Eksperci MSZ: Juncker chce narzucać kwoty uchodźców

Eksperci polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych uważają, że niedzielne nieformalne spotkanie przywódców państw Unii Europejskiej w Brukseli zostało zwołane po to, by ponownie forsować koncepcję relokacji imigrantów – dowiaduje się Interia ze źródeł rządowych. Ponieważ kraje Grupy Wyszehradzkiej sprzeciwiają się tej koncepcji, nie wezmą w szczycie udziału.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zwołał na niedzielę nieformalny szczyt przywódców państw unijnych. Polska, Węgry, Czechy i Słowacja zapowiedziały po spotkaniu państw Grupy Wyszehradzkiej w czwartek, że nie wezmą udziału w brukselskim niedzielnym spotkaniu.

Reklama

Rada Europejska zaplanowała w październiku zeszłego roku, że uzgodni mechanizmy radzenia sobie z możliwymi przyszłymi kryzysami imigracyjnymi do końca czerwca tego roku. Zgodnie z tymi planami kompromis miałby zostać przyjęty na formalnym szczycie 28-29 czerwca. Sprawa ciągnie się od 2016 roku. Wówczas, rok po wielkim kryzysie migracyjnym (gdy uzgodniono doraźny podział uchodźców, na co nie zgodził się rząd PiS), Komisja Europejska zaproponowała mechanizm stałego rozdzielnika na wypadek kolejnych podobnych kryzysów. Pomimo licznych kompromisowych propozycji, mechanizmów reakcji na kryzys migracyjny do tej pory nie udało się wypracować.

Ponieważ osiągnięcie porozumienia na szczycie w przyszłym tygodniu stoi pod znakiem zapytania, przewodniczący Komisji zwołał nieformalne spotkanie na niedzielę, a w środę wysłał do szefów rządów dokument będący podstawą do dyskusji na niedzielnym szczycie. Czytamy w nim m. in., że podczas spotkania szefowie rządów mieliby dyskutować "postępy i kolejne etapy negocjacji wspólnego europejskiego systemu azylowego i dodatkowe natychmiastowe operacyjne środki zaradcze".

Według ekspertów polskiego MSZ oznacza to, że KE zamierza nie tylko "wywierać presję" na mechanizm relokacji w tzw. rozporządzeniu dublińskim, ale także chciałaby "podsuwać" państwom członkowskim pomysł przyjmowania dobrowolnych kwot migrantów z Włoch, zanim nowe rozporządzenie wejdzie w życie.

Przypomnijmy, że w 2016 roku rozpoczęła się także dyskusja nad całym systemem azylowym w Unii. Reguluje go rozporządzenie dublińskie, które mówi, iż rozpatrzenie wniosku o azyl i opieka nad uchodźcą jest obowiązkiem państwa, w którym uchodźca przekroczy granicę Unii. To powoduje, iż napływem uchodźców są najbardziej obciążone państwa położone przy zewnętrznych granicach Unii, jak Grecja czy Włochy. Zmianom systemy azylowego sprzeciwiają się kraje Grupy Wyszehradzkiej.     

Zdaniem ekspertów MSZ rządy Włoch i Niemiec obstają przy słuszności koncepcji relokacji. Ale - w ich ocenie - temat stałego mechanizmu relokacji definitywnie upada. Niemniej brukselscy urzędnicy uznali, że trzeba go ratować środkami nadzwyczajnymi i stąd właśnie propozycja niedzielnego spotkania. 

Eksperci MSZ uważają ponadto, że Jean-Claude Juncker zamierza w niedzielę powrócić do koncepcji relokacji oraz stałych kwot uchodźców. Dlatego właśnie państwa Grupy Wyszehradzkiej odmówiły przyjęcia zaproszenia na spotkanie.

Eksperci podejrzewają także, że zwołanie spotkania przez Jean-Claude’a Junckera może być elementem jego konfrontacji z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Dlaczego? Gdyż Donald Tusk w grudniu zeszłego roku napisał do unijnych przywódców, że obowiązkowa relokacja jest "nieefektywna" i podzieliła Unię wyrażając w ten sposób sceptycyzm co do możliwości jej utrzymania jako sposobu radzenia sobie w przyszłych kryzysach migracyjnych. Zapowiedział też wtedy, że jeśli Unia nie znajdzie kompromisu w sprawie polityki migracyjnej do końca czerwca tego toku, podejmie dalsze działania.

jb

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje