​Relacje NATO - Rosja. Ważny sygnał polityczny

Cztery bataliony NATO w Polsce i krajach bałtyckich - na Litwie, Łotwie i w Estonii - to odpowiedź Sojuszu na ekspansywną politykę Kremla i realne wzmocnienie jego wschodniej flanki. W ocenie byłego szefa MSZ Łotwy Marisa Riekstinsa obecność amerykańskich żołnierzy na granicy NATO to ważny sygnał polityczny i gwarancja bezpieczeństwa dla państw regionu.

Maris Riekstins był ministrem spraw zagranicznych Łotwy w latach 2007-2010, a następnie pełnił funkcję ambasadora swojego kraju przy NATO.

Strategiczny krok NATO

Reklama

- Realne wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu ma znaczenie strategiczne nie tylko dla mojego kraju i naszego regionu, lecz całej Europy. Temperatura relacji z Rosją jest dziś najchłodniejsza od czasów zimnej wojny - uważa łotewski dyplomata.

Stosunki z Kremlem to największe wyzwanie NATO w tej części Starego Kontynentu. - Przyczyną takiego stanu rzeczy nie są zarzuty o liberalną politykę Zachodu czy izolację Rosji, a takie głosy słyszymy czasem nie tylko u wschodnich komentatorów, tylko planowane działania Moskwy - podkreśla Maris Riekstins.

- Rosja kieruje się jasnymi celami geopolitycznymi. To odzyskanie statusu mocarstwa na arenie międzynarodowej, wzmocnienie pozycji Kremla i, co lubi powtarzać Władimir Putin, budowanie wyższości rosyjskiego pojmowania świata, w kontrze do sposobu życia zachodnich społeczeństw - wylicza były minister spraw zagranicznych Łotwy. 

Zagrożenie dla Putina

Moskwa, utrzymuje gość warszawskiego szczytu Sojuszu, wysyłała wiele alarmujących sygnałów: Czeczenia i Gruzja nie spotkały się jednak z należytą odpowiedzią Zachodu, bo ten wciąż liczył na partnerstwo z Rosją. - Mówiono, że upadek ZSRR był dla rosyjskich władz bolesny i wciąż pokutuje, dlatego bagatelizowano sygnały alarmowe, a konflikty nie pasowały do wymarzonego obrazka Rosji - dodaje Maris Riekstins.

W ocenie byłego szefa MSZ Łotwy obecna agresywna polityka Władimira Putina to reakcja na zagrożenie dla reżimu.

- W latach 2011-2012 były demonstracje po wyborach do Dumy, niewidziane od wczesnych lat 90., potem Ukraina i zmiana władz w Kijowie. Reszta to historia. Dziś widzimy jak modernizują armię, słyszymy nuklearną retorykę, obserwujemy zmianę granic. Mieliśmy cichą nadzieję, że kryzys na Ukrainie skończy się pozytywnie, ale NATO nie powinno tylko obserwować wydarzeń, tylko aktywnie reprezentować interesy swoich członków - podkreśla.

Gwarancja bezpieczeństwa

Odpowiedzią Sojuszu na mocarstwowe zapędy Władimira Putina jest decyzja o rozmieszczeniu czterech batalionów (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia), które będą zabezpieczać wschodnią flankę NATO.

- Obecność amerykańskich żołnierzy na granicy NATO to ważny sygnał polityczny i gwarancja bezpieczeństwa dla państw regionu. Wysłanie do Europy Wschodniej batalionów to bardzo dobry i potrzebny krok. Czy wystarczający? Rosja już zapowiada adekwatną odpowiedź. Nie wykluczam, że Sojusz będzie musiał podjąć kolejne decyzje. Od NATO oczekujemy dziś skutecznego odstraszania, obrony i zaangażowania państw sojuszniczych - zwraca uwagę Maris Riekstins.

Trzeba słuchać Moskwy

Mimo napiętych relacji z Rosją, łotewski dyplomata podkreśla rolę dialogu Sojuszu z władzami Kremla i potrzebę budowania wzajemnego zaufania.

- Na chwilę obecną dialog jest ograniczony, ale może chociażby służyć unikaniu groźnych incydentów, a w rezultacie ewentualnego konfliktu. Warto też zadbać o większą przejrzystość działań NATO, nie skupiać się na tym, czy bataliony będą miały charakter stały czy rotacyjny, dla Rosji i tak będzie to stała obecność. Mówmy, że chodzi o obronę, i lepiej wsłuchujmy się w sygnały płynące z Moskwy - radzi były minister spraw zagranicznych Łotwy.

Dowiedz się więcej na temat: szczyt NATO

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje