Reakcja Syrii na atak pod dowództwem USA

Syria potępia "barbarzyńską i brutalną agresję" państw zachodnich - oświadczyło w sobotę syryjskie MSZ, w reakcji na przeprowadzoną nad ranem tego dnia serię ataków z powietrza sił amerykańskich, brytyjskich i francuskich.

Ministerstwo spraw zagranicznych Syrii, cytowane przez państwową agencję SANA, oświadczyło, że naloty mają na celu "utrudnić śledztwo" Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW).

Agencja cytuje anonimowe źródło w syryjskim MSZ, które oskarżyło Zachód o próbę ukrycia "swoich kłamstw".

Podczas serii nalotów sił pod dowództwem USA uderzono m.in. w bazę lotniczą al-Szirai na zachód od Damaszku, przy granicy z Libanem - powiedział agencji Reutera dowódca regionalnych sił sojuszniczych wspierających reżim prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Baza al-Szirai znajduje się w ad-Dimas w prowincji Damaszek na zachodzie Syrii.

Przedstawiciel władz w Damaszku twierdzi, że bazy wojskowe na które dokonano ataku zostały wcześniej opróżnione a żołnierze ewakuowani dzięki precyzyjnym ostrzeżeniom ze strony Rosji. Skala zniszczeń nie jest na razie znana. 

Podczas serii nalotów sił koalicji państw zachodnich, do którego doszło w sobotę nad ranem, zbombardowano również magazyny z bronią w Masjaf, około 170 km na północ od stolicy kraju, Damaszku, a także rejon Kisweh na południe od Damaszku oraz wzgórze Kasjun koło stolicy.

Syryjskie media państwowe podały, że siły pod dowództwem USA zaatakowały placówkę naukowo-badawczą w Barzeh w Damaszku, który według Pentagonu wykorzystywany był do rozwijania, produkowania i testowania broni chemicznej oraz biologicznej.

Jak podała państwowa agencja SANA, "pociski skierowane na pozycję militarną w Hims (w zachodniej Syrii) zostały zepchnięte ze ścieżki (uderzenia) i zraniły trzech cywilów".

Połączone siły lotnictwa amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego przeprowadziły serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej podczas ataku 7 kwietnia w mieście Duma we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku, w którym zginęło ponad 60 osób. 

Anonimowy przedstawiciel syryjskich władz w Damaszku miał oświadczyć w rozmowie z miejscowymi mediami, że Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi mieli w sumie wystrzelić około 30 pocisków, a jedna trzecia z nich miała zostać strącona przez obronę powietrzną. Nie podał jednak, czy dokonały tego syryjskie czy też rosyjskie systemy. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje