Wszystkich Świętych 2010

Oswoić śmierć

Uroczystość Wszystkich Świętych i Zaduszki to dni, w których szczególnie myśli się o zmarłych. W tym okresie znajdujemy czas na chwilę refleksji nad życiem, przemijaniem i śmiercią. Czy Polacy myślą o tym również na co dzień? Czy boją się śmierci?

Współczesna sztuka i media już dawno oswoiły nas ze śmiercią. Dzisiaj widok krwi i zwłok serwowany bez cenzury z ekranu telewizora nie robi na nikim większego wrażenia.

Reklama

Programy informacyjne często nagłaśniają wypadki, katastrofy, morderstwa i gwałty. Horrory i gry komputerowe oparte na zabijaniu stają się ulubioną rozrywką coraz młodszej młodzieży. To wszystko sprawia, że śmierć jest na wyciągnięcie ręki, a w konsekwencji przestaje przerażać. Nie zmienia to jednak faktu, że w życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym myśli o rzeczach ostatecznych są nieuniknione.

Gdy odchodzą bliscy

Dla zdecydowanej większości ludzi odejście kogoś z najbliższego otoczenia jest mocnym impulsem do myślenia na temat przemijania.

- Zacząłem często rozmyślać o śmierci i o sensie życia, o sensie wszystkiego, do czego dążę poprzez naukę i pracę, gdy straciłem młodszego brata, a potem mamę. Osobiście nie boję się śmierci, ale wiem, co znaczy pochować najbliższych. To jest o wiele gorsze. Kiedyś byłem wierzącym i praktykującym katolikiem. Po utracie rodziny zwątpiłem i przestałem chodzić do kościoła. Od tamtej pory dzień Wszystkich Świętych to jedyna uroczystość kościelna, która jest dla mnie w jakiś sposób ważna - mówi 27-letni Grzegorz.

Człowiek jest istotą społeczną. Potrzeba bliskości drugiej osoby to jeden z najsilniejszych instynktów zakodowanych w psychice każdego z nas. Dlatego o wiele bardziej, niż własna śmierć, przeraża nas myśl o utracie kogoś bliskiego i kochanego. Dotyczy to w równym stopniu ludzi młodych i przedstawicieli starszych pokoleń.

- Myślę o śmierci zdecydowanie częściej, niż raz do roku, może dlatego, że dotknęła moich najbliższych. Moja śmierć jest dla mnie obojętna. Jest dla człowieka rzeczą naturalną. Nie lękam się jej. Ktoś się rodzi, ktoś umiera...Naturalna rzecz. Może jedna rzecz, jakiej się boję, to umieranie w samotności... - mówi Tomasz.

Czego boimy się naprawdę?

Okazuje się, że śmierć sama w sobie jest zbyt abstrakcyjna, by była powodem do lęku. Każdy z nas wizualizuje ją sobie zgodnie z własną wyobraźnią, w wyniku pośredniego jej doświadczenia.

Nasze obawy związane są tylko z jakimś wybranym aspektem śmierci, który dominuje w jej subiektywnym obrazie. Dla niektórych jest to samotność, dla innych cierpienie, ból i agonia towarzyszące umieraniu.

Z sondaży wynika, że młodzi ludzie boją się przeważnie śmierci nagłej i przedwczesnej, na przykład w wyniku wypadku. Najbardziej akceptowalne jest naturalne odejście w wieku podeszłym. Paradoksem jest fakt, że myśl o samej starości jest dla większości nie do zniesienia. To dość znamienne zjawisko w czasach kultu piękna ciała promowanego przez media.

- Dziadek jest pierwszą bliską mi osobą, która odeszła. Za każdym razem, gdy staję nad jego grobem, zastanawiam się nad fizycznością śmierci. Myślę, co zostało po ciele, do którego tak bardzo lubiłam się przytulać. Chyba wolę nie znać odpowiedzi - opowiada Anna.

W przypadku respondentów z młodszej grupy wiekowej myśli o śmierci są przeważnie sporadyczne. Nasuwają się przy okazji pogrzebów i w Dzień Zaduszny. Na co dzień problem ten dotyczy osób starszych, nieuleczalnie chorych, bardzo samotnych, borykających się z poważnymi problemami i (w skrajnym przypadku) cierpiących na tanatofobię, czyli lęk przed śmiercią.

Chorobliwy lęk przed śmiercią, zwłaszcza przedwczesną ma 29-letnia Agnieszka. - Często budzę się i zasypiam z tą okropną myślą. Omijam szerokim łukiem wszystko, co jest według mnie szczególnie niebezpieczne: samoloty, motory, szybkie samochody, wesołe miasteczka, samotne spacery późnym wieczorem. Uważam, że życie i tak jest zbyt niebezpieczne i kruche, by narażać się na dodatkową adrenalinę. Myśli o śmierci nie opuszczają mnie podczas choroby. Panikuję, jeżeli towarzyszy jej wysoka gorączka albo nietypowe objawy - mówi.

Co po śmierci?

Kolejną kwestią budzącą niepokój jest pytanie: czy jest jakaś forma naszego istnienia po śmierci?

Polska jest w większości krajem katolickim, daleko duży odsetek Polaków, deklarujących się jako praktykujący wierzący, traktuje życie ziemskie instrumentalnie.

Jest to szansa na dokonanie jak największej ilości dobrych uczynków, które zaprocentują w wieczności. Takie osoby z ufnością przygotowują się do życia po śmierci. Chcą pozostawić po sobie ślad nie tylko materialny, ale i dobre wspomnienia u potomnych. Priorytetami osób religijnych są pracowitość i uczciwość, a kompasem życiowym - sumienie.

- Nie boję się umierania. Myślę, że podejście do spraw ostatecznych zależy od tego, czy człowiek wierzy w Boga. Boję się tylko śmierci nagłej, bez możliwości spowiedzi. Nieczyste sumienie to mój jedyny lęk - mówi 24-letnia Julia.

Strach przed śmiercią negują także zdeklarowani ateiści. Są przekonani, że nicość spowodowana utratą świadomości, która następuje po śmierci, nie jest nacechowana ani pozytywnie, ani negatywnie. Zwolennicy podobnej wizji śmierci uważają, że trzeba korzystać z każdej chwili, żyć dla przyjemności, żeby nie żałować straconego (ich zdaniem) czasu.

Są też osoby, które utrzymują, że wszystko, co robimy w życiu, by coś osiągnąć, nie ma sensu, skoro śmierć jest nieunikniona i nieodwracalna. Tacy ludzie mają bierne i apatyczne usposobienie. Dla nich śmierć jest wyczekiwanym zbawieniem, a odpowiedź na pytanie "Czy jest coś po drugiej stronie?" wydaje się być bez znaczenia.

Anna Kodlyczewska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje