Ekspert: Rosja boi się destabilizacji wewnątrz kraju

Ekspert niemieckiej Fundacji Nauki i Polityki (SWP) Markus Kaim uważa projekt wzmocnienia wschodniej flanki, który ma być przyjęty na szczycie NATO w Warszawie, za dobry kompromis; wysoko ocenia zaangażowanie Niemiec w działaniach wspierających Polaków i Bałtów.

PAP: Jak ocenia pan kompromis na szczyt NATO w Warszawie dotyczący wzmocnienia wschodniej flanki Sojuszu? Czy cztery bataliony wystarczą, by odstraszyć Rosję?

Reklama

Kaim: Jak sam pan powiedział, to jest kompromis. Jego ocena zależy od tego, kto jej dokonuje. Jestem całkowicie świadomy tego, że wielu obserwatorów, szczególnie po polskiej stronie, życzyłoby sobie dalej idących decyzji, w tym także bardziej zdecydowanego zdystansowania się od Aktu Założycielskiego NATO-Rosja.

Jednak ten kompromis zawiera wszystko, co było możliwe do zaakceptowania w gronie 28 krajów Sojuszu. Uważam, że ten kompromis nie jest zły. Mamy do czynienia z kwadraturą koła wynikającą z istniejącego dualizmu - odstraszania i dialogu z Rosją. Jeżeli jednak przyjrzymy się, co poszczególne kraje zachodnie, w tym Niemcy - pomimo zastrzeżeń - wnoszą do porozumienia, to muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony.

PAP: Berlin był długo sceptyczny wobec planów rozmieszczenia wojsk na wschodnich rubieżach Sojuszu obawiając się reakcji Rosji...

Kaim: Jeśli chodzi o Niemcy, to ich wkład w program, który zostanie przyjęty w Warszawie, jest większy niż kiedykolwiek mogłem to sobie wyobrazić. Mam wrażenie, a byłem niedawno w Warszawie, że również wielu obserwatorów w Polsce podziela tę ocenę. Niemcy zgodziły się na przejęcie kierowniczej roli w batalionie na Litwie i angażują się mocno w rozbudowę niemiecko-polskiego korpusu w Szczecinie (Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni). Jeszcze trzy lata temu nie mógłbym sobie wyobrazić, że będzie to możliwe.

Uważam, że w tej sytuacji Berlin może sobie pozwolić na obronę swojego stanowiska w sprawie Aktu Założycielskiego NATO-Rosja i zabiegać o to, by nie zrywać tej umowy, lecz zachować ją na lepsze czasy. To jest polityczny kompromis.

PAP: Czy jednak te cztery bataliony nie są czystą symboliką?

Kaim: Czy te siły wystarczą do odparcia ewentualnego rosyjskiego ataku? Prawdopodobnie nie. Ale to wojsko związuje bezpieczeństwo mocarstw zachodnich z bezpieczeństwem Polski. Oczywiście, w przypadku zaplanowanego ataku Rosji na terytorium Polski lub krajów bałtyckich, te siły NATO na Wschodzie byłyby jedynie rozciągniętym drutem, o który można się potknąć. Ale ten drut został zamontowany przez Niemcy, przez Wielką Brytanię, przez Kanadę. Tym krajom będzie dużo trudniej powiedzieć to, czego obawiają się Polacy i Bałtowie - "OK, to jest wasz problem". Bataliony są wbudowanym zabezpieczeniem gwarantującym, że art. 5 pozostanie skuteczny.

PAP: Czy niedawna wypowiedź szefa MSZ Franka-Waltera Steinmeiera, który ostrzegał przed "wymachiwaniem szabelką" w kierunku Rosji, nie niweczy pozytywnej oceny niemieckiego zaangażowania?

Kaim: Uważam tę wypowiedź za katastrofę. To było żenujące. Podwójna strategia odstraszania i dialogu z Rosją istnieje i jest realizowana przez NATO. Niemcy współdecydowały o wszystkich manewrach na wschodniej flance, łącznie z ćwiczeniami Anakonda16. Tworzenie wrażenia, że było inaczej, jest błędem. Polityka niemiecka wobec Europy Środkowej i Wschodniej jest wyważona. Trudno zrozumieć wypowiedź ministra. 

PAP: Czy w Warszawie dojdzie do jakiegoś, choćby najmniejszego, gestu wobec Ukrainy? 

Kaim: Odpowiedź jest krótka - nie. Tu też mamy do czynienia z kwadraturą koła. Oczywiście NATO zawsze będzie powtarzać, że drzwi do Sojuszu muszą pozostać otwarte. Zostanie przyjęta Czarnogóra - to taki symboliczny gest. Należy mówić, że każdy kraj musi mieć wolną rękę w wyborze sojuszu, ale równocześnie zawsze należy dodać, a często się o tym zapomina, że nie można przyznać Rosji weta, ale trzeba brać pod uwagę interesy innych krajów.

Niemcy i inne kraje NATO postąpiły zgodnie z tą zasadą w 2008 roku blokując otwarcie wobec Ukrainy i Gruzji. Choć należę do zwolenników Ukrainy, ostrzegam przed powtarzaniem "tak, tak (wejdziecie do NATO)". Nie ma tutaj żadnego automatyzmu. NATO nie musi przyjąć Ukrainy i Gruzji tylko dlatego, że kraje te mówią: chcemy do NATO. To przykre, ale Ukraina i Gruzja są ofiarami sytuacji na świecie.     

PAP: Czy należy spodziewać się po szczycie retorsji ze strony Rosji?

Kaim: Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Moskwa odpowiedziała kolejnymi manewrami przy granicy lub wypowiedzeniem traktatu INF (dotyczący pocisków rakietowych średniego zasięgu - PAP). Głównym motywem działania Kremla nie jest jednak obawa przed NATO, lecz strach przed destabilizacją wewnątrz kraju. Jeżeli przed wyborami Putin będzie obawiał się protestów, jego postawa wobec Zachodu będzie bardziej agresywna. Jeżeli w Rosji będzie spokój, to odpowiedź Kremla wcale nie musi być bardzo agresywna.

Markus Kaim jest ekspertem do spraw polityki bezpieczeństwa. Fundacja Nauka i Polityka (SWP) należy do wiodących niemieckich think tanków doradzających niemieckiemu rządowi w sprawach polityki zagranicznej.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Dowiedz się więcej na temat: szczyt NATO | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje