Reklama

Reklama

Grzegorz Schetyna odsłonił pierwsze karty. "Eksperymentalna formuła"

- Formuła Koalicji Europejskiej jest na tyle eksperymentalna, że i tak prawdopodobnie okaże się, że głosy wyborców nie będą się rozkładały na "jedynki" tak bardzo, jakby się rozkładały, gdyby to była lista samej PO. Każda z partii, która uczestniczy w tych wyborach będzie prowadziła kampanię w ramach Koalicji, ale będzie też prowadziła kampanię na rzecz swoich kandydatów - mówi w rozmowie z Interią dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna przedstawił w środę w TVN24 pierwsze "jedynki" Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego. Włodzimierz Cimoszewicz w Warszawie, Ewa Kopacz w Wielkopolsce i Jerzy Buzek na Śląsku - to trzy nazwiska, które mają "przewodzić" zjednoczonej opozycji i poprowadzić ją do zwycięstwa. "Jedynką" ma być również Marek Belka, który najprawdopodobniej wystartuje w Łodzi. Jak zadeklarował Schetyna, łącznie na listach Koalicji Europejskiej ma się znaleźć pięciu byłych premierów.

Reklama

"Jestem dumny, że udało nam się taką ekipę zbudować, to naprawdę drużyna gwiazd" - podkreślał.

Są niespodzianki?

Dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmówca Interii, zaznacza, że wybór na "jedynki" byłych premierów, cieszących się popularnością wśród elektoratu, nie jest niczym niezwykłym. - Trzeba mieć rozpoznawalne twarze. PiS robi to samo, wybierając ludzi z rządu - mówi.

Annusewicz wskazuje jednak na pewne niespodzianki w wyborze Koalicji Europejskiej.

Według eksperta oczywistą była kandydatura Jerzego Buzka na Śląsku, natomiast zaskoczeniem jest wystawienie Włodzimierza Cimoszewicza w Warszawie i Ewy Kopacz w Wielkopolsce.

- Cimoszewicz przez lata był wybierany z okręgu obejmującego Białystok i okolice - wyjaśnia, dodając, że tam mógłby on liczyć na większe poparcie. Z kolei związki Ewy Kopacz z Wielkopolską uznaje za "symboliczne".

- Ewa Kopacz jest z Mazowsza, w poprzednich wyborach była "jedynką" PO w Warszawie, była też liderką partii - wymienia i dodaje, że prawo "zwyczajowej jedynki" w przypadku Koalicji Europejskiej może się nie sprawdzić.

- Formuła Koalicji Europejskiej jest na tyle eksperymentalna, że i tak  prawdopodobnie okaże się, że głosy wyborców nie będą się rozkładały na "jedynki" tak bardzo, jakby się rozkładały, gdyby to była lista samej PO. Każda z partii, która uczestniczy w tych wyborach będzie prowadziła kampanię w ramach Koalicji, ale będzie też prowadziła kampanię na rzecz swoich kandydatów - ocenia.

Jak twierdzi Annusewicz, będą to dwie kampanie w jednej.

- Z jednej strony Koalicja Europejska bije się o to, żeby mieć na koniec lepszy wynik niż partia Jarosława Kaczyńskiego. To jest możliwość udowodnienia wyborcom, że "razem możemy wygrać z PiS", co ma oczywiście przed wyborami parlamentarnymi znaczenie niezwykle doniosłe. Ale z drugiej strony to jest też wojna, która będzie się toczyła trochę "pod dywanem", między kandydatami koalicyjnymi - mówi. - Jeśli postanowią walczyć otwarcie, to może się to skończyć katastrofą - wyjaśnia.

Magdalena Adamowicz "dwójką" na Pomorzu?

Jak nieoficjalnie podało w środę Radio ZET, "dwójką" na Pomorzu ma być Magdalena Adamowicz, żona tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska.  

- To jest powtórzenie schematu, który wystąpił po katastrofie smoleńskiej - ocenia Annusewicz. - Po katastrofie były osoby, które będąc rodziną ofiar, zajęły niejako ich miejsce w polityce - tłumaczy.

- Istnieje takie podejrzenie, że jeżeli ktoś był wyborcą Pawła Adamowicza, bardzo mocno przeżył jego śmierć a nie jest wyborcą Platformy Obywatelskiej czy Koalicji Europejskiej, to może oddać głos na panią Adamowicz nie dlatego, że jest politykiem z tego kręgu. To może spowodować, że na Pomorzu Koalicja zyska głosy niekoniecznie swojego twardego elektoratu - konkluduje ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje