Reklama

Reklama

​RMF: Verhofstadt niewinny, Czarnecki może zostać ukarany

Belgijski eurodeputowany Guy Verhofstadt nie zostanie ukarany za swoją wypowiedź z listopada zeszłego roku o nazistach biorących udział w Marszu Niepodległości - wynika z listu szefa europarlamentu Antoniego Tajaniego do polskich eurodeputowanych PiS, którzy domagali się ukarania Verhofstadta. Sytuacja Czarneckiego nie jest natomiast dobra. Jak ustaliła dziennikarka RMF Katarzyna Szymańska-Borginon, w gabinecie Tajaniego gotowa jest już argumentacja. Znalazł się na niego odpowiedni paragraf w Regulaminie Parlamentu Europejskiego.

Przewodniczący PE Antonio Tajni odpowiedział 16 stycznia na skargę Zdzisława Krasnodębskiego i Marka Jurka na Guya Verhofstadta, który podczas listopadowej debaty o praworządności w Polsce nazwał dziesiątki tysięcy uczestników Marszu Niepodległości 11 listopada w Warszawie neonazistami, faszystami i ekstremistami.

Reklama

Z listu wynika, że Tajani nie dopatrzył się żadnych uchybień w wypowiedzi belgijskiego eurodeputowanego. Interesująca jest argumentacja, która - zdaniem rozmówców Katarzyny Szymańskiej-Borginon w PE - wiele mówi także o tym, jak przewodniczący Tajani i jego gabinet oceniają przypadek wypowiedzi Czarneckiego, który porównał Rożę Thun do szmalcownika w związku z jej udziałem w krytycznym dla Polski reportażu niemieckiej telewizji.

Tajani stwierdził, że PE jest miejscem debaty i czasami debata może być bardzo emocjonalna - czyli tak, jak było w listopadzie, gdy padły słowa o Marszu Niepodległości. Jego zdaniem najważniejsza jest wolność wypowiedzi. Wyjątkiem od tej absolutnej reguły wolności wypowiedzi jest naruszenie zasady wzajemnego szacunku eurodeputowanych, która wynika z regulaminu PE art. 11 (3).

"(...) Przewodniczący PE musi respektować swobodę wypowiedzi każdego eurodeputowanego, chyba że wypowiedź narusza art. 11 (3) naszego wewnętrznego Regulaminu" - napisał Tajani w liście do Marka Jurka i Zdzisława Krasnodębskiego. 

"Postępowanie posłów odznacza się wzajemnym szacunkiem, opiera się na wartościach i zasadach określonych w traktatach, a zwłaszcza w Karcie praw podstawowych, i cechuje się poszanowaniem powagi Parlamentu. Ponadto nie może ono powodować zakłóceń w sprawnym przebiegu prac parlamentarnych, zagrażać zachowaniu bezpieczeństwa i porządku na terenie Parlamentu ani powodować niewłaściwego działania sprzętu do niego należącego" - czytamy w art. 11 (3).

Taka argumentacja oznacza uniewinnienie Verhofstadta, ale i możliwość ukarania eurodeputowanego Czarneckiego właśnie na podstawie art. 11 (3). "Bo Czarnecki zasadę wzajemnego szacunku europosłów naruszył porównując Rożę Thun do szmalcownika" - usłyszała dziennikarka RMF FM w PE. Zasada wzajemnego szacunku europosłów nie jest więc tylko kwestią dobrego wychowania, czy jakiejś umowy, tylko wynika z przepisów PE. 

Oczywiście sprawa Czarneckiego nie jest jeszcze przesądzona. W przyszłym tygodniu Czarnecki spotka się z Tajanim, który prawdopodobnie będzie chciał go namówić, żeby przeprosił Thun, by sprawę rozwiązać polubownie. Decyzja w sprawie ewentualnego odwołania europosła ze stanowiska wiceprzewodniczącego PE zapadnie na konferencji przewodniczących grup politycznych 1 lutego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje