Reklama

Reklama

Przełom na linii NATO-UE. "Nowa jakość współpracy"

Stworzenie nowej płaszczyzny współpracy pomiędzy Sojuszem Północnoatlantyckim a Unią Europejską to jedna z największych zdobyczy warszawskiego szczytu NATO. - To jest doskonale uzupełniająca się para i dlatego w przyszłości ludzie będą się zastanawiać, dlaczego tyle czasu zajęło nam dojście do wniosku, że razem można zrobić więcej - ocenia w rozmowie z Interią Łukasz Kulesa, dyrektor prestiżowego brytyjskiego think tanku European Leadership Network.

Warszawski szczyt NATO może zapisać się na kartach historii jako przełomowy i bezprecedensowy w swoich skutkach nie tylko ze względu na decyzję podjęte w dziedzinie zapewnienia bezpieczeństwa poszczególnych sygnatariuszy Paktu Północnoatlantyckiego i kroki wykonane w kierunku odstraszania potencjalnych agresorów, ale także za sprawą przełomu we wzajemnych relacjach pomiędzy Unią Europejską a NATO.  

Reklama

Łukasz Kulesa zwraca uwagę, że pierwsze symptomy zmiany i dokonującej się cichej rewolucji dały o sobie znać już znacznie wcześniej, ale nową jakość przypieczętowało spotkanie przywódców Sojuszu i Wspólnoty Europejskiej w Warszawie oraz podpisanie wspólnej deklaracji.     

Nowe zagrożenia motorem zmian

Płaszczyznę do ściślejszej i bardziej wydajnej współpracy stworzyły pojawiające się wokół nas nowe zagrożenia. - Obecny postęp jest dowodem na to, że odrzuciliśmy na bok sztuczne ograniczenia, które powodowały, że nie mogliśmy wspólnie zasiąść za jednym stołem i wymienić się wiadomościami. To odeszło w zapomnienie, ponieważ mamy wspólne wyzwania, zarówno na wschodzie jak i na południu, zatem ta współpraca jest o wiele silniejsza - argumentuje. 

- Wspólna deklaracja podpisana w Warszawie jest dowodem na to, że nie ma sensu tworzyć sztucznych podziałów tam, gdzie jest pewna nisza przeznaczona dla NATO; dotycząca działań wojskowych, jak i tam, gdzie jest przestrzeń dla Unii Europejskiej, odnosząca się do inicjatyw pozamilitarnych. To jest doskonale uzupełniająca się para i dlatego w przyszłości ludzie będą się zastanawiać, dlaczego tyle czasu zajęło nam dojście do wniosku, że razem można zrobić więcej  - dodaje.   

Wielka transformacja Sojuszu

Postanowienia  o wysuniętej rotacyjnej obecności sił zbrojnych Sojuszu na wschodniej flance NATO Kulesa interpretuje jako element  transformacji Sojuszu, której jesteśmy obecnie świadkami. - Wysłanie czterech batalionów NATO do krajów bałtyckich, w tym Polski, stanowi tylko jeden element, ale najbardziej widoczny procesu adaptacji, które przechodzi NATO oraz poszczególne państwa członkowskie - argumentuje. 

Dopytywany, czy zastosowane rozwiązania okażą się skuteczne i wystarczające wskazuje, że pula dostępnych środków na czterech batalionach się nie kończy. - Oprócz sił sojuszniczych mamy oczywiście siły zbrojne poszczególnych państw. Nie zapominajmy, że nasza armia nie jest ani mała, ani słaba. Ponadto mamy szereg działań podejmowanych dla wzmocnienia sił, które by przybyły po tych czterech batalionach. To są siły odpowiedzi NATO szacowane na 40 tysięcy żołnierzy - wskazuje. 

- Co więcej, w Warszawie zostanie przyjęty też cały pakiet wzmacniania tak zwanych sił głównych, czyli dziesiątek tysięcy żołnierzy, którzy powinni być dostępni w przypadku jakiegokolwiek kryzysu - dodaje.   

Jaka będzie reakcja Kremla? Dwa możliwe scenariusze

Zgodnie z zapowiedziami przywódców Sojuszu, Pakt Północnoatlantycki do zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa swoim członkom dołącza skuteczne odstraszanie i ostre "nie" dla polityki siły, której symbolem jest Władimir Putin. 

Jakiej odpowiedzi na odstraszające działania Sojuszu możemy spodziewać się ze strony Kremla? - Na pewno padną bardzo krytyczne wypowiedzi. Można się też spodziewać wzmocnienia tego, co już obserwujemy, czyli ćwiczeń i przerzucania kolejnych jednostek bliżej Sojuszu - wskazuje Łukasz Kulesa.  

Ekspert nie wyklucza również scenariusza zakładającego przemieszczenia pocisków typu Iskander z Kaliningradu, o których była mowa od lat. - Pytanie dotyczy tylko tego, czy stanie się to w roku 2017 czy w 2018. Jeżeli ze strony Rosji będzie taka odpowiedź, to konfrontacja na linii NATO - Moskwa będzie się utrzymywać dalej i siły Sojuszu dalej będą potrzebne, ale nie nastąpi eskalacja na wyższy poziom - zaznacza.  

Wariant drugi, znacznie mniej optymistyczny i wymagający zdecydowanych działań ze strony Sojuszu jest jednak nie mniej prawdopodobny. - Rosjanie mogą równie dobrze stwierdzić, że chcą iść dalej, zwłaszcza jeśli chodzi o incydenty z udziałem samolotów czy przemieszczanie broni jądrowej bliżej naszego terytorium. Wtedy rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z pogłębieniem eskalacji i Sojusz będzie musiał zareagować - dodaje. 

Kluczowa deklaracja prezydenta Andrzeja Dudy

W  kontekście wzmacniania bezpieczeństwa państw-sygnatariuszy Paktu z ust prezydenta Andrzeja Dudy padła deklaracja o jednakowym traktowaniu istniejących zagrożeń. "Zarówno wzmocnienie wschodniej flanki - realną wysuniętą obecnością NATO - jak reakcja na wyzwania na flance południowej, to priorytety równoległe, absolutnie nieprzeciwstawne" - zaznaczył prezydent. "Sprzeciwiamy się regionalizacji bezpieczeństwa i jego reglamentacji na poszczególne flanki NATO. Bezpieczeństwo nie jest towarem. Bezpieczeństwo jest wartością i jako takie jest niepodzielne, a każdy z nas zasługuje na nie w tym samym stopniu" - dodał. 

W ocenie Łukasza Kulesy słowa polskiego prezydenta lokują się w gronie wypowiedzi dyplomatycznych, których spodziewają się nasi południowi sojusznicy. - Oni chcą potwierdzenia, że NATO nie zamieni się w maszynkę  do powstrzymywania Rosji, bo taki Sojusz mniej by odpowiadał na ich zagrożenia - wskazuje. 

Jednocześnie zaznacza, że charakter wyzwań obecnych na południu w porównaniu z tymi obserwowanym na wschodzie jest bardzo różny. - Na wschodzie mamy Rosję ze znaczącymi siłami zbrojnymi, dysponującą bronią jądrową, dlatego potencjał odstraszania ma się opierać między innymi na wysuniętej obecności sił Sojuszu. Natomiast na południu mamy zagrożenia ze strony państw upadających i upadłych i z tego powodu odpowiedź NATO będzie całkowicie inna - wskazuje.   

Nowe zagrożenia wymagają zdecydowanej odpowiedzi

Zasadnicze pytanie dotyczy tego, czy jeśli ktoś będzie gotowy do zaatakowania państw Sojuszu, okaże się ona skuteczna. - Jeśli chodzi o Rosję, to wiemy, gdzie jesteśmy. Atak jest albo go nie ma; mamy też formy hybrydowe, ale potrafimy je rozpoznać - argumentuje nasz rozmówca. 

Zagrożenia na południu wymagają działań zgoła innych, sprowadzających się do ich kontroli bądź ograniczania. - Mowa o likwidowaniu terrorystów i walkę z nielegalną migracją. Jeśli jednak chodzi o ataki terrorystów, to nikt nie jest nas w stanie zapewnić, że ich nie będzie, albo że uda się zniszczyć siatki przestępców, które żerują na nieszczęściu ludzi, którzy chcą się dostać do Europy.  

Ocena tego, co jest skutecznym działaniem NATO,  jest w tym przypadku różna - puentuje nasz rozmówca.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje