Reklama

Reklama

Polska ostrzega Unię w sprawie klimatu

Polska nie ma ambicji, żeby zablokować nowe cele UE w obszarze polityki klimatycznej, ale wskazuje dzisiaj na jasne warunki, które powinny leżeć u podstaw nadchodzących wyzwań. Chodzi tu głównie o sprawiedliwą, rozważną (z uwagi na konkurencyjność gospodarki Starego Kontynentu) i akceptowalną społecznie mapę drogową dla klimatu. Bez tego - jak ostrzega - cała transformacja może się załamać.

Czasu jest mało. Najbliższy szczyt UE w Brukseli odbędzie się już 12-13 grudnia. To na nim temat klimatu, nowych, ambitniejszych celów UE w obszarze emisji, w tym neutralność energetyczna do 2050 r., będą mocno dyskutowane. 

Reklama

- Są w tej chwili wstępne projekty konkluzji na Radę Europejską. Będzie podjęta próba przyjęcia zapisów o neutralności energetycznej na rok 2050. W tej chwili rozmawiamy o tym, żeby konkluzje zawierały konkretne propozycje kompensacji. Nie ma zgody co do tego, żeby przyjąć postanowienia bez jasnych zasad finansowania transformacji - mówi w rozmowie z Interią Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych.

Finansowanie dopasowane do potrzeb

Tuż przed radą powinniśmy poznać zarys nowej klimatycznej strategii UE i najpewniej propozycję na Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. A świat, w myśl porozumień paryskich, w 2020 r. będzie zobowiązany przedstawić nowe cele klimatyczne. Tylko dla UE cel redukcji dwutlenku węgla miałby wzrosnąć do 40 proc. w perspektywie 2030 r. W tym kontekście początek COP25 (szczyt klimatyczny w Madrycie, z udziałem przedstawicieli blisko 200 krajów) to nawet nie próba sił, a ważny punkt do zarysowania planów na najbliższe lata. Każdy kraj przyjeżdża ze swoimi oczekiwaniami i obawami. Jak Polska, która nie mówi "nie" ambitnym celom UE, ale zwraca uwagę, że niektóre kraje, o zupełnie innym punkcie startowym, niż gospodarki najsilniej dzisiaj forsujące zaostrzenie celów, wymagają więcej uwagi, pomocy i zrozumienia.

Na COP25 mówił o tym premier Mateusz Morawiecki. - Udało nam się zrealizować podstawowy cel - przypomnieliśmy nasze stanowisko, że nie możemy się zgodzić na ambitne cele bez konkretnego mechanizmu kompensacji, bez mapy drogowej. Naciski są bardzo duże, negocjacje będą trudne (podczas szczytu Rady Europejskiej). Będziemy bronić stanowiska, żeby bez konkretnego mechanizmu kompensacyjnego nie zaostrzać polityki klimatycznej. Zbyt duże koszty narzucone na społeczeństwo mogą doprowadzić do protestów, a co gorsza - odroczenia lub nawet odrzucenia zmian w polityce klimatycznej - mówi w rozmowie z Interią Jabłoński.

- Przede wszystkim była to dobra okazja, żebyśmy podkreślili te aspekty transformacji, które są najistotniejsze z naszego puntu widzenia. Premier miał wczoraj serię spotkań, które były bardzo pozytywny w tym aspekcie. Zbliżamy się do posiedzenia Rady Europejskiej, na której temat klimatu będzie dość istotny - dodaje Jabłoński.

Rozmowy na szczycie

Podczas porannego spotkania koordynacyjnego przywódców państwo UE premier Morawiecki zarysował polskie stanowisko. Zawarł je w sześciu punktach, które powinny być uwzględnione nie tylko podczas grudniowego szczytu UE i konkluzjach zamykających rozmowy, ale w długoterminowej strategii transformacji energetycznej.

- Te sześć punktów musi być uwzględnione przez UE. Po pierwsze, poszczególne kraje mają różne punkty startu do transformacji, a to wiąże się z różnymi wymaganiami - mówi w rozmowie z Interią Jabłoński. Wskazuje też na kolejne punkty z wystąpienia Morawieckiego. W momencie, gdy UE bierze na siebie ciężar walki ze zmianami klimatycznymi, inni duzi gracze, jak Chiny, te emisje zwiększają.

Unia Europejska odpowiada za 9,6 proc. światowych emisji CO2, Chiny są odpowiedzialne za 29,3 proc. emisji, a Stany Zjednoczone - 13,8 proc. W samej UE różnice w emisji też są spore. Najwięcej emitują Niemcy. Prawie dwa razy więcej niż Wielka Brytania, Francja, Włochy. I Polska. A to i tak mało w porównaniu do wspomnianej gospodarki chińskiej.

- W półtora roku Chińczycy oddali elektrownie węglowe, które mają taką samą emisję, jak wszystkie polskie elektrownie węglowe. W planach jest budowa nowych bloków o mocy 150 GW, czyli tyle, ile wszystkie elektrownie węglowe w UE. To jest powód do zastanowienia się, jakie środki UE może podjąć, żeby zmusić inne kraje do przyłączenia się do transformacji: podatek węglowy, taryfy celne. To ważne, by gospodarka UE zachowała konkurencyjność - dodaje Jabłoński.

Sześć punktów sukcesu

Kolejny punkt to kwestia zwrócenia uwagi nie tylko na produkcję emisji CO2, ale też na konsumpcję. Rzecz w tym, że bogate gospodarki ograniczyły emisje na drodze zamykania energochłonnych zakładów u siebie, ale transferując tę emisję do krajów rozwijających się, otwierając tam fabryki. 

- Poziom emisji per saldo globalnie jest taki sam, kraje te zmniejszyły emisje netto u siebie, ale emisja brutto zwiększyła się wręcz, bo normy w Indiach, Indonezji są mniej restrykcyjne. Tak naprawdę przy ocenianiu tego, co chcemy zrobić, trzeba uwzględniać nie tylko produkcję emisji, ale konsumpcję dóbr i usług. Będziemy o to apelować. Polska w produkcji emisji jest w połowie stawiki, ale w konsumpcji jesteśmy na końcu - przypomina Jabłoński i zwraca uwagę na jeden z kluczowych aspektów transformacji energetycznej krajów UE. To kwestia dysproporcji kosztów między poszczególnymi regionami i krajami UE. - U nas przeprowadzenie transformacji energetycznej jest średnio dwa razy droższe w relacji do PKB per capita (uwzględniając siłę nabywczą) niż średnia unijna, a nawet trzy razy droższe niż w Holandii - wyjaśnia.

Dlatego, jeśli wszyscy w UE się zgadzają dzisiaj - podkreśla rozmówca Interii - że ten cel jest bardzo ambitny, to mechanizm sprawiedliwej transformacji też musi być ambitny. - Nie symboliczny, jak w pierwszym wariancie. Jeśli chcemy to zrobić, to nie można się ograniczyć - dodaje. Polska optuje także o różnorodność energetyczną, zwłaszcza w okresie przejściowym, podkreślając, że nie można od razu pokonać całej drogi do neutralności energetycznej. Tym samym w ramach transformacji finansowanie powinny znajdować różne źródła energii. Nie tylko z obszaru OZE, ale także gaz i atom.

- Nie ma gwarancji, że uda się negocjacje zakończyć pozytywnie. Nie zgodzimy się na 2050 bez gwarancji. Będziemy tych gwarancji się domagać, jeśli będzie trzeba, to wrócimy do mechanizmu zablokowania konkluzji tak, jak podczas czerwcowej rady - mówi Interii Jabłoński. - Być może będzie tak, że jeśli nie będzie zamkniętych rozmów w sprawie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, to nie będzie porozumienia w sprawie celów klimatycznych - przestrzega Jabłoński. Wiadomo już, że KE pracuje na tym mechanizm kompensacyjnymi. Być może większą rolę niż dzisiaj będzie miał do odegrania Europejski Bank Inwestycyjny. Dlatego musiałby on odejść od scenariusza, by finansować tylko czystą energetykę (tj. nie rezygnować z inwestycji w gaz). - Być może Europejski Bank Centralny włączy się w transformację. Jest sygnał, że Christine Lagarde (prezes EBC) sonduje włączenie EBC w politykę klimatyczną. Jesteśmy na taką propozycję otwarci - dodaje Jabłoński.

- To nie jest gra, by mieć twardych sojuszników, ale raczej na to, żeby stopniowo zmieniać stanowiska. Musimy mieć zgodę wszystkich krajów. Zgadzamy się, że trzeba to zrobić, dążyć do ambitnych celów klimatycznych, ale my podkreślamy aspekt sprawiedliwej transformacji. Staramy się przyzwyczaić ambitne kraje, że to konieczność. Stopniowo, mam wrażenie, to zaczyna działać. Czasu jest mało. Presja jest duża. Będziemy walczyć. Grudniowa rada może być dość intensywna - ocenia Jabłoński.

Otwarte pytania o budżet

Mało kto jeszcze wierzy, że negocjacje nad budżetem unijnym uda się zakończyć w najbliższych tygodniach. Zgodnie z ubiegłoroczną propozycją Komisji Europejskiej, następny wieloletni budżet miał wynosić 1,114 proc. połączonego dochodu narodowego brutto 27 państw członkowskich. W październiku Finlandia pod presją Niemiec i Holandii zaproponowała, by limit wydatków na najbliższą siedmiolatkę wynosił między 1,03, a 1,08 proc. DNB. Teraz Finowie - jak wynika dokumentu, który wyciekł w poniedziałek do mediów - proponują limit zobowiązań na poziomie 1,07 proc. DNB. W tzw. schemacie negocjacyjnym zapisano ponadto maksymalny poziom wydatków na poziomie 1,087 bln euro.

Problem w tym, że kwestie budżetowe i klimatyczne są ściśle związane. I wywołują sporo emocji, bowiem otwartym pytaniem pozostaje, jak nie ciąć obecnych polityk (jak chociażby fundusz spójności), a jednocześnie znaleźć miliardy na nowe cele klimatyczne.

- Budżetu na tym szczycie nie uda się ustalić. Będzie intensywnie negocjowany od przyszłego roku. Charles Michel - nowy przewodniczący Rady Europejskiej - chce zamknąć temat klimatu, by skupić się w 2020 r. już tylko na budżecie. Czy to się uda? Nie jest to pewne. Jest kilka pomysłów, propozycji: dokonywać przesunięć lub szukać nowych wpływów. Niektóre kraje, które są przeciwne ambitnemu budżetowi, chcą przesunięć. My mówimy, że to absurdalne. Gdybyśmy zdecydowali się ograniczać kluczowe polityki, a skupili na zmianach klimatu - UE mogłaby mocno ucierpieć, gdyby obywatele UE przestaną postrzegać Wspólnotę w takich aspektach, jak obecnie. To jest coś, co trzeba zbalansować. Dużo państw nie podoba się propozycja cięć ani KE, ani Finlandii - mówi Jabłoński.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje