Reklama

Reklama

UNHCR: W Maroku uchodźcy mogą żyć normalnie

- UNHCR zaleca, by unikać obozów, jeśli to tylko możliwe. Zdecydowanie lepiej dać uchodźcom wolność. W Maroku mogą mieszkać na całym terytorium kraju, bez ograniczeń, wynajmować mieszkania, wysyłać dzieci do szkoły, podróżować środkami komunikacji - wylicza Małgorzata Courtay, specjalista ds. relacji zewnętrznych UNHCR w Maroku. Dodaje, że liczba uchodźców w tym kraju wyraźnie wzrosła: - Od 2015 roku do dziś o około 400 proc.

Agnieszka Waś-Turecka, Łukasz Szpyrka: Według danych UNHCR, w Maroku jest obecnie 8112 uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Władze marokańskie twierdzą natomiast, że jest ich 777. Skąd ta różnica?

Reklama

Małgorzata Courtay: - Dla nas uchodźcą automatycznie jest każda osoba, która ucieka z kraju pochodzenia przed prześladowaniem, jak precyzuje Konwencja Genewska z 1951 r. Natomiast Maroko, w związku z brakiem ustawy ds. azylu, nie przyznaje statusu "uchodźcy" Syryjczykom, którzy reprezentują większość uchodźców rozpoznanych przez UNHCR. Oficjalnie, takie osoby mają tylko zaświadczenia z naszego biura oraz od władz Maroka o tym, że ubiegają się o azyl. Mimo to Syryjczycy mogą zostać w kraju.

Maroko odczuło kryzys migracyjny z 2015 roku?

- Według naszych danych wtedy zaczął się duży wzrost liczby uchodźców - do dziś to około 400 procent. W większości odpowiadają za niego Syryjczycy. Zakładamy jednak, że jeśli sytuacja będzie wyglądać tak, jak obecnie, to w najbliższym czasie wzrost może wynosić ok. 15-20 proc. rocznie.

Syryjczycy stanowią najliczniejszą grupę uchodźców w Maroku. Na drugim miejscu są Jemeńczycy.

- Oni stanowią specyficzną kategorię, ponieważ w większości nie są to osoby, które uciekły przed obecnym konfliktem w Jemenie, ale te, które przyjechały tu wcześniej na studia, a teraz - właśnie z powodu tego konfliktu - nie mogą wrócić.

Według danych UNHCR, 40 proc. uchodźców w Maroku to nieletni. Część z nich przedostała się tutaj bez opieki. To znaczy, że ich rodzice zginęli w drodze?

- Niekoniecznie. Zazwyczaj nie wiemy, co stało się w macierzystym kraju tego dziecka. Zasadniczo jest tak, że ludzie z Afryki Subsaharyjskiej po prostu przemieszczają się na północ. W języku specjalistycznym mówimy o migracji mieszanej, gdzie w strumieniu ludzi, którzy się przemieszczają, znajdują się i uchodźcy, i migranci. Ci ludzie po drodze trafiają np. na przemytników lub inne grupy ludzi, do których dołączają.

I wtedy dzieci odłączają się od rodziców?

- Nie, zazwyczaj już od początku wyruszają same. Ostatnio trafił do nas 9-letni chłopiec. "Wziąłem swoje rzeczy, bo zdecydowałem, że pójdę do Europy. Będę chodził do dobrej szkoły, a potem pójdę na studia i będzie mi lepiej" - tłumaczył nam.

Są też dziewczynki, które uciekają z domów, bo nie chcą zostać poddane obrzezaniu, co w niektórych krajach w Afryce Subsaharyjskiej nadal jest stosowane, lub kilkunastoletnie dziewczynki, które nie chcą wychodzić za mąż za często dużo starszych mężczyzn.

Tylko że po drodze wpadają w ręce przemytników i handlarzy ludźmi...

- Te dzieci często są ofiarami przemocy, gwałtów, czy pracy ponad ich siły. Potrzebują pomocy nie tylko fizycznej, ale też psychologicznej po przyjeździe do Maroka. Dlatego współpracujemy ze specjalistami, którzy prowadzą terapie.

Przyspieszamy dla nich też procedury. W przypadku dorosłych rozpatrzenie wniosku o status uchodźcy trwa około 5-6 miesięcy. Dla dzieci bez opieki udaje się to załatwić w tydzień.

I co dalej?

- Współpracujemy z Fundacją Wschód-Zachód, która ma w Rabacie kilka mieszkań dla uchodźców o szczególnych potrzebach. A do nich należą takie dzieci. W mieszkaniu razem z nieletnimi żyje specjalnie wyznaczony uchodźca, który pełni trochę funkcję niani. Dodatkowo nad wszystkim czuwają asystenci społeczni.

Dzieci bez opieki to tylko jedna z grup uchodźców, które wymagają szczególnej opieki i pomocy. Z jakimi innymi specyficznymi problemami wśród tych ludzi najtrudniej sobie poradzić?

- Rozmawiałam z wieloma osobami i trudno mi powiedzieć, która tragedia jest większa, a która mniejsza. Zajmujemy się także ofiarami przemocy seksualnej, handlu ludźmi, tortur...

Jakaś historia szczególnie zapadła pani w pamięć?

- Zajmowałam się kobietą, która dostała status uchodźcy, ponieważ jej mąż był prześladowany. Po osiedleniu w Maroku mąż ją porzucił. Została sama z dwójką dzieci. Okazało się, że jedno z dzieci cierpi na autyzm. Drugie, zdrowe dziecko, poszło do szkoły, znalazło przyjaciół wśród Marokańczyków, zaczęło integrować się. Matka natomiast została z autystycznym chłopcem w domu, bo wymagał nieustannej opieki. Nie mógł się samodzielnie ubrać, umyć, zjeść. Kobieta była coraz bardziej zdesperowana, bo syn stawał się agresywny. Sąsiedzi narzekali, chcieli ich eksmisji. Wreszcie udało się złożyć wniosek o przeniesienie do Kanady. Władze w Ottawie się zgodziły. Kobieta wyjechała w grudniu zeszłego roku.

Często się zdarza przeniesienie do innego kraju?

- To maksymalnie do stu osób rocznie. Często samotne matki, dzieci bez opiekunów, ale też osoby homoseksualne, bo homoseksualizm jest w Maroku karalny.

Jak wygląda ogólnie sytuacja uchodźców w Maroku?

- Na tle innych krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu dość dobrze. Nie ma tu prześladowania, uchodźcy mogą normalnie żyć. A to nie jest regułą w innych państwach.

Nie ma tutaj też obozów dla uchodźców.

- UNHCR zaleca, by unikać obozów, jeśli to tylko możliwe. Z jednej strony gwarantują co prawda bezpieczeństwo, ale z drugiej są hamulcem w integracji. Zdecydowanie lepiej dać tym ludziom dowolność. W Maroku mogą mieszkać na całym terytorium kraju, bez ograniczeń, wynajmować mieszkania, wysyłać dzieci do szkoły, podróżować środkami komunikacji. Relacje UNHCR z władzami Maroka są jednymi z najbardziej pozytywnych w tym regionie.

Niedawno było głośno o działaniach marokańskich władz, które przewoziły na południe kraju migrantów koczujących na północy i podejmujących próbę przedostania się do Europy.

- Istotnie, przez kilka miesięcy w zeszłym roku władze prowadziły takie działania. Uchodźcy, którzy mają dokumenty od UNHCR, nie byli jednak przewożeni na południe. Sprawa dotyczyła tych, którzy nie mieli uregulowanego statusu.

Rozpatrzenie wniosku o przyznanie statusu uchodźcy trwa około sześciu miesięcy. Co ci ludzie robią w tym czasie?

- Starają się normalnie żyć. Dzieci idą do szkoły, a dorośli mogą zacząć pracować.

Kto decyduje o tym, komu należy się status uchodźcy?

- Zawsze taki wniosek ocenia pracownik UNHCR, który przeprowadza wywiad z daną osobą. Jeśli jego decyzja jest negatywna, jeśli osoba zainteresowana złoży odwołanie, ten sam wniosek rozpatruje inny pracownik naszej organizacji. Jeśli i ten uzna, że dana osoba nie spełnia warunków, nie ma już odwołania. Jeśli natomiast rozstrzygnięcie będzie pozytywne, sprawa kierowana jest do władz marokańskich. Funkcjonuje komisja, która składa się z przedstawicieli kilku ministerstw. Ma ona za zadanie rozpatrywać podania tych, którzy zostali przez nas uznani za uchodźców.

Chodzi o Międzyresortową Komisję Regulacyjną przy Biurze ds. Uchodźców i Bezpaństwowców?

- Dokładnie. Przez 20 miesięcy nie pracowała z powodów administracyjnych. Ale mimo to komisja wznowiła pracę w grudniu.

Czy osoba zakwalifikowana jako uchodźca posiada ten status bezterminowo?

- Nie, nie jest to status bezterminowy, o czym mówi Konwencja Genewska z 1951 r. Status uchodźcy może być anulowany, odwołany lub może ustać, jeśli np. doszło do fundamentalnych zmian w kraju pochodzenia uchodźcy. W tym ostatnim przypadku wygląda to tak, że do momentu, w którym UNHCR lub poszczególne państwa ONZ nie uznają, że dany kraj jest bezpieczny, ten status może być kontynuowany. Na przykład Chorwacja została uznana za państwo bezpieczne przez UNHCR dopiero rok po wejściu do UE, czyli w 2014 r. Było to około 20 lat po zakończeniu konfliktu w tamtym regionie.

Co dzieje się z tymi, którzy nie dostali statusu uchodźcy?

- Odsyłamy ich do organizacji, które zajmują się pomocą takim ludziom w Maroku. To między innymi IOM (Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji), która pomaga w powrotach do krajów macierzystych. Inne możliwości to Caritas lub Czerwony Półksiężyc.

Nie pomagamy migrantom, ponieważ UNHCR jest agendą ONZ odpowiedzialną za uchodźców. Na potrzeby uchodźców w Maroku nasz roczny budżet to 8 mln dolarów. Ale na dzisiaj mamy gwarancje jego realizacji tylko w 13 procentach i istnieje realne zagrożenie, że nie będziemy mogli pomóc wszystkim. Fundusze pochodzą głównie ze Szwajcarii, Unii Europejskiej, Włoch i Monako.

A reszta? Uzbieracie 100 proc.?

- Będziemy się starać, ale może to być trudne. Wobec tego musimy ustalić priorytety pomocowe.

Polska wspiera UNHCR?

- W Maroku nie, ale Polska udziela pomocy humanitarnej w innych krajach. Wsparcie finansowe od rządu polskiego dla UNHCR w 2018 r. w skali całego świata to 33 tys. dolarów według danych z 24 września 2018 r.

-----

W najbliższych dniach zapraszamy na kolejne korespondencje z Maroka.

Z Rabatu Agnieszka Waś-Turecka i Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje