Reklama

Reklama

Brytyjski poseł: Wolimy roczne opóźnienie brexitu od obecnej umowy

Poseł północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów (DUP) Sammy Wilson zadeklarował we wtorek, że ugrupowanie woli roczne opóźnienie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE od przyjęcia rządowego projektu porozumienia ws. warunków opuszczenia Wspólnoty.

Wilson, który pełni w DUP funkcję rzecznika ds. brexitu, przedstawił swoje stanowisko w komentarzu dla serwisu internetowego dziennika "The Telegraph".

Reklama

Polityk ocenił, że parlament jest obecnie "pochłonięty przepychankami", podczas gdy "premier (Theresa May) próbuje uzyskać poparcie dla swojego toksycznego projektu umowy narzuconego jej przez Unię Europejską, a sprzeciwiająca się referendum (z 2016 r. - PAP) horda zwolenników zachowania członkostwa próbuje zmusić brytyjską opinię publiczną do zgodzenia się na jej plan, który utrzymałby" Wielką Brytanię w UE.

Deputowany DUP ocenił, że proponowane porozumienie ws. wyjścia ze Wspólnoty "oznacza niezrealizowanie brexitu", wskazując na swoje zastrzeżenia wobec konieczności przyszłego przestrzegania unijnych przepisów, a także kontrowersyjnego mechanizmu awaryjnego dla Irlandii Północnej (ang. backstop).

Skrytykował plany głosowań ws. brexitu

"Nigdy nie zgodzimy się dobrowolnie na to, aby Irlandia Północna była wyrwana z reszty Zjednoczonego Królestwa albo na to, aby nasza gospodarka ucierpiała w wyniku ograniczeń handlowych pomiędzy Irlandią Północną a naszym głównym rynkiem w Wielkiej Brytanii. Pracujemy wytrwale i nadal będziemy, aby uzyskać zmiany w tej umowie, ale nie zagłosujemy za jej niezmienioną wersją" - zapowiedział Wilson.

Skrytykował także plany przeprowadzenia w Izbie Gmin serii orientacyjnych głosowań ws. brexitu, oceniając, że "prawda jest taka, że (...) to będzie tak samo chaotyczne i prowadzące do impasu jak dotychczasowe starania, więc nikt nie powinien opierać swojej decyzji lub zmieniać zdania na podstawie takiej groźby".

Izba Gmin zagłosowała w poniedziałek wieczorem za przeprowadzeniem w środę serii orientacyjnych głosowań ws. brexitu, które pozwolą na zbadanie poparcia posłów dla różnych modeli relacji kraju z UE, a także być może dla drugiego referendum.

Przegłosowanie opcji w środowym głosowaniu nie będzie wiążące prawnie dla rządu May, ale będzie stanowić instrukcję polityczną ze strony Izby Gmin.

Eement strategii negocjacyjnej?

Odnosząc się do konieczności znacznego opóźnienia wyjścia z UE jako alternatywy wobec nieprzyjęcia rządowego projektu, polityk powiedział: "nawet jeśli będziemy zmuszeni do rocznego wydłużenia (procesu), to przynajmniej będziemy mieli w tym czasie prawo głosu w sprawach, które nas dotyczą, oraz prawo do jednostronnej decyzji o wyjściu przez nieaplikowanie o więcej czasu".

"Z pewnością to jest lepsza strategia niż dobrowolne zgadzanie się na zamknięcie z umową wyjścia w więziennej celi, do której jedyny klucz leży w kieszeni (głównego unijnego negocjatora ws. brexitu) Michela Barniera?" - pytał retorycznie.

Po publikacji artykułu Wilsona telewizja Sky News zaznaczyła jednak, że tak jednoznaczne wystąpienie polityka może być elementem strategii negocjacyjnej. Jak tłumaczono, miałoby to służyć zwiększeniu presji na Downing Street, by uzyskać zgodę na dalsze ustępstwa wobec DUP i eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej przed nakreślonym przez Radę Europejską piątkowym terminem na przyjęcie projektu umowy ws. wyjścia z UE.

Ryzyko próby powstrzymania brexitu

Wcześniej w ciągu dnia zmianę swojej opinii ws. porozumienia zadeklarowało kilku dotychczasowych zagorzałych krytyków rządowej strategii ws. brexitu, w tym jeden z liderów torysowskich eurosceptyków Jacob Rees-Mogg.

Jak argumentował, w obliczu decyzji parlamentu o przejęciu inicjatywy w procesie wyjścia z UE istnieje ryzyko próby powstrzymania brexitu i w tym kontekście nawet nieperfekcyjny tekst porozumienia jest wart zaakceptowania, bo prowadzi do opuszczenia Wspólnoty.

May wciąż musiałaby jednak przekonać około 70 posłów, jeśli miałaby liczyć na szansę szybkiego przyjęcia proponowanego dokumentu.

Unijni liderzy zdecydowali w ubiegłym tygodniu, że parlament w Londynie ma czas do piątku, 29 marca, aby przyjąć proponowaną umowę z UE i opuścić Wspólnotę na zapisanych w niej warunkach w nowym terminie - 22 maja.

W razie nieprzyjęcia tej umowy do końca tygodnia Wielka Brytania będzie miała czas do 12 kwietnia, aby albo zdecydować się na brexit bez umowy, albo na przedłużenie swego członkostwa w UE i znalezienie wyjścia z impasu politycznego, na przykład przez drugie referendum lub zmianę proponowanego modelu relacji z UE (np. przez pozostanie we wspólnym rynku lub w unii celnej).

Z Londynu Jakub Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL