Południowa flanka NATO. Wielkie wyzwanie nie tylko dla Sojuszu

NATO zdecydowało o większym niż dotychczas wsparciu dla swoich partnerów w walce z tzw. Państwem Islamskim i rozpoczęciu operacji na Morzu Śródziemnym, wymierzonej w przeciwdziałanie przemytowi ludzi. To krok w stronę zapewnienia bezpieczeństwa na południowej flance Sojuszu, co - zwraca uwagę analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcin Terlikowski - może okazać się trudniejszym zadaniem od stopowania mocarstwowych zapędów Władimira Putina na wschodzie.

- Niestabilna sytuacja na południe od granic NATO ma bezpośredni wpływ na nasze społeczeństwa. Widzimy upadłe kraj, grupy terrorystyczne jak tzw. Państwo Islamskie, zmuszające miliony pozbawionych nadziei ludzi do opuszczania swoich domów. To wszystko spowodowało największy kryzys migracyjny w Europie od drugiej wojny światowej - mówił w sobotę Jens Stoltenberg.

Reklama

- Skala zjawiska, a także fakt, że ekstremiści urządzają ataki bombowe na ulicach naszych miast, wymaga podjęcia odpowiednich kroków - dodał sekretarz generalny Sojuszu.

Stabilizacja poza granicami NATO

Drugiego dnia szczytu NATO w Warszawie ogłoszono wyczekiwaną na równi ze wzmocnieniem wschodniej flanki odpowiedź Sojuszu na zagrożenia płynące z południa.

- Wczoraj podjęliśmy decyzję o wzmocnieniu naszej obronności i możliwości odstraszania, dzisiaj zdecydowaliśmy o wsparciu naszych partnerów i budowaniu stabilizacji poza granicami NATO - powiedział Jens Stoltenberg.

Sojusz zapowiedział m.in. szerszą pomoc dla swoich partnerów na Bliskim Wschodzie, szkolenia wojskowe w Iraku czy wsparcie lotów prowadzonej przez USA koalicji walczącej z dżihadystami. NATO rozpocznie także operację "Sea Guardian" na Morzu Śródziemnym, której celem ma być poprawa bezpieczeństwa, walka z terroryzmem i ograniczenie przemytu ludzi.

O tym, w jaki sposób Sojusz może odpowiedzieć na zagrożenia z południa rozmawialiśmy w sobotę w Warszawie z Marcinem Terlikowskim, analitykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Nie tylko Syria i kryzys migracyjny

- Nie spodziewam się, że NATO będzie w stanie szybko rozwinąć zestaw instrumentów do rozwiązania problemów na swojej południowej flance, ponieważ Sojusz nie jest organizacją ku temu utworzoną. NATO ze swoją siłą wojskową może być odpowiedzią na bardzo wąską część tego problemu - zaznaczył ekspert.

- Skutki migracji są problemem systemu Schengen i Unii Europejskiej, a źródłem kryzysu uchodźczego jest niestabilność państw, z których ci ludzie pochodzą. To nie jest tylko Syria, ale też Afganistan czy Sahel (część Afryki od Senegalu po Sudan - przyp. red.), gdzie są ogromne kłopoty ekonomiczne - dodał Marcin Terlikowski.

Problemem w zapewnieniu bezpieczeństwa na południowej flance NATO jest brak możliwości opracowania jednolitej strategii dla poszczególnych państw dotkniętych wojną, terroryzmem czy zapaścią gospodarczą. Bo zagrożenia związane z Bliskim Wschodem i Afryką Północną nie ograniczają się do wojny w Syrii i kryzysu migracyjnego.

- Na wschodzie sprawa jest jasna. Mamy rotację, konkretny potencjał wojskowy, aktora państwowego w postaci Rosji. Wiemy co zrobić, żeby odstraszyć ją od prób budowania kryzysów. Na południu w zasadzie nie wiemy co począć, żeby te zagrożenia od nas odsunąć, bo ich źródło nie jest jednolite. Jeżeli migracja wynika z niewydolnej ekonomii, a tak jest w Sahelu, NATO nie pomoże - uważa analityk PISM.

Współpraca NATO, ONZ i UE

Nasz rozmówca podkreśla, że poprawa bezpieczeństwa w regionie to długofalowy proces, dlatego decyzji NATO nie należy przyjmować jako przełomowej. To raczej kolejny krok w stronę możliwej stabilizacji, którą uda się osiągnąć tylko przy połączeniu wysiłków państw Organizacji Narodów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i NATO.

- Pamiętajmy, że NATO nigdy nie będzie odpowiedzialne za odbudowę gospodarki, systemu politycznego czy struktur państwowych. To może robić UE, dlatego jej partnerstwo z Sojuszem jest tak ważne - dodaje Marcin Terlikowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje