Reklama

Reklama

Studio Europa, odc. 5. Jerzy Buzek i Ulrike Trebesius

Nowelizacja dyrektywy gazowej, która nie blokuje budowy gazociągu Nord Stream 2, jest dobra z punktu widzenia interesów Polski - przekonuje odpowiedzialny za projekt nowych przepisów europoseł PO Jerzy Buzek. - Dyrektywa jest po myśli Niemiec - uważa z kolei niemiecka europosłanka frakcji EKR Ulrike Trebesius i dodaje: - Przykro mi wobec moich polskich kolegów, że Niemcy tak dominują w UE, jeśli chodzi o własne interesy.

Gośćmi kolejnego odcinka "Studio Europa", realizowanego wspólnie przez Interię i Deutsche Welle z Brukseli, byli niemiecka europosłanka EKR Ulrike Trebesius oraz europoseł frakcji EPL Jerzy Buzek. Program prowadziły Agnieszka Waś-Turecka i Jowita Kiwnik Pargana.

Dyrektywa dobra dla Niemiec czy/i dla Polski

Reklama

Zapytana o nowelizację dyrektywy gazowej, którą europosłowie poparli w zeszłym tygodniu, a która komplikuje budowę gazociągu Nord Stream 2, ale jej nie stopuje, Trebesius przyznała, że "to dyrektywa po myśli Niemiec".

- W Niemczech zdecydowaliśmy się zrezygnować z energii atomowej i jednocześnie rząd uchwalił wycofanie się z energii węglowej, a jesteśmy krajem uprzemysłowionym, więc musimy skądś brać naszą energię. Dlatego potrzebujemy gazu z Rosji - tłumaczyła niemiecka europosłanka frakcji EKR.

 - Musimy być realistami w UE. Widzimy na przykładzie tej decyzji, jak trudno jest godzić interesy różnych państw - powiedziała i dodała, że dzięki dyrektywie "rzeczywiście będzie teraz więcej transparencji na rynku energetycznym". - Ale bez tej inwestycji (Nord Stream 2 - przyp. red.) nie damy rady - podkreśliła.

"Przykro mi wobec moich polskich kolegów"

Trebesius przyznała, że nie wiedziała, iż niemiecki minister gospodarki wziął udział niedawno w otwarciu nowej fabryki Mercedesa pod Moskwą. Uroczystość odbyła się w towarzystwie prezydenta Rosji.

- Nie wiedziałam, że niemiecki minister był w Rosji, ale to jest realna polityka i przykro mi wobec moich polskich kolegów, że Niemcy tak dominują w UE, jeśli chodzi o własne interesy - powiedziała europosłanka EKR.

Buzek: Łamiemy monopol Gazpromu

O tym, że nowelizacja dyrektywy gazowej jest korzystna nie tylko z punktu widzenia Niemiec, ale także Polski przekonywał europoseł PO Jerzy Buzek, który pilotował projekt przepisów w PE.

- Stwierdzenie, że ta dyrektywa jest dobra dla Niemiec nic nam nie wyjaśnia, bo w Niemczech opinia publiczna się dokładnie podzieliła (...) Ci wszyscy w Niemczech, którzy znają wagę stosunków polsko-niemieckich i z krajami bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką wiedzą, że budowa rurociągu Nord Stream 2 nie jest dobra. W gruncie rzeczy także dla Niemiec, dlatego że nie powoduje dywersyfikacji dostaw - mówił Jerzy Buzek.

- W dyrektywie jest powiedziane, że wszystkie rurociągi dostawcze powinny podlegać prawu europejskiemu. I to nie jest wygodne dla Gazpromu. Bo Gazprom chciałby być monopolistą, tak jak jest w Nord Stream 1. A my ten monopol łamiemy dzięki dyrektywie. Zatem jeśli ktoś głosował za dyrektywą, to bardzo utrudnił życie Gazpromowi - przekonywał europoseł.

- Ta dyrektywa nigdy nie miała zamiaru zakazać budowy rurociągu - tłumaczył Jerzy Buzek - Jak ktoś chce budować rurociąg - proszę bardzo. Tylko trzeba stosować prawo unijne.

Polityk podkreślił, że wszelkie negocjacje dotyczące takich inwestycji jak gazociągi z krajów spoza UE, będą podlegały surowej kontroli ze strony Komisji Europejskiej. - Np. Niemcy mogą zacząć te negocjacje, ale nie mogą podpisać żadnej umowy, żadnego porozumienia z Gazpromem bez zgody Komisji Europejskiej - powiedział europoseł.

Jerzy Buzek dodał, że "to najbardziej rygorystyczne przepisy. (...) Zrobiliśmy wszystko, co było można". - Na pewno żadne ułatwienia, żadne wsparcie finansowe dla rurociągu Nord Stream2 nie są możliwe. I to jest zapisane w dyrektywie - podkreślił.

Lepiej czy gorzej w UE?

Europosłowie ocenili także kondycję Unii Europejskiej na zakończenie obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Trebesius bardziej wskazywała na negatywne aspekty ostatnich pięciu lat, natomiast Buzek skupiał się na pozytywach.

- Jedną z głównych obietnic na początku kadencji, było zapewnienie większego dobrobytu Europejczykom i widać, że nie została ona dotrzymana - mówiła Ulrike Trebesius.

- Problemy, które mieliśmy w czasie ostatnich pięciu lat, np. kryzys migracyjny, doprowadziły do dużych konfliktów w łonie Unii, a także między Polską a Niemcami. Dodatkowo mamy brexit i ciągle borykamy się z kłopotami niektórych państw-członków strefy euro. To są problemy, których nie udało nam się rozwiązać - wymieniała europosłanka.

Polityk PO przekonywał z kolei, że w ciągu tej kadencji "nauczyliśmy się bardzo wiele jeśli chodzi o wspólne traktowanie i rozwiązywanie problemów". - Ocena ostatnich pięciu lat zależy od tego, jakie są wyzwania na zewnątrz. Teraz one są większe niż 5 czy 10 lat temu. Np. kryzys uchodźczy i wojna w Syrii.

Zapytany o brexit, który jest problemem wewnętrznym UE, Jerzy Buzek odparł, że "problemy wewnętrzne mogą być generowane przez problemy zewnętrzne".

Kompetencje kraju czy Unii?

Odnosząc się do przyszłości Parlamentu Europejskiego po wyborach Ulrike Trebesius zauważyła, że "w wielu krajach powstały nowe ruchy i partie, które są wyrazem niezadowolenia z centralizmu UE".

- Niewiele krajów jest gotowych oddać swoje kompetencje do Brukseli - zauważyła i dodała, że część tych nowych sił może zasilić jej frakcję EKR, która - jeśli Wielka Brytania wyjdzie z UE - będzie liczyła po wyborach znacznie mniej europosłów.

Do kwestii przenoszenia kompetencji z poziomu krajowego na europejski odniósł się Jerzy Buzek, który podkreślał, że "nikt dziś nie mówi o ich przesunięciu do centrum Unii". - Mówi się tylko o dobrym wykorzystaniu traktatów, o sprawnym wykorzystaniu tego, co jest zapisane jako polityka wspólnotowa, by pokazać, że UE to sposób na rozwiązywanie problemów - powiedział.

Agnieszka Waś-Turecka (Interia), Jowita Kiwnik Pargana (Deutsche Welle)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy