Reklama

Reklama

Tusk: Jest porozumienie w sprawie stanowisk

"Jest porozumienie w sprawie stanowisk - Niemka Ursula von der Leyen kandydatką na szefową KE" - poinformował Donald Tusk. Teraz kandydatka na przewodniczącą KE będzie musiała uzyskać poparcie większości deputowanych w Parlamencie Europejskim. Jak poinformowała kanclerz Niemiec Angela Merkel: Ursula von der Leyen została nominowana jednogłośnie, przy jednym głosie wstrzymującym się (głos ten pochodził, zgodnie z zasadami postępowania wyborczego Niemiec, od Merkel).

Przewodniczący Rady Europejskiej poinformował także o kolejnych uzgodnionych nazwiskach:

Reklama

"Szczyt UE wybrał premiera Belgii Charlesa Michela na przewodniczącego Rady Europejskiej" - podał. Z kolei na szefową Europejskiego Banku Centralnego nominowano Francuzkę Christine Lagarde, a szefem dyplomacji UE będzie Hiszpan Josep Borrell.

Jak poinformowano tuż po ogłoszeniu decyzji, kandydatura Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej jest bardzo rozczarowująca dla frakcji socjalistów w PE.

"Nasza grupa nadal stanowczo broni europejskiej demokracji i systemu kandydatów wiodących lub procesu Spitzenkandidat; nie chcemy, aby został pogrzebany" - podkreśliła przewodnicząca frakcji Iratxe Garcia.

Socjaliści są rozczarowani tym, że w procesie wyboru kandydata na szefa KE nie został wybrany przez Radę Europejską ich kandydat, obecny wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

"Niedopuszczalne jest, aby populistyczne rządy reprezentowane w Radzie wykluczały najlepszego kandydata tylko dlatego, że bronił rządów prawa i naszych wspólnych europejskich wartości" - oświadczyła.

Oburzenie wyraził też b. szef frakcji socjalistów, Niemiec Udo Bullmann. "Porozumienie Rady Europejskiej jest nie do przyjęcia" - napisał na Twitterze. Jak dodał, nie można pozwolić, aby "Salvini, Orban i spółka" obrócili zasadę kandydata wiodącego w absurd, tylko dlatego, że Timmermans broni praw podstawowych.

Długotrwały spór

Ogłoszone decyzje kończą spór, który toczył się od niedzieli. Obrady przedłużały się z powodu kandydatury Fransa Timmermansa na stanowisko szefa KE. Kreje Grupy Wyszehradzkiej, a także m.in. Włochy czy Irlandia sprzeciwiały się kandydaturze Timmermansa, zarzucając mu tworzenie podziałów wśród krajów Unii. 

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk prowadził liczne konsultacje z liderami unijnymi w tej sprawie. Szefowie państw i rządów spotykali się też w mniejszych grupach i bilateralnie. Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawiała m.in. z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, a premier Mateusz Morawiecki m.in. z szefem włoskiego rządu Giuseppe Conte, z Merkel, przedstawicielami państw Grupy Wyszehradzkiej, z Michelem, a także telefonicznie z von der Leyen. 

"W naszej jedności Czwórka Wyszehradzka ponownie pokazała naszą rosnącą siłę i wpływ na kierunek UE. Po pokonaniu Webera premierzy V4 obalili również Timmermansa. W miarę posuwania się negocjacji położyliśmy na stole UE pakiet, który zdobywa uznanie rosnącej liczby państw członkowskich. Czwórka Wyszehradzka popiera niemiecką minister obrony Ursulę von der Leyen jako następną przewodniczącą Komisji Europejskiej" - napisał na Twiterze rzecznik premiera węgierskiego rządu Zoltan Kovacs.

Wydawane w Brukseli Politico pisało, że to prezydent Francji zaproponował w poniedziałek Merkel, po fiasku rozmów w sprawie kandydatury Timmermansa, by KE objęła von der Leyen.

Jej kandydatura wywołała zaskoczenie nawet wśród niemieckich korespondentów relacjonujących szczyt. Minister obrony Niemiec nie jest wysoko oceniana za pracę w resorcie, ale jest uważana za bliską sojuszniczkę Merkel. Polscy dyplomaci wskazują, że niektóre wypowiedzi von der Leyen pokazują jastrzębie podejście do Rosji.

Zaskoczenie w Brukseli

Jak podkreślają komentatorzy, kandydatura Niemki Ursuli von der Leyen wywołała spore zaskoczenie w Brukseli. 60-letnia matka siedmiorga dzieci pracowała na wielu ważnych stanowiskach. Była m.in. minister ds. rodziny, czy minister zdrowia. Ostatecznie przeniosła się do ministerstwa obrony. Prawie żaden z jej 17 poprzedników na tym stanowisku nie sprawował tego urzędu tak długo jak ona: przez sześć lat - zauważa Deutsche Welle. 

Jako minister obrony von der Leyen szybko zaczęła zaprowadzać porządki w Bundeswehrze: przestarzały i wadliwy sprzęt, źle zaplanowane projekty zbrojeniowe i poważny brak specjalistów - pisze DW. 

Szefowa MON zniosła sztywny górny limit 185 tys. żołnierzy. Pod jej rządami polityka obronna stała się rozpoznawalnym elementem niemieckiej polityki zagranicznej - czytamy. 

Jak dodaje Deutsche Welle, reputacja "kobiety czynu" osłabła jednak w ostatnich latach. "Wynika to z niektórych decyzji personalnych, ale i różnych skandali. Także podczas jej kadencji ważne projekty obronne dalej się opóźniały. Na jaw wyszła działalność prawicowych ekstremistów w Bundeswehrze i upokarzające praktyki w szkoleniach żołnierzy. Wyraźniej niż zrobiliby to wszyscy jej poprzednicy, minister zdystansowała się od tych wypaczeń w armii" - informuje DW. 

Szkodzi jej także afera finansowa z żaglowcem "Gorch Fock" iskandal z drogimi doradcami, opłacanymi przez ministerstwo obrony. Sprawę bada obecnie komisja śledcza Bundestagu - czytamy. 

Co dalej z Timmermansem?

Von der Leyen potrzebuje jeszcze zatwierdzenia przez Parlament Europejski głosami ponad połowy izby. Oficjalnie dopiero wtedy powinny zacząć się rozmowy o poszczególnych komisarzach i podziale tek, ale już we wtorek na szczycie UE - wstępnie i na zasadzie nieformalnej ugody - zdecydowano co do trzech wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej - Fransa Timmermansa, Dunki Margrethe Vestager (obecna komisarz UE ds. konkurencji) i Słowaka Marosza Szefczowicza (obecnie wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. unii energetycznej) - podaje DW. 

Holender miałby nadzorować m.in. dziedziny prac Komisji związane z gospodarką i przemysłem.

"Socjaldemokratyczna partia Timmermansa jest w opozycji do rządu Marka Ruttego, ale premier Holandii miał już przed wielu miesiącami obiecywać Timmermansowi, że wysunie go jako holenderskiego kandydata na komisarza, o ile ten będzie mieć szansę na poważną tekę w Brukseli. Ani Timmermans, ani rząd Holandii nie chcieli stworzonego przez traktat lizboński stanowiska szefa unijnej dyplomacji, bo po pięciu latach w rękach Catherinie Ashton i po blisko pięciu latach w rękach Federiki Mogherini okazało się, że to posada niezbyt wpływowa, a może nawet - jak twierdzi wielu unijnych dyplomatów - "nieudany eksperyment" traktatowy" - opisuje kuluarowe rozgrywki Deutsche Welle. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje