Miniszczyt migracyjny w Brukseli. Polityczne napięcia w tle

Przywódcy kilkunastu państw unijnych zjechali w niedzielę na miniszczyt do Brukseli, żeby rozmawiać o dzielącym UE od lat problemie migracji. Choć faktyczny napływ migrantów do Wspólnoty spadł, sprawa na nowo wywołuje napięcia polityczne.

Polska i kraje Grupy Wyszehradzkiej postanowiły nie brać udziału w spotkaniu. Premier Mateusz Morawiecki mówił w czwartek, że "Polska nie należy do klubu przyjaciół relokacji". Rozwiązanie to mające dzielić uchodźców pomiędzy państwa UE od lat uniemożliwia "28" porozumienie się w sprawie reformy systemu azylowego. Z udziału w miniszczycie, którego gospodarzem jest szef KE Jean-Claude Juncker, zrezygnowały również: Estonia, Litwa, Łotwa, Cypr, Portugalia, Rumunia, Irlandia i Wielka Brytania.

Inicjatywa wyszła od Angeli Merkel

Reklama

W Brukseli nikt nie ma wątpliwości, że inicjatywa spotkania wyszła od kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która ma poważne problemy polityczne w kraju na tle migracji. Szefowa niemieckiego rządu jest pod presją, bo dostała od szefa MSW i lidera CSU, siostrzanej partii jej ugrupowania, Horsta Seehofera czas do końca miesiąca na znalezienie rozwiązania problemu migrantów na niemieckich granicach. 

Merkel mówiła dziennikarzom przed spotkaniem w Brukseli, że ma nadzieję na porozumienie w tej sprawie z państwami europejskimi w ciągu najbliższych dni, żeby ograniczyć napływ przybyszy spoza UE do Niemiec.

Napływ migrantów spada

Z danych Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontexu) wynika, że w pierwszych miesiącach tego roku granice unijne zostały przekroczone nielegalnie 43 tys. razy. To o 46 proc. mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. 

Choć spadek wiąże się głównie z opanowaniem sytuacji w centralnej części Morza Śródziemnego na trasie z Libii do Włoch, to właśnie nowe władze w Rzymie najgłośniej dopominają się o wsparcie ich przez inne państwa UE.

Włochy ostrzegają: UE grozi rozpad

 Szef MSZ Włoch Enzo Moavero Milanesi mówił w opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla dziennika "Il Messaggero", że UE grozi rozpad na tle kryzysu migracyjnego. Włochy obawiają się, że zamknięcie granic spowoduje, iż zostaną same z napływającymi do kraju migrantami. Wtórne przepływy migracyjne, to znaczy z jednego kraju unijnego do drugiego, są z kolei głównym problemem Niemiec. Znaczna część przybyszy z Afryki i innych kontynentów po dotarciu do Włoch udaje się na północ Europy do bogatszych państw, z Niemcami na czele. Takie osoby chce właśnie odsyłać z niemieckiej granicy szef MSW tego kraju.

Prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślał przed rozpoczęciem miniszczytu w Brukseli, że UE staje przed kryzysem politycznym na tle migracji. Przypominał jednocześnie o wartościach, na jakich opiera się UE, wśród których jest też respektowanie praw człowieka oraz innych państw członkowskich.

To zawoalowana krytyka postawy nowych władz Włoch, które odmówiły przyjęcia już dwóch statków z kilkuset migrantami na pokładzie uratowanymi podczas akcji poszukiwawczych. Rzym wszedł na tym tle w spór z Maltą, która również nie zgodziła się na wyokrętowanie migrantów u siebie.

Paryż zresztą krytykuje nie tylko sposób działania Włochów. W sobotę prezydent Francji oświadczył, że jest zwolennikiem wprowadzenia sankcji finansowych dla krajów Unii Europejskiej, które odmawiają współpracy w kwestiach związanych z imigracją. 

"Jestem za wprowadzeniem sankcji w razie braku solidarności oraz za warunkowym przyznawaniem funduszy strukturalnych" - podkreślił, nie wymieniając przy tym konkretnych krajów.

"Wytykanie palcem nic nie pomoże"

Z kolei premier Hiszpanii Pedro Sanchez mówił w niedzielę w Brukseli, że jego kraj wypełnia swoje zobowiązania nie tylko wobec UE, ale też z punktu widzenia międzynarodowych konwencji. To właśnie Hiszpania przyjęła statek "Aquarius", przed którym porty zamknęły zarówno Włochy jak i Malta.

Premier tego drugiego kraju Joseph Muscat przekonywał w niedzielę, że wskazanie winnych zaognienia sytuacji nic nie daje. "Wytykanie palcem nic nie pomoże" - tłumaczył. Dodał przy tym, że budowanie muru na morzu nie jest rozwiązaniem problemu migracyjnego.

Trudno o wspólne stanowisko

Unijni urzędnicy informowali, że Merkel, od której miała wyjść inicjatywa zorganizowania miniszczytu, chciała, żeby zorganizował go najpierw szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Ten miał jednak wskazać, że w najbliższy czwartek i piątek jest regularny szczyt UE, który będzie się zajmował migracją. Wobec tej odmowy Berlin zwrócił się do Junckera. Przywódcy jeszcze przed rozpoczęciem spotkania pokłócili się o tekst deklaracji końcowej. Premier Włoch Giuseppe Conte groził nawet, że nie przyjedzie na miniszczyt. O tym, że będzie trudno wypracować wspólne stanowisko, świadczyć może m.in. to, że po zakończeniu rozmów nie przewidziano nawet konferencji prasowej.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje