Reklama

Reklama

Trump rekrutuje "obserwatorów" wyborów, które "będą sfałszowane"

Ponawiając zarzuty, że zwolennicy Hillary Clinton planują sfałszowanie tegorocznych wyborów prezydenckich, republikański kandydat Donald Trump zaczął w piątek werbować swoich "obserwatorów" głosowania.

Na stronie internetowej kampanii Trumpa ukazał się jego apel: "Pomóżcie mi powstrzymać oszukańczą Hillary przed sfałszowaniem tych wyborów. Wypełnijcie podany tu formularz, by otrzymać więcej informacji, jak zostać ochotniczym Obserwatorem Wyborów Trumpa".

Reklama

Poprzedniego dnia wieczorem na wiecu w Altoona w Pensylwanii kandydat GOP powiedział, że Clinton nie wygra z nim w tym stanie, jeśli nie będzie oszukiwać.

"Ona nie może nic poradzić na to, co tu się dzieje. Jedynym sposobem pokonania mnie w Pensylwanii, jestem tego pewny na 100 procent, będą oszustwa w pewnych regionach tego stanu" - oświadczył. Wezwał organy ścigania do pilnowania, żeby nie doszło do fałszerstw.

Według sondażu telewizji NBC News i "Wall Street Journal", w Pensylwanii Clinton prowadzi przed Trumpem różnicą 48 do 37 procent. Pensylwania jest jednym ze stanów "wahadłowych", które zwykle decydują o wyniku wyborów, bo liczba zwolenników kandydatów obu partii jest mniej więcej równa.

Trump nie pierwszy raz wyraził przekonanie, że wybory będą sfałszowane. Na spotkaniu w Karolinie Północnej skrytykował federalny sąd apelacyjny za uchylenie uchwalonej w tym stanie ustawy, która wprowadziła wymóg okazywania przez głosujących dowodu tożsamości ze zdjęciem. Ograniczyła również możliwość wcześniejszego głosowania, jak również rejestracji do głosowania w dniu wyborów (8 listopada).

Sąd unieważnił tę ustawę, argumentując, że wymierzona była przeciw Afroamerykanom z ubogich dzielnic, którzy często nie mają prawa jazdy - głównego dowodu tożsamości w USA, gdzie nie ma odrębnych dowodów osobistych.

Podobne prawa uchwalono też w niektórych innych stanach, przeważnie większością republikańską w miejscowych legislaturach. Wszędzie zostały zakwestionowane w sądach jako dyskryminujące mniejszości rasowe.

Trump jednak wywodził, że dowody tożsamości ze zdjęciem są niezbędne, bo inaczej dojdzie do oszustw.

"Powinno być tak: oto mój dowód, chcę głosować. A nie, że ktoś przychodzi i głosuje 15 razy na Hillary" - powiedział.

Zdaniem ekspertów, chociaż regulaminy wyborów są różne w zależności od stanów, oszustwa zdarzają się rzadko.

Trump nie jest pierwszym kandydatem, który wezwał do powołania swoich obserwatorów wyborów. W 2008 r. ówczesny kandydat Demokratów Barack Obama też werbował ochotniczych "obserwatorów wyborczych". Nie twierdził jednak, że wybory będą sfałszowane.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje