy Alternatywy dla Niemiec.

Tymczasowe kontrole graniczne potrwają do 16 grudnia. Granicę Polski z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą można przekraczać w tych dniach tylko w wyznaczonych miejscach. Jest ich w sumie 264, na granicy polsko-niemieckiej 48. Wyrywkowe kontrole prowadzone są też w portach morskich i lotniczych.

W Europie kontrole dokonywane są obecnie na granicy Niemiec i Austrii, przeprowadzają je też Francja, Szwecja i Dania. Polska po raz czwarty korzysta z możliwości tymczasowego przywrócenia kontroli granicznych. Wcześniej okazją były piłkarskie mistrzostwa Europy w 2012 r., konferencja klimatyczna w Warszawie w 2013 oraz Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO w 2016. - Wszystkie te imprezy przebiegły spokojnie, czyli możemy domniemywać, że była to też zasługa straży granicznej - stwierdza Joanna Konieczniak.

Im bliżej konferencji klimatycznej, tym bardziej intensywne będą kontrole. Pierwsze dni minęły spokojnie. - Wszystko przebiega sprawnie, bez zakłóceń - podsumowała w rozmowie z DW rzeczniczka prasowa SG w Warszawie Agnieszka Golias.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne