Prof. Jania: Zalecać, a nawet wymuszać redukcję gazów szklarniowych

Decydentom obradującym na szczycie kliatycznym COP24 w Katowicach radziłbym, żeby zalecać, wymagać, może nawet wymuszać redukcję gazów szklarniowych – mówi w rozmowie z Interią prof. Jacek Jania, uznany geomorfolog i glacjolog.

Naukowiec zwraca też uwagę na konieczność przystosowania się do zmieniającego się klimatu i pewną wstrzemięźliwość, która może mieć zbawienny wpływ na losy Ziemi. Okazuje się bowiem, że Czarny Piątek ma z globalnym ociepleniem więcej wspólnego, niż nam się wydaje.

Reklama

Justyna Kaczmarczyk, Interia: Jak to jest z tym globalnym ociepleniem?

Prof. Jacek Jania: - Z całą pewnością mamy ocieplenie klimatu i tu żadnej dyskusji nie ma.

To co pozostaje do zbadania?

- Uważam, że należy zebrać zdecydowanie więcej dowodów i faktów odnośnie tego, jakie czynniki sterują klimatem. Jest ich bardzo wiele. Ważna jest interakcja klimatu z oceanami. Nie jestem odosobniony w twierdzeniu, że oceany znamy gorzej niż powierzchnie Księżyca, zwłaszcza w głębokiej toni i na ogromnych przestrzeniach, typu Pacyfik. Oceany to zarówno źródło dwutlenku węgla - bo ogrzewają się, więc uwalnia się rozpuszczony w nich CO2 i ten pochodzący z aktywności biologicznej - z oddychania fitoplanktonu i rozkładu materii organicznej, ale przede wszystkim główny pochłaniacz tego gazu.

- Zatem poznanie oceanów, a następnie poznanie interakcji z obszarami zlodowaconymi z lodem morskim to największe wyzwanie, aby zrozumieć główne elementy tego procesu.

A gdzie w tej układance człowiek?

- Bezsprzecznie człowiek zwiększa emisję CO2 do atmosfery. Pozostaje pytanie, jak na naturalną zmienność klimatu nakłada się działalność człowieka. Na ile człowiek ją wzmacnia, iż mamy taki efekt, że w Katowicach średnia temperatura roczna wzrasta około 0,3 st. Celsjusza na dziesięć lat. Czyli dużo. To więcej niż średnia światowa. A w Arktyce mamy wzrost rzędu 1,2 st. C na dziesięć lat. Oczywiście regionalnie jest różnie, bo np. wschodnia Syberia średnio ochładza się, ale per saldo cały glob się ogrzewa.

- Twierdzenie, że tylko i wyłącznie człowiek odpowiada za ocieplenie klimatu, wydaje mi się zbyt proste. Człowiek to emitent 2-4 proc. dwutlenku węgla związanego z wymianą tego gazu z oceanem oraz z procesem oddychania roślin, w tym lasów, a także mikrobów i rozkładu materii organicznej w glebach. To jest na granicy błędu szacunków sumarycznych. Ale natychmiast dodaję, że musimy chronić atmosferę dla swojego zdrowia i życia. Jednak kwestia, kto jest winien, czy jaka jest przyczyna, według mnie, jest sprawą drugorzędną. Ważniejsze jest, aby odpowiedzialnie przygotować się na ocieplenie i żeby zaadoptować się do niego.

Ocieplanie klimatu wydaje się być nieodwracalne?

- Klimat najintensywniej ociepla się w Arktyce, co jest pewnym paradoksem, a jest to związane z redukcją wielkich obszarów lodu morskiego, a także lodowców. Ten proces wydaje się nieodwracalny, jeżeli nie zajdą jakieś wyjątkowe okoliczności, na przykład serie wybuchów wulkanów, które wprowadzą do atmosfery dużą ilość pyłu. Ten pył zawieszony zatrzymywałby promieniowanie słoneczne, dochodzące do poziomu lądu i oceanu. Jeśli jednak tych wybuchów będzie za dużo, możemy mieć dramatycznie szybkie ochłodzenie w skali lokalnej albo i globalnej. W 1816 roku głównie we wschodnich Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie i w Europie zachodniej, ale też w Polsce, miał miejsce słynny rok bez lata. Był następstwem wybuchu wielkiego wulkanu Tambora w Indonezji w 1815 r. i kilku innych erupcji. W czerwcu i sierpniu padał śnieg w średnich szerokościach geograficznych, zwłaszcza blisko Atlantyku. To był rok, który przyniósł głód, śmierć, zarazy.

W Katowicach przywódcy światowi będą obradować o tym, co zrobić, żeby chronić naszą planetę. Co by im pan profesor poradził?

- Z całą pewnością, żeby zalecać, wymagać, może nawet wymuszać redukcję gazów szklarniowych. Dwutlenek węgla to tylko jeden z nich - ale ważny i sztandarowy w tej chwili, bo biorący się z węgla, który wydobywany jest także na Śląsku i w Zagłębiu. Radziłbym też, żeby dbając o nasze wnuki, zadbać o nasze dzieci.

Czyli?

- Dostosowywać styl życia, konsumpcji i budowania do cieplejszego klimatu.

Zamiast walczyć, zaadaptować się do zmieniających się warunków?

- Dla tych, którzy żyją tu i teraz, a także w innych krajach ciężej dotkniętych zmianą klimatu, to zaadaptowanie się jest niezbędne, by uniknąć konfliktów i migracji klimatycznych. Należy skupić się na tym, jak iść w kierunku przystosowania się do ocieplenia i jak zaplanować to w przyszłości. Warto także zwiększyć finansowanie badań atmosfery, oceanów i kriosfery, aby lepiej zrozumieć ten skomplikowany system zmian klimatu. A jednocześnie redukować tam, gdzie się da, zbędną emisję gazów szklarniowych i mitygować konsumpcję. 

Co łączy zakupy z globalnym ociepleniem?

- Rozwój współczesnej gospodarki bazuje na konsumpcji. Polacy też są chętnymi konsumentami - wspomnijmy chociażby nowe świeckie święto - Czarny Piątek. Nie wiem, jak wyglądały sklepy, bo nie byłem...

Raczej tłoczno.

- Właśnie. Żeby konsumować, trzeba produkować. Żeby produkować, trzeba emitować. Potrzebne jest bardziej wstrzemięźliwe funkcjonowanie. Także kwestia opakowań - od kiedy jeżdżę po świecie, jestem ciągle zadziwiony, że szklane opakowania, to u nas rzecz niechciana. Na przykład w Szwajcarii to sprawa zupełnie normalna i bardzo ekologiczna. Wszelkie kartony i jednorazowe opakowania wymagają energii, nakładów finansowych i produkują śmieci. Wszystko to dodatkowe gazy szklarniowe.

Wracając jeszcze do przystosowywania się do zmian - jednym ze skutków ubocznych globalnego ocieplenia są też kataklizmy.

- To jest dramatyczny skutek uboczny. Wprawdzie obecnie, kiedy mamy globalną wioskę medialną, gdy coś się dzieje złego, natychmiast ludzie na świecie wiedzą. Powiedzmy pół wieku temu takiej komunikacji nie było, dlatego trzeba być ostrożnym w porównywaniu. Na szczęście są obserwacje meteorologiczne. Z nich faktycznie wynika, że jest trend wzrostowy, np. sztormów na Bałtyku. W zakończonym kilka lat temu projekcie, którym kierowałem, zespół ze Szczecina stwierdził, że od połowy XX wieku do pierwszej dekady obecnego liczba sztormów wzrosła sześciokrotnie. Zatem mamy więcej tego typu zdarzeń i o tym też trzeba myśleć, chroniąc brzeg, nie budując zbyt blisko linii brzegowej ani zbyt blisko rzek itd. Większa świadomość społeczna zachodzących zmian pozwoli nam łatwiej dostosować się do życia w cieplejszym klimacie.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk.

Prof. Jacek Jania - geomorfolog, glacjolog, światowej klasy badacz lodowców i obszarów polarnych, specjalista w zakresie teledetekcji. Prowadził badania glacjologiczne i geomorfologiczne na Spitsbergenie, Islandii i na Alasce, a także w Tatrach i na terenie północnej Polski; uczestnik ponad 30 wypraw na Spitsbergen, z których wieloma kierował. Nauczyciel akademicki związany z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy