Macierewicz: Cztery incydenty z udziałem dronów w czasie szczytu NATO

"W czasie szczytu NATO w Warszawie odnotowano cztery incydenty z udziałem dronów, które naruszyły strefę zakazu lotów" - poinformował w sobotę szef MON Antoni Macierewicz.

"Były cztery takie incydenty, próby wejścia dronów w przestrzeń chronioną, które zostały wyeliminowane, obezwładnione i w związku z tym nie poczyniły żadnych szkód" - powiedział minister obrony.

Reklama

Dodał, że przypadki są jeszcze analizowane; nie we wszystkich wypadkach wiadomo, kto nimi operował.

Pytany o konsekwencje Macierewicz zaznaczył, że nie zawsze w takiej sytuacji mamy do czynienia ze świadomym łamaniem przepisów. "Na pewno nie będziemy tego traktowali tam, gdzie nie jest to konieczne, jako rzeczywiście groźne przestępstwo" - zapewnił.

Szef MON powiedział, że podjęto wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. "Uruchomiliśmy i użyliśmy systemu Skyeye, który identyfikuje w obszarze pięciu kilometrów kwadratowych każdą osobę, każde zachowanie i potrafi pokazać przebieg wydarzeń wstecz, także pozwalając zidentyfikować ewentualne przygotowania do niebezpiecznego zachowania, gdyby coś takiego miało miejsce" - powiedział Macierewicz.

System ten podczas zabezpieczenia szczytu NATO w Warszawie składał się z dwóch dronów - Hermes 450 i Hermes 900. "Będziemy go używali także w najbliższych innych wielkich wydarzeniach, bo sprawdził się tutaj znakomicie" - dodał minister.

W maju wiceszef MON Tomasz Szatkowski - nie wymieniając wtedy nazwy konkretnego systemu - powiedział PAP, że MON sprowadziło nowe środki, także z zagranicy, do zabezpieczenia szczytu NATO, ale także, by wspomóc organizację Światowych Dni Młodzieży. Odbędą się one pod koniec lipca w Krakowie z udziałem papieża Franciszka.

Na czas szczytu NATO w Warszawie wprowadzono strefy zakazu lotów w Warszawie i okolicach. Podobne ograniczenia będą obowiązywały na ŚDM w Krakowie.

W piątek, pierwszego dnia szczytu Macierewicz powiedział, że w centrum Warszawy doszło do jednego incydentu z udziałem drona. Rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz powiedział wtedy PAP, że sprawę bada ABW.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy