Reklama

Reklama

Studio Europa, odc. 6: Elżbieta Łukacijewska i Christine Anderson

- W XXI wieku trochę wstyd dla państwa, gdyby nie było rzetelnej edukacji seksualnej - mówi w wywiadzie dla Interii i Deutsche Welle europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska. Christine Anderson z niemieckiej AfD gratuluje natomiast "polskiemu narodowi, że wybrał taki rząd, który chce to uregulować".


Elżbieta Łukacijewska i Christine Anderson gościły w szóstym odcinku programu "Studio Europa".

Reklama

W czwartek Parlament Europejski zagłosuje nad rezolucją ostrzegającą przed potencjalnymi zagrożeniami dla edukacji seksualnej płynącymi z nowelizacji polskiego kodeksu karnego. Co niepokoi europosłów w polskich zapisach?

- Tam jest atak na edukację seksualną. Ta nowelizacja tak naprawdę nie dotyka pedofilii. Nie jest żadnym rozwiązaniem, które wychodziłoby naprzeciw ofiarom i karałoby pedofilów - powiedziała polska europosłanka, która z ramienia frakcji EPL nadzorowała prace nad projektem rezolucji.

I dodała, że ma nadzieję, że dzięki reakcji PE "rząd polski zwróci uwagę, jak ważna jest edukacja seksualna".

"W Polsce wracają choroby weneryczne. To wstyd"

- Ja jako matka i osoba z bardzo konserwatywnego regionu nie wyobrażam sobie, że ktoś młodemu pokoleniu mógłby zrobić taką krzywdę, że nie będzie wiedzieć, co to znaczy zły dotyk, jakie są konsekwencje wczesnej inicjacji seksualnej, jakie są konsekwencje aborcji - wymieniała Łukacijewska. - Statystyki pokazują, że tam, gdzie jest dobra edukacja seksualna, tam jest mniejsza liczba niechcianych ciąż, aborcji, mniej chorób i tragedii ludzkich. Przecież w Polsce wracają choroby weneryczne, o których świat już prawie zapomniał. To wstyd - podkreśliła. 

Rezolucji nie poprze natomiast prawicowa posłanka z Alternatywy dla Niemiec.

- Uważam, że to bezwstydne, że PE miesza się w wewnętrzne sprawy Polski, mamy tam do czynienia z demokratycznie wybranym rządem, który chce wydać pewne prawo i nie wiem, dlaczego PE chce się tutaj w to mieszać. Jeśli chodzi o edukację, to jest to sprawa rządów - argumentowała europosłanka Christine Anderson.

"Mogę pogratulować polskiemu narodowi"

Chociaż niemiecka polityk uważa, że edukacja seksualna powinna być w programie szkolnym, to krytykuje sposób jej nauczania w Niemczech, gdzie te zajęcia są obowiązkowe.

- Ta forma edukacji seksualnej zaczyna się już w przedszkolu. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Np. 8-latkowie muszą się zastanawiać, gdzie pasuje penis - oburzała się Niemka. - Mogę tylko dać przykład z Niemiec, a to, co tam się dzieje, jest przerażające. I mogę tylko pogratulować polskiemu narodowi, że wybrał taki rząd, który chce to uregulować.

- Ale my mówimy o czymś innym! Mówimy o dostosowanej do wieku, zgodnie z wiedzą, edukacją, która pozwala dzieciom się bronić - odpowiadała na jej zarzuty Elżbieta Łukacijewska - Christina, uwierz, ta rezolucja jest bardzo wyważona, do niczego nie zmusza, zwraca uwagę na zagrożenia i wyzwania, przed jakimi staje młode pokolenie. Nie mogą młode osoby czerpać wzorców z pornografii i internetu, bo to jest duże zagrożenie.

- Jeżeli w edukacji seksualnej w Polsce będzie chodziło o zdrowie, o samostanowienie seksualne młodych ludzi, to oczywiście jestem za tym. Ale nie za tego typu planem genderowym - podkreśliła Anderson.

- Nie mówimy o sytuacjach ekstremalnych, bo nie wyobrażam sobie, żeby dzieci w przedszkolach uczyć o stosunku homoseksualnym - odpowiadała Łukacijewska - Mówimy ogólnie o edukacji seksualnej, która w XXI wieku jest potrzebna i niezbędna.

- Badania pokazują, że dzieciom, które wiedzą, co to jest zły dotyk, co znaczą czyny pedofilskie, niejednokrotnie udaje się uciec przed sprawcami takich czynów - dodała posłanka PO.  

- W Niemczech też tak myślano - skwitowała Anderson i dodała, że dziś w jej kraju programy edukacji seksualnej są niedostosowane do wieku dziecka.

"Gdybyś to powiedziała Merkel..."

Elżbieta Łukacijewska odniosła się także do słów Ryszarda Czarneckiego, który skrytykował ją za zajęcie się rezolucją ostrzegającą przed potencjalnymi zagrożeniami płynącymi z nowelizacji polskiego kodeksu karnego. "Mam wrażenie, że niektórzy nie chcą uznać wyniku demokratycznych wyborów w Polsce. Polecam im lekcję demokracji" - powiedział europoseł PiS.

- Ryszard Czarnecki ma dwie twarze - odparła Łukacijewska - Jedną twarz w PE, a inną na potrzeby wypowiedzi w kraju. Chciałabym zapytać pana Czarneckiego, czy chciałby by jego dziecko z niewiedzy padło ofiarą molestowania? 

- Z nas dwojga to on powinien odrobić lekcję demokracji i reprezentowania interesów Polski w PE (...) To nie jest rezolucja wymierzona w kogokolwiek, także w polski rząd. Stwierdzenia pana Czarneckiego są dla mnie dziwne, niezrozumiałe, żeby nie powiedzieć śmieszne - podsumowała Łukacijewska i podkreśliła, że "rząd wybrany w demokratycznych wyborach może wiele, ale nie może wszystkiego".

- Jeżeli powiedziałabyś to naszej kanclerz Merkel, to byłoby świetne - zażartowała niemiecka europosłanka - Ale zgadzam się - demokratycznie wybrany rząd nie może robić wszystkiego. Musi się trzymać konstytucji.

PE do likwidacji?

Mówiąc o Parlamencie Europejskim Anderson zaznaczyła, że "nie jest on najbardziej demokratyczną instytucją na świecie" i "mógłby zostać rozwiązany". - Parlament Europejski nie jest parlamentem w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ nie ma prawa inicjatywy ustawodawczej - zauważyła europosłanka.

Anderson powiedziała także, że niemiecki europoseł potrzebuje 850 tys. głosów, by zostać posłem, a poseł z Malty zaledwie kilka tysięcy. - Głos niemieckiego obywatela jest kilkanaście razy mniej wart niż maltańskiego, to są strukturalne problemy - mówiła.

W odpowiedzi Łukacijewska przypomniała, że PE jest jedyną demokratycznie wybieraną instytucją UE. - Jestem dumna, że jesteśmy tutaj w PE - podkreśliła.

"UE w ogóle nie ma wiarygodności!"

Podczas programu "Studio Europa" posłanki odniosły się również do niedawnej decyzji o zablokowaniu procesu rozszerzenia UE o Macedonię Północną i Albanię z powodu francuskiego weta.

Zdaniem Anderson, decyzja prezydenta Emmanuela Macrona była podyktowana względami krajowymi, m.in. faktem, że Francja obawia się napływu imigrantów z Albanii.

- Jednak generalnie zgadzam się z tą decyzją, bo w obecnej sytuacji to absurd myśleć o przyjmowaniu nowych członków. Powinniśmy najpierw zrobić porządek na naszym, unijnym podwórku - powiedziała niemiecka europosłanka.

Ze stanowiskiem Francji nie zgadza się natomiast Łukacijewska. - Być może dlatego, że my jako Polska mamy inne doświadczenia, marzyliśmy by być we Wspólnocie. Myślę, że każdy odpowiedzialny polityk, który myśli geostrategicznie wie, jak ważnym miejscem są Bałkany, m.in. ze względu na zapędy rosyjskie - podkreśliła.

Na pytanie, czy to wycofanie z procesu rozszerzenia nie podważa wiarygodności UE, Anderson odpowiedziała z przekonaniem: - Ale jaką wiarygodność? UE w ogóle nie ma wiarygodności!

Ta wypowiedź z kolei wywołała reakcję ze strony Łukacijewskiej: - To dlaczego jesteś w Parlamencie Europejskim?

- Jestem tutaj, ponieważ jesteśmy demokracją parlamentarną i chcę coś zmienić. A żeby to zmienić trzeba być w parlamencie. Wszystko inne byłoby anarchią, a nie jestem anarchistką - tłumaczyła Anderson.

Polska wpadła z deszczu pod rynnę?

Niemiecka europosłanka odniosła się także do historii Polski i stosunku krajów postsowieckich do Rosji.

- Putin nie jest na pewno czystym jak łza demokratą, ale przecież żyjemy w sąsiedztwie Rosji i powinniśmy znaleźć kanał komunikacji - zauważyła niemiecka europosłanka.

Dodała także, że Polska związała się z UE, bo chciała odejść od rosyjskich wpływów.

- Myślę, że kiedyś stwierdzicie, że wpadliście z deszczu pod rynnę - powiedziała.

- Wierz mi, Christina, ja wolę być pod tą (unijną - red.) rynną, niż pod socjalistycznym deszczem - skwitowała polska europosłanka.

Agnieszka Waś-Turecka (Interia)

Jowita Kiwnik Pargana (DW)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne