Reklama

Reklama

Pentagon: Syria zachowała ograniczoną zdolność do ataku chemicznego

Ministerstwo obrony USA oświadczyło w czwartek, że chociaż nie ma żadnych oznak, aby syryjski reżim prezydenta Baszara el-Asada przygotowywał nowe ataki chemiczne, to nadal zachowuje on ograniczoną zdolność do przeprowadzenia ataków chemicznych w przyszłości.

"Zachowują szczątkową zdolność przeprowadzenia ataku chemicznego. Będą mieli możliwość przeprowadzenia ograniczonych ataków w przyszłości, nie wykluczam takiej możliwości" - powiedział na briefingu prasowym generał Kenneth F. McKenzie, dodając, że syryjski reżim będzie musiał "patrzeć przez ramię i martwić się, że my ich obserwujemy i będziemy mieli możliwość uderzyć ponownie, jeśli zajdzie tylko taka potrzeba."  

Reklama

Według rzeczniczki Pentagonu Dany White nie było żadnych doniesień o ofiarach wśród cywilów w wyniku przeprowadzonego w ubiegłym tygodniu przez siły USA, Francji i Wielkiej Brytanii ataku odwetowego na cele w Syrii po ataku chemicznym w Dumie pod Damaszkiem.  

Zdaniem McKenziego Stany Zjednoczone są "przekonane, ale nie mają 100 proc. pewności", że broń chemiczna była we wszystkich trzech zaatakowanych zakładach; prawdopodobnie był tam sarin oraz chlor.  

Jak zauważa Reuters, najważniejszym zakładem było centrum badawczo-rozwojowe w Barza, które według amerykańskiego wywiadu angażowało się w produkcję i testowanie broni biologicznej i chemicznej.  

McKenzie wskazał, że chociaż USA nie mogą tego wiedzieć z całą pewnością, to nie ma żadnych dowodów na to, że szkodliwe substancje chemiczne przedostały się do powietrza po atakach rakietowych.  

Syryjska opozycja oraz organizacje pomocowe twierdzą, że ponad 40 osób zabito 7 kwietnia, gdy siły powietrzne Asada zrzuciły bomby z bronią chemiczną na Dumę. USA, Wielka Brytania i Francja utrzymują, że w ataku użyto sarinu i chloru.  

Syryjskie media przekazały we wtorek, że inspektorzy OPCW weszli do Dumy, ale ambasador Syrii przy ONZ Baszar Dżaafari sprecyzował później, że dostęp do domniemanego miejsca ataku uzyskał jedynie specjalny zespół ONZ.  

W poniedziałek ambasador USA przy OPCW Kenneth Ward oświadczył na zamkniętym posiedzeniu organizacji, że możliwe jest, iż Rosjanie byli na miejscu ataku w Dumie, i wyraził obawę, że mogli tam dokonać manipulacji, by uniemożliwić ekspertom OPCW skuteczne przeprowadzenie śledztwa. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow odrzucił te oskarżenia.  

Połączone siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie w sobotę nad ranem, w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej w Dumie, ostrzelały z rakiet obiekty w Syrii. Strona amerykańska podała, że celem ataku był wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku zajmujący się technologią broni chemicznej oraz składy znajdujące się na zachód od miasta Hims.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy