Reklama

Reklama

​Prawybory w USA: Amerykanie nie chcą kolejnego Busha w Białym Domu

Coraz mniej niewiadomych w amerykańskich prawyborach. U Republikanów liczy się już tylko trzech kandydatów, a u Demokratów Hillary Clinton za chwilę zyska sporą przewagę nad Berniem Sandersem.

Pieniądze odgrywają ogromną rolę w kampanii wyborczej, zwłaszcza w korupcjogennym systemie finansowania kampanii w USA, ale nawet setki milionów dolarów nie pomogą, jeśli kandydat nie porywa tłumów.

Reklama

Przekonał się o tym Jeb Bush, syn i brat byłych prezydentów USA, który na starcie zgromadził największe fundusze. Nic mu to nie pomogło.

Przed prawyborami w Karolinie Południowej Jeb Bush ściągnął do tego stanu mamę Barbarę i brata - George'a W. Busha. Okazało się jednak, że na nazwisko Bush dziś nawet Republikanie reagują obojętnie. Mimo wsparcia rodziny Jeb zdobył w Karolinie Południowej 8 proc. głosów i wycofał się z wyścigu.

"Mieszkańcy Iowa, New Hampshire i Karoliny Południowej przemówili, a ja szanuję ich werdykt" - oznajmił pokornie.

Jeb Bush prowadził kampanię anemiczną, na dodatek usłaną licznymi wpadkami ("Takie rzeczy się zdarzają" - to jego odpowiedź na kolejną masową strzelaninę w USA). Gdy na jednym z wieców poprosił widzów, by mu klaskali, dla mediów stał się niczym więcej jak ilustracją człowieka przegranego.

Nie odnalazł się Jeb między showmanem Donaldem Trumpem, ostrym konserwatystą Tedem Cruzem i nadzieją partii - Marco Rubio.

...i zostało ich już pięciu

Formalnie o prezydencką nominację Partii Republikańskiej ubiega się pięciu kandydatów, ale paliwo ewidentnie wyczerpuje się emerytowanemu neurochirurgowi Benowi Carsonowi i umiarkowanemu Johnowi Kasichowi, który jedynie w New Hampshire zanotował niezły wynik.

To wyścig trzech kandydatów - nie mają wątpliwości obserwatorzy. Zdają sobie z tego sprawę również Ted Cruz i Marco Rubio, którzy już jakiś czas temu rzucili się sobie do gardeł, by zająć miejsce głównego konkurenta Trumpa, zjednoczyć jego przeciwników i wywalczyć nominację.

Na razie to jednak myślenie życzeniowe, bo Donald Trump dopiero co z łatwością wygrał prawybory w Karolinie Południowej. A od ponad 35 lat nie zdarzyło się, by Republikanin, który wygrał w New Hampshire i Karolinie Południowej nie zdobył nominacji.

Donald Trump zapewnił już sobie poparcie 61 delegatów na letniej konwencji krajowej, a Ted Cruz i Marco Rubio, odpowiednio, 10 i 11.

To właśnie o delegatów (związanych wolą wyborców) toczy się walka w prawyborach, a do uzyskania republikańskiej nominacji potrzebne jest poparcie 1237 z nich. 

Kontrowersyjny miliarder prowadzi nie tylko w rubryce "delegaci", ale również w sondażach ogólnokrajowych. I to z taką przewagą, że w tej chwili nic nie wskazuje, by coś miało się zmienić.

"Ze mną jako prezydentem będziemy wygrywać tak często, że ludzie zaczną mnie błagać: panie prezydencie, nie możemy już tego znieść! A ja odpowiem: nic mnie to nie obchodzi! Uczynimy Amerykę znów wielką!" - mówił miliarder po ogłoszeniu wyników prawyborów w Karolinie Południowej.

Donald Trump kandydatem Partii Republikańskiej na prezydenta - amerykańska opinia publiczna powoli przyzwyczaja się do takiego (nieuchronnego?) nagłówka.

Bernie Sanders traci grunt?

Pościg za Hillary Clinton w Nevadzie był brawurowy, Bernie Sanders odrobił 30 punktów procentowych straty, ale fakty są takie, że to była sekretarz stanu wygrała. Clinton zdobyła 52,7 proc. głosów, a Sanders 47,2 proc.

Na papierze kandydaci idą łeb w łeb. Oboje zapewnili sobie poparcie 51 delegatów. W ostatnim sondażu ogólnokrajowym Sanders prowadzi z Clinton trzema punktami.

Ale za chwilę optyka będzie zupełnie inna. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Clinton dzięki głosom Afroamerykanów wyraźnie wygra w Karolinie Południowej (27 lutego). A po dwóch wygranych prawyborach z rzędu nadejdzie Superwtorek (1 marca), którego geografia również sprzyja Clinton. Głosować będą wtedy głównie południowe stany, a w tych żona Billa Clintona jest zdecydowaną faworytką. 

Może się więc okazać, że mimo przecięcia się sondaży ogólnokrajowych, Hillary Clinton zyska sporą przewagę w liczbie delegatów. Będzie więc peregrynowała po mediach w glorii zwycięzcy, a Sanders będzie raczej przekonywał, że jeszcze nie wszystko stracone. "Polityczna rewolucja" 74-letniego senatora potrzebuje spektakularnych zwycięstw, by nabrać wiatru w żagle, a nie minimalizowania porażek.

"The Daily Beast" pisze nawet, że otwarte przez chwilę okienko zatrzasnęło się przed Berniem Sandersem w Nevadzie i że jego kampanię czeka teraz równia pochyła.

To oczywiście przedwczesna diagnoza, i być może motywowana pragnieniem obejrzenia upadku Sandersa (część mediów oficjalnie poparła Clinton), ale kampania senatora musiałaby nie tracić na sile aż do kwietnia, by polityk mógł zniwelować straty, na które się zanosi.

Na pocieszenie Sanders weźmie w Superwtorek zdecydowaną większość delegatów w Vermont, stanie, który od lat reprezentuje w Senacie. Według sondaży może tam liczyć nawet na 80-90 proc. głosów! Ale to wciąż mały stan z 26 delegatami.

Kalendarz wyborczy

Przed Superwtorkiem Republikanie będą jeszcze głosować w Nevadzie (już we wtorek, 23 lutego), natomiast Demokraci w Karolinie Południowej (27 lutego).

W Superwtorek (1 marca) swojego kandydata wskażą natomist mieszkańcy: Alabamy (Damokraci i Republikanie), Alaski (tylko Republikanie), Samoa Amerykańskich (D), Arkansas (D i R), Kolorado (D i R), Massachusetts (D i R), Minnesoty (D i R), Dakoty Północnej (R), Oklahomy (D i R), Tennessee (D i R), Teksasu (D i R), Vermont (D i R), Virginii (D i R) oraz Wyoming (R).

Najwięcej delegatów zgarnąć można w Teksasie: 252 demokratycznych i 155 republikańskich.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: prawybory w USA | Jeb Bush

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje