Trump odrzuca zarzuty o napastowanie seksualne. Są nowe oskarżycielki

​Donald Trump ponownie zaprzeczył, jakoby napastował seksualnie kobiety, i przekonywał, że zarzuty te są częścią kampanii sterowanej przez Hillary Clinton. Kandydatka Demokratów, według niego, chce w ten sposób odwrócić uwagę od swoich wykroczeń.

Tymczasem pojawiły się nowe rewelacje na temat seksualnych ekscesów Trumpa.

Reklama

"Jestem złośliwie atakowany. Te oskarżenia to w stu procentach zmyślenia i kłamstwa. To się nigdy nie zdarzyło. To są nonsensy i kłamstwa rozpowszechniane przez media!" - powiedział kandydat Republikanów na spotkaniu z wyborcami w piątek w Greensboro w stanie Karolina Północna.

Podkreślił, że nie zna żadnej z kobiet, które go oskarżają, i że "nie było świadków" żadnego z przypadków domniemanego napastowania. Zarzuty przeciw niemu - kontynuował - są inspirowane przez Hillary Clinton.

Przypomniał najnowsze rewelacje, że kandydatka Demokratów kilkadziesiąt razy zasłaniała się brakiem pamięci w pisemnych odpowiedziach na pytania w śledztwie w sprawie nieprzepisowego używania przez nią prywatnego serwera e-mailowego do służbowej korespondencji, kiedy była sekretarzem stanu (2009-2013).

"Za oskarżeniami stoi prawdopodobnie Carlos Slim"

Kandydat GOP do Białego Domu powiedział, że za oskarżeniami stoi prawdopodobnie Carlos Slim, meksykański miliarder i udziałowiec w wydawnictwie publikującym "New York Timesa" - który jako pierwszy wydrukował relacje kobiet o tym, jak Trump je obmacywał i całował bez ich zgody.

Tymczasem następne kobiety oskarżyły Trumpa o napastowanie seksualne. Jak podał w piątek "Washington Post", kolejną jego ofiarą miała być 48-letnia Kristin Anderson. Do incydentu doszło w nocnym klubie w Nowym Jorku na początku lat 90., kiedy Anderson starała się zostać modelką.

Kobieta opowiedziała, że siedziała na kanapie w klubie, kiedy nagle spostrzegła, że siedzący obok mężczyzna dotyka jej i sięga ręką pod jej sukienkę mini. "Dotknął mojej waginy przez bieliznę" - powiedziała w wywiadzie telewizyjnym emitowanym w piątek w południe.

"Incydent trwał nie dłużej niż 30 sekund"

Jak relacjonowała, odtrąciła rękę napastnika i wstała. Wtedy poznała, że jest nim Donald Trump - który na początku lat 90. był już powszechnie znanym celebrytą. Cały incydent - powiedziała - "trwał nie dłużej niż 30 sekund". Pytana, dlaczego wcześniej nie wysunęła oskarżenia pod adresem Trumpa, odpowiedziała, że tak radzili jej znajomi i przyjaciele.

Tego samego dnia telewizja CNN nadała rozmowę z Summer Zervos, byłą uczestniczką popularnego reality show Trumpa zatytułowanego "The Apprentice". Kobieta opowiedziała ze szczegółami, jak miliarder całował ją namiętnie - wbrew jej woli - łapał za biust i obmacywał po całym ciele. Miało to miejsce w 2007 r. Kiedy Zervos opowiadała o tym, głos jej się załamywał i przechodził w płacz.

Zervos jest już siódmą kobietą publicznie oskarżającą Trumpa o napastowanie seksualne.

W Greensboro Trump atakował także prezydenta Baracka Obamę, który wcześniej tego samego dnia wygłosił przemówienie ostro krytykujące kandydata Partii Republikańskiej.

"Obama jest niekompetentny!" - powiedział Trump. Przypomniał m.in., że prezydent wycofał wszystkie wojska z Iraku, czego nie musiał robić i co ułatwiło ekstremistom utworzenie Państwa Islamskiego (IS).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy