Reklama

Reklama

Ambasador Niemiec dla Interii: Polska musi być w ścisłym jądrze Unii

- Bliska współpraca Polski i Niemiec jest kluczowa dla rozwoju europejskiej wspólnoty. Naszym celem jest wręcz to, żeby Polska była w ścisłym jądrze Unii. Chętnie zobaczylibyśmy wasz kraj także w strefie euro, ale wiemy, że to suwerenna decyzja rządu w Warszawie – mówi Interii Rolf Nikel, ambasador Niemiec w Polsce w rozmowie z Pawłem Czuryło. Dodaje, że temat reparacji wojennych niemiecka strona uważa za zamknięty.

Paweł Czuryło, Interia: Panie Ambasadorze, za trzy tygodnie będzie pan obchodził piątą rocznicę pobytu w Polsce jako przedstawiciel Niemiec. Jak w tym czasie zmieniła się Polska i jakie były największe pańskie wyzwania?

Reklama

Rolf Nikel, ambasador Niemiec w Polsce: - Polska w ostatnich latach, a obserwuję ją dłużej niż tu jestem, niesamowicie się rozwinęła. Widać to szczególnie z perspektywy Warszawy, ale nie tylko. Wystarczy spojrzeć choćby na połączenia komunikacyjne, nowoczesne pociągi, autostrady. Równocześnie bardzo pozytywnie rozwinęły się niemiecko-polskie relacje. Zaczynając od stosunków gospodarczych, w czasie mojego pobytu wymiana handlowa między naszymi krajami wzrosła z 75 do 118 mld euro - to nieprawdopodobnie szybki wzrost. Ale ważna jest także współpraca pozagospodarcza i ona też ma się znakomicie, czego dowodem jest to, że dziś mamy już ponad 400 partnerstw między polskimi i niemieckimi miastami, wiele partnerstw między uniwersytetami w obu krajach.

- A co do kwestii politycznych, to rząd w Berlinie prowadzi rozmowy z rządem w Warszawie w wielu tematach i na wielu płaszczyznach.  Zgadzamy się w wielu kwestiach, współpracujemy mocno w zakresie bezpieczeństwa, ochrony granic czy projektów infrastrukturalnych. Warto także podkreślić współpracę przygraniczną czy regularne szczyty kolejowe. Wszystko to dowodzi, że stosunki polsko-niemieckie są znacznie lepsze niż niektórym się wydaje.

Na stronie internetowej ambasady są wyróżnione pana zdania o konieczności pielęgnowania polsko-niemieckiego pojednania i o tym, że Polska i Niemcy są zobowiązane do wspólnego kształtowania przyszłości Europy.  To co dziś tak naprawdę łączy Polskę i Niemcy, a gdzie są różnice?

- Niemiecko-polskie pojednanie jest wielkim skarbem. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni mając na uwadze zbrodnie popełnione przez Niemców w Polsce w trakcie drugiej wojny światowej. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni Polakom za takie podejście, które zaczęło się od pamiętnego listu biskupów w 1965 roku, przez uklęknięcie kanclerza Willy Brandta pod pomnikiem Bohaterów Getta oraz mszę świętą z udziałem Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla w Krzyżowej, czego efektem jest możliwość takiego zbliżenia obu krajów, jakie widzimy przez ostatnie 30 lat.

- Pracowałem w latach 1989-1994 w Urzędzie Kanclerskim i byłem odpowiedzialny za relacje z Polską. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że polityczne relacje tak się rozwiną i będą tak bliskie, nie uwierzyłbym. Nie możemy też zapominać o wpływie "Solidarności" na zjednoczenie Niemiec, za co także jesteśmy ogromnie wdzięczni. To była swoista inspiracja dla ruchu obywatelskiego w NRD, i pamiętajmy również o pomocy jaką znaleźli uchodźcy z NRD tutaj.

- Rzeczywiście, z naszego punktu widzenia bliska współpraca Polski i Niemiec jest kluczowa dla rozwoju europejskiej wspólnoty. W niektórych sprawach oczywiście się różnimy, co jest normalne, ale warto podkreślać, że zawsze rozmawiamy i szukamy rozwiązania. Dokonaliśmy np. postępu nawet w tak trudnym temacie jak migracja. Zgadzamy się w sprawie wzmocnienia granic zewnętrznych UE, udzielania wsparcia finansowego, żeby zmniejszyć napływ uchodźców, zwalczać jego pierwotne przyczyny, położyć kres przemytnikom i uporać się z kwestią umów z Turcją i innymi krajami znad Morza Śródziemnego. W tym temacie udało się współpracować i efekty są widoczne. Rozmawiamy też np. w sprawie polityki azylowej UE, gdzie przeciwieństwa zostały już zredukowane. Europa to ciągłe poszukiwanie kompromisu przez rozmowę, dialog i znajdywanie rozwiązań.

Tak, ale w Polsce pojawiają się pytania o to jak można budować wspólną przyszłość i dobre sąsiedztwo skoro dzielą nas takie tematy jak np. Nord Stream 2, co, do którego rządy w Warszawie i Berlinie mają inne zdanie i tu nie zanosi się na kompromis.

- Faktycznie, temat bezpieczeństwa dostaw energii do Europy to bardzo ważny temat, z którym też musimy sobie poradzić. Z naszego punktu widzenia bezpieczne dostawy energii, dywersyfikacja źródeł dostaw, różne rodzaje energii są kluczowe. Jak pan wie Niemcy są na drodze do tzw. Energiewende (projekt transformacji energetycznej Niemiec, zakładający odejście od paliw kopalnych oraz atomu na rzecz odnawialnych źródeł energii - red.), zmieniamy nasz model energetyczny i do około 2050 roku chcemy przestawić dostawy energii na OZE.

- Zresztą nie tylko Niemcy, ale i cała Europa do tego momentu będzie potrzebowała nowych źródeł energii, szczególnie np. gazu. Jeśli jest tak, że źródła energii w Europie zmniejszają się, a w tym samym czasie nasza gospodarka potrzebuje więcej energii, to szukamy różnych możliwości pozyskiwania surowca i dlatego mamy np. dostawy z Rosji, ale także wykorzystujemy LNG. Im więcej będziemy mieli źródeł pozyskiwania energii tym lepiej, także z punktu widzenia cen surowca. Dla nas niezależność oznacza możliwość substytucyjności w sytuacji kryzysu.

- Warto podkreślić, że w przypadku Nord Stream 2 mamy do czynienia z projektem europejskich firm, który ma oczywiście polityczne aspekty. One dotyczą Ukrainy i tu Niemcy są zdecydowanie za tym, żeby dostawy energii tranzytem przez Ukrainę w dalszym ciągu miały  miejsce. Trzeba pamiętać, że Ukraina na swoje potrzeby już korzysta z surowca z Zachodu na zasadzie przepływu reverse. Dlatego we współpracy z Komisją Europejską chcemy zagwarantować ten tranzyt także po uruchomieniu Nord Stream 2.

- Ten projekt jest projektem biznesowym, w którym firmy muszą uwzględniać różne ryzyka. Żyjemy w gospodarce rynkowej, i tak długo jak projekt nie łamie prawa, reguł rynkowych jest mało możliwości jego zablokowania. Cieszymy się więc z poprawki do europejskiej dyrektywy gazowej i tego, że znaleziono rozwiązanie tego europejskiego problemu. Jednak dyrektywa musi zostać najpierw przyjęta, a następnie przeniesiona do prawa krajowego.

Jest jeszcze jeden temat. Podejście do reform m.in. dotyczących wymiaru sprawiedliwości w Polsce, co napotyka krytykę w Europie. W ostatnim tygodniu minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas wspomniał wręcz o możliwych sankcjach w postaci ograniczenia unijnych funduszy dla krajów, które przyjmują ustawy sprzeczne z fundamentalnymi zasadami UE.

- Ten temat musi zostać rozwiązany przez Polskę w dialogu z Komisją Europejską. Mam nadzieję, że wkrótce to nastąpi. Równocześnie teraz mamy taki moment, w którym rozmawiamy o unijnych ramach finansowych (tzw. Multiannual Financial Framework), pojawiają się pytania o politykę spójności, rolną, nowy budżet - są na stole różne propozycje i jest za wcześnie, żeby coś konkretnego powiedzieć. Oczywiście są też dyskusje dotyczące praworządności.

- Nasz cel to współpraca, bliskie konsultowanie się z Polską w sprawie  rozwoju UE oraz to, żeby Polska była w ścisłym jądrze Unii Europejskiej. Nie chcemy Europy różnych prędkości, chcemy Polskę mieć w centrum, a nasz minister złożył konkretne propozycje odnośnie tego jak prowadzić politykę wschodnią UE. Dlatego bez bliskiej współpracy Niemiec i Polski nie będzie dobrej przyszłości Unii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje