Reklama

Reklama

Tarcza antyrakietowa w Polsce?

Zagrożenie może być większe

Dzięki elementom systemu tarczy antyrakietowej będziemy strategicznie bezpieczniejsi - przekonywał premier Donald Tusk, niechętnych tarczy antyrakietowej mieszkańców Słupska.

Blisko trzy godziny trwało spotkanie premiera Donalda Tuska i ministra obrony narodowej Bogdana Klicha z mieszkańcami Słupska poświęcone instalacji elementów systemu tarczy antyrakietowej w Redzikowie.

Reklama

Mieszkańcy licznie stawili się na spotkanie z premierem w słupskiej Filharmonii. W dyskusji udział wzięły także władze samorządowe. Szefowi rządu zadano kilkadziesiąt pytań, m.in. dlaczego w sprawie lokalizacji bazy dla tarczy antyrakietowej nie odbyło się referendum lokalne; czy lokalizacja tarczy nie zwiększy zagrożenia dla regionu i czy nie wpłynie negatywnie na ruch turystyczny. Dopytywano także o rekompensaty dla regionu.

Tusk przekonywał, że dzięki elementom systemu tarczy Polska będzie strategicznie bezpieczniejsza. Oświadczył, że efektem piątkowej dyskusji nie będzie zmiana lokalizacji bazy dla tarczy. Obecnie priorytetem dla regionu Słupska będą inwestycje drogowe.

- Rachunek "zagrożenia-szanse", "wzrost zagrożeń-wzrost bezpieczeństwa" kazał nam to (umowę w sprawie tarczy) podpisać. Ponieważ uznaliśmy, że to strategicznie dla Polski ważne, nie poddawałem tego pod lokalne referendum, bo uważam, że takich spraw nie należy poddawać pod referendum - odparł Tusk.

Podkreślił, że gdyby odbyło się referendum w sprawie Redzikowa, trzeba by zaproponować takie rozwiązanie "wszędzie w Polsce gdzie chcielibyśmy zainstalować (...) dyskomfortowe dla mieszkańców warunki związane z wojskiem". Jak przekonywał, Polska "gdzieś musi mieć coraz nowocześniejsze samoloty, baterie rakietowe, aby skutecznie chronić niebo"

Zdaniem premiera, Redzikowo i Słupsk, gdy stanie tu amerykańska baza, "będzie lepiej strzeżone niż jakiekolwiek miejsce w Polsce". Choć - jak podkreślił - "zagrożenie może być większe". - Jeśli Polska będzie bezbronna, to łatwiej sprowokuje atak - ocenił Tusk.

- Jedyna rzecz jaką się kierowałem, to aby krok po kroku, to co jest na papierze - w 1939 roku też mieliśmy na papierze i Gruzja też miała na papierze - więc nie chcę abyśmy mieli tylko na papierze - ale aby doprowadzić krok po kroku do sytuacji, w której ewentualna reakcja NATO czy USA nie będzie po wszystkim - powiedział szef rządu.

- Nie jest nam potrzebna pomoc amerykańska kiedy będziemy martwi. Martwi nie czekają na odsiecz i dlatego (...) rachunek zagrożenia- szanse, wzrost zagrożeń-wzrost bezpieczeństwa kazał nam to podpisać - dodał Tusk.

W sali obecni byli także politycy SLD. Posłanka Izabella Jaruga- Nowacka, pytała co spowodowało, że Tusk zmienił zdanie w sprawie instalacji tarczy w Polsce.

Premier odparł, że na jego ostateczną decyzję wpłynął "warunek zaangażowania (Amerykanów) innego niż tylko instalacja, zaangażowania materialnego w bezpieczeństwo polskiego terytorium", w tym stała obecność baterii Patriot. - I poważna rozmowa na temat obrony przeciwrakietowej z Amerykanami, co oznacza inne niż rutynowe warunki zakupu i szkolenia polskich żołnierzy - mówił szef rządu.

Dopytany przez posłankę SLD, czy Polska musi włączyć się w "amerykańskie awantury", Tusk przypomniał, że to lewicowy prezydent i rząd wysłał polskich żołnierzy do Iraku.

W ocenie Tuska, uczestnictwo w przedsięwzięciu, jakim jest instalacja tarczy bardziej oddala groźbę ataku na Polskę niż przybliża.

Dowiedz się więcej na temat: zagrożeni | Donald Tusk | redzikowo | Słupsk | Bogdan Klich | instalacja | referendum

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy