Reklama

Reklama

Donald Trump pod ostrzałem podczas debaty

Podczas debaty prezydenckiej GOP senator Marco Rubio zarzucił miliarderowi Donaldowi Trumpowi, że obiecuje walkę z nielegalną imigracją, ale jako biznesmen przy budowie swego wieżowca zatrudniał nie Amerykanów, lecz imigrantów, w tym nielegalnie - Polaków.

Czwartkowa debata kandydatów walczących o prezydencką nominację Partii Republikańskiej (GOP) była przede wszystkim pojedynkiem między faworytem wyścigu Trumpem a wspieranym przez partyjny establishment Rubio, senatorem z Florydy, który walczy o pozycję głównego rywala i kandydata alternatywnego wobec kontrowersyjnego miliardera.

Reklama

Debata odbyła się w Houston w Teksasie, czyli w jednym z 12 stanów, w których we wtorek 1 marca jednocześnie odbędą się prawybory GOP. Dzień ten, określany jako Super Tuesday, może być przełomowy dla całego wyścigu - z tych stanów pochodzić będzie prawie 900 delegatów (z 2472) na lipcową konwencję GOP, która wyłoni ostatecznego kandydata partii w listopadowych wyborach prezydenckich.

Już od pierwszych minut debaty Rubio był znacznie bardziej agresywny niż zwykle, atakując Trumpa przy każdej okazji. Zarzucił miliarderowi, że zmienił stanowisko w sprawie imigracji: teraz zapowiada deportowanie z USA wszystkich 11 mln nielegalnych imigrantów, podczas gdy jako biznesmen "zamiast Amerykanów do pracy w swoich firmach sprowadzał ludzi z zagranicy".

Gdy Trump bronił, się, że owszem, zatrudniał obcokrajowców na Florydzie, ale tylko w niepełnym wymiarze czasu, bo nie mógł znaleźć Amerykanów do pracy, Rubio wytknął mu, że zatrudniał też nielegalnie Polaków przy budowie słynnego wieżowca Trump Tower na Manhattanie.

- Wystarczy w wyszukiwarkę Google wpisać: "Donald Trump and Polish workers" (Donald Trump i polscy robotnicy - przyp. red.) - powiedział Rubio dodając, że za nieudokumentowane zatrudnianie Polaków Trump musiał zapłacić orzeczoną przez sąd karę liczoną w "milionach dolarów". "Jeśli (Donald Trump) będzie budował mur na granicy z Meksykiem w taki sam sposób, jak budował Trump Tower, to znowu zatrudni nielegalnych imigrantów - dodał Rubio.

Trump bronił się, że to stara sprawa sprzed 35 lat, a poza tym jest jedynym kandydatem GOP, który dał miejsce pracy tysiącom Amerykanów. - Nic pan nie wie o biznesie - przegrywa pan we wszystkim, co robisz - zwrócił się do rywala.

- Nie wiem nic o bankructwie czterech firm - ripostował Rubio, robiąc aluzję do upadłych przedsiębiorstw Trumpa. "Gdyby nie odziedziczył 200 mln dolarów (po swym ojcu), to wiecie, co by dziś robił? Sprzedawałby zegarki na Manhattanie" - powiedział, starając się - jak podkreślają komentatorzy - podważyć wizerunek Trumpa jako odnoszącego sukcesy przedsiębiorcy.

W debacie brało udział już tylko pięciu z początkowych 17 kandydatów, ale poza Trumpem i Rubio liczył się jeszcze tylko ultrakonserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz.

Gdy Rubio i Trump spierali się o imigrację, Cruz włączył się do ataku przypominając, że w 2013 roku walczył w Senacie z projektem ustawy przewidującej legalizację nielegalnych imigrantów. "Gdzie był wtedy Donald Trump? Zatrudniał (koszykarza) Denisa Rodmana do (swojego telewizyjnego show) +Celebrity Apprentice+" - powiedział. Dodał, że Trump wspierał finansowo kilku z ośmiu senatorów, współautorów ustawy o reformie prawa imigracyjnego z 2013 roku.

Trump tłumaczył, że jako biznesmen musiał dbać o dobre relacje z wszystkimi politykami i dlatego wspierał różnych Demokratów i Republikanów. Jednak gdy Rubio i Cruz zaatakowali go po raz kolejny, nie wytrzymał i sięgnął po inwektywy. "Ten człowiek to nieudolny artysta, a ten facet to kłamca" - powiedział, wskazując kolejno na Rubio i Cruza.

Miliarder przekonywał, że jego rywale atakują go tak ostro, bo jest zdecydowanym faworytem wyścigu do Białego Domu i prowadzi we wszystkich sondażach badających wszystkie kategorie wyborców. "Mamy rekordową frekwencję w prawyborach dzięki mnie. Budujemy nową, większą i silniejszą Partię Republikańską" - powiedział, wskazując, że w stanach, gdzie prawybory GOP już się odbyły, po raz pierwszy głosowało wielu Demokratów i wyborców niezależnych.

Komentatorzy zgodnie oceniali, że Rubio w debacie wypadł doskonale. "Nie ma nic wspólnego z " marcorobotem",  jakiego wiedzieliśmy" - napisał na Twitterze znany analityk GOP Hanry Olsen. Rubio był bowiem jak nigdy wcześniej spontaniczny, atakował celnie i z uśmiechem, co kontrastowało z jego poprzednimi występami w debatach, gdy z pamięci powtarzał wyuczone formułki. W pewnym momencie, udowadniając, że potrafi zdobyć się na poczucie humoru i dystans do samego siebie, Rubio wytknął Trumpowi, że w tej debacie to on po raz piąty powtarza to samo, czym ogromnie rozbawił widzów.

- Tylko czemu czekał aż do dziesiątej debaty - dziwili się Rubio komentatorzy stacji CNN, która zorganizowała debatę.

Po prawyborach, które odbyły się już w czterech stanach, Trump stał się zdecydowanym faworytem w wyścigu GOP. Zdobył już 79 delegatów, podczas gdy żaden z jego rywali nie ma nawet dwudziestu. Analitycy przekonują jednak, że gra nie jest jeszcze skończona, bo do otrzymania nominacji potrzeba przynajmniej 1237 z 2472 delegatów, którzy wezmą udział w konwencji GOP.

Po tym, jak z prezydenckiego wyścigu wycofał się w sobotę, po fatalnym wyniku w Karolinie Południowej, były gubernator Florydy Jeb Bush, to Rubio stał oficjalnym kandydatem establishmentu GOP. W ostatnich dniach ten 44-letni polityk, który w Senacie USA zasiada dopiero pierwszą kadencję, uzyskał poparcie wielu znanych republikańskich polityków i donatorów.

Zdaniem analityków Rubio wciąż ma szansę pokonać Trumpa, ale pod warunkiem, że wyścig szybko ograniczy się do dwóch kandydatów, a głosy przeciwników miliardera przejdą na Rubio.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje