Reklama

Reklama

Prasa w Niemczech: Krytycznie o wypowiedzi Asselborna w sprawie Węgier

Niemieccy komentatorzy w większości negatywnie ocenili postulat szefa MSZ Luksemburga Jeana Asselborna, by wykluczyć Węgry z UE jako państwo łamiące unijne zasady. Niektóre gazety sugerują, że polityk miał na myśli nie tylko Węgry, lecz także Polskę.

Kryzys uchodźczy i referendum w sprawie Brexitu pokazały, jak silne są w UE siły odśrodkowe i jak duże są różnice zdań w kwestiach dotyczących poważnych tematów" - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung" w komentarzu zatytułowanym "Wybryk".

Reklama

Potrzeba dużo silnej woli i umiejętności przekonywania, by jakoś pogodzić przeciwstawne opinie dotyczące przyszłości Unii - zaznacza "FAZ" dodając, że jedni chcą pogłębić integrację, a inni "wrzucić wsteczny bieg".

"W tej trudnej sytuacji Asselborn grozi Węgrom wyrzuceniem. To głupie, chociażby dlatego, że jest to niemożliwe" - ocenia komentator. "To prawda, że działania rządu węgierskiego oburzyły wiele osób. Jednak co miał na myśli Asselborn, wytaczając (przeciwko Budapesztowi) tak potężne działa? Powinien raczej opanować się i szukać razem z partnerami odpowiedzi na pytania: Co nas łączy? Jak fundamentalne są różnice dzielące nas? Gdzie musimy zainwestować więcej w "Solidarność"? Gdzie i jak musimy wzmocnić państwa narodowe?" - wylicza autor komentarza.

"To, czego nie potrzebujemy, to incydenty a la Asselborn, a także repliki i prowokacje podobnej jakości" - podsumowuje "FAZ".

"Celował także w Polskę"

"Asselborn wymienił Węgry, ale celował też w Polskę" - pisze "Frankfurter Rundschau". "Nowy rząd oraz partia Prawo i Sprawiedliwość przebudowują państwo według węgierskich wzorów. UE tylko się przygląda, ponieważ polski rząd omija wdrożone przez Komisję Europejską postępowanie ochrony praworządności" - czytamy w komentarzu.

"Można wyjść z UE z hukiem, jak w przypadku Wielkiej Brytanii. Możliwe jest jednak też pozbawione emocji pożegnanie z europejskimi wartościami, jak w przypadku Węgier i Polski. Ignorancja jest dla UE równie groźna jak wyjście" - pisze komentator "FR". Jak zaznacza, UE jest "czymś więcej niż tylko funduszami strukturalnymi i dostępem do wolnej wymiany towarów". Asselborn zrobił słusznie, przypominając o tym przed szczytem UE w Bratysławie - uważa komentator "FR".

W obronie Węgier

Natomiast "Nuernberger Zeitung" broni Węgier. "Gniew Asselborna skierowany jest przeciwko Węgrom, którzy w sierpniu 1989 roku jako pierwsi ruszyli żelazną kurtynę i zrobili tym samym więcej dla ponownego zjednoczenia Europy w wolności niż najbardziej aktywny eurokrata w Luksemburgu" - pisze autor komentarza. "Premier Węgier (Viktor) Orban ma czelność stosować obowiązujące europejskie prawo, by skutecznie zabezpieczyć zewnętrzną granicę Schengen - w razie konieczności za pomocą płotów. Konsekwentna realizacja tego, co postulowane jest na szczytach UE, miałoby prowadzić do wykluczenia z Unii?" - pyta ironicznie komentator "Nuernberger Zeitung".

Jednocześnie "Nordwest-Zeitung" tłumaczy, że wypowiedź Asselborna była spowodowana jego frustracją z powodu stanu UE. "Z politycznego punktu widzenia była jednak wielkim błędem" - ocenia komentator. Wypowiedź doświadczonego przecież polityka jest wodą na młyn wszystkich, którzy widzą UE na skraju rozpadu.

UE nie może sobie pozwolić na stawianie tak ważnego kraju jak Polska do kąta


Z kolei "Lausitzer Rundschau" broni przy tej okazji Polski. "Unia Europejska, w imieniu której przemawia (szef Rady Europejskiej Donald) Tusk, nie może wobec dramatu uchodźczego, Brexitu i kryzysu waluty euro pozwolić sobie na stawianie tak ważnego kraju jak Polska do kąta" - pisze komentator gazety wydawanej w Chociebużu (Cottbus).

Zdaniem autora komentarza słuszne było wdrożenie przez KE postępowania ochrony praworządności przeciwko Polsce, ponieważ "ataki na wolność prasy i wymiar sprawiedliwości były zbyt oczywiste". "Lausitzer Rundschau" przypomina jednak, że podobne problemy Bruksela miała przez lata z Włochami Silvio Berlusconiego, a obecnie ma je w relacjach z Węgrami Orbana.

"Nie, nie chodzi o to, by szczuć na siebie kraje UE. Celem - choć dawno o tym nie mówiono - musi być pojednanie, a nie rozbijanie. Nie oznacza to, że należy godzić się na wszystko, co robią populiści i prowokatorzy. Przeciwnicy UE w rodzaju Orbana i (Jarosława) Kaczyńskiego dobrze wiedzą, że jeśli wyjdą z Unii, to mogą zacząć pakować swoje walizki" - konkluduje "Lausitzer Rundschau".

Z Berlina Jacek Lepiarz

Dowiedz się więcej na temat: Jean Asselborn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje