Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

Ewa Kopacz kontra Beata Szydło. Mieńkowska-Norkiene: Remis, ale ze wskazaniem

- Za mało było w przekazie obu pań odniesienia się do bardzo prostego schematu: "Niech każdy z państwa pomyśli, jaki jest państwa interes. Czego chcecie jutro? Czego chcecie dla swoich dzieci? Na tej podstawie podejmijcie swoją decyzję". Spodziewałam się tego szczególnie po wypowiedzi Ewy Kopacz. Zawiodłam się - komentuje w rozmowie z Interią dr Renata Mieńkowska-Norkiene, politolog i socjolog z UW.

Zapis programu "Rozmowy o Polsce" minuta po minucie znajdziesz TUTAJ.

Reklama

- Obie kandydatki mówiły w przewidywalny sposób - ocenia ekspertka. - Pani premier pokazała trochę siebie, ale widocznie była solidnie poinstruowana przez Michała Kamińskiego i innych sztabowców, co i jak ma mówić. Beata Szydło dosyć dobrze się zaprezentowała. Miała kilka dobrych momentów, choć częściej niż Ewa Kopacz unikała odpowiedzi na pytania. Widać było, że przygotowane miała kilka uniwersalnych odpowiedzi, w których najczęściej powtarzają się słowa: "godność i szacunek". Mniej było wprawy i rzeczywistych ripost, a więcej przygotowanych wypowiedzi - komentuje dr Mieńkowska-Norkiene.

Zdaniem naszej rozmówczyni, premier Kopacz odpowiadała - jako bardziej doświadczony polityk - bardziej spontanicznie. To jednak nie zawsze wychodziło jej na dobre. - Parokrotnie przerywała, była dosyć ostra. Mogło to utwierdzić jej przeciwników w przekonaniu: "tonący brzytwy się chwyta" - wylicza ekspertka.  

Który sztab lepiej odrobił pracę domową i lepiej przygotował swoją kandydatkę?

- Byłam rozczarowana premier Kopacz. Myślałam, że będzie naprawdę błyszczeć, że będzie doskonale przygotowana. Wydaje mi się, że jednak niedostatecznie zwrócono uwagę na to, żeby nie iść w dyskurs negatywny - twierdzi dr Mieńkowska-Norkiene. - Widocznie upierał się przy tym Michał Kamiński. Być może Donald Tusk gdzieś kiedyś wspomniał, że niekoniecznie trzeba takiej negatywnej narracji unikać? - zastanawia się.

W opinii naszej rozmówczyni, wiceprezes Szydło była nieźle przygotowana, ale "nie powiedziała niczego więcej, niż gdyby przygotowanie wyglądało następująco: 'słuchaj, masz tu trzy wytyczne i odpowiadaj na pytania właśnie w taki sposób'".

Kto zwyciężył to starcie? - Powiedziałabym, że był remis ze wskazaniem na Ewę Kopacz - przyznała. 

Ekspertka zwraca również uwagę na fakt, że Platformie Obywatelskiej potrzebny jest tzw. "elektorat telewizyjny", czyli głosy ludzi, którzy oglądają telewizję, ale niekoniecznie korzystają z internetu. - Internet wygrała Beata Szydło i PiS - zaznacza. 

- Myślałam, że premier będzie bardziej wyrazista. Za mało było uderzenia do elektoratu niezdecydowanego. niedostatecznie wyraźnie przepraszała i mówiła: "odrobiliśmy lekcje i wyciągnęliśmy wnioski". Z kolei Beata Szydło w bardzo umiejętny sposób wykorzystała kwestię statystyk. Przywołała wypowiedź jednej ze swoich potencjalnych wyborczyń, że statystyk nie włoży się do garnka i nie wyżywi się nimi dzieci - komentuje dr Mieńkowska-Norkiene.

Ekspertka zwraca również uwagę, że kandydatka PiS w swoich nieco górnolotnych wypowiedziach przypominała Andrzeja Dudę z czasu kampanii prezydenckiej.

- Moim zdaniem, wiele rozstrzygnie się w momencie pójścia do wyborów - podsumowała. 

Rozmawiała Justyna Tomaszewska

Zobacz również inne komentarze ekspertów:

Drzonek: Ta kandydatka lepiej wytrzymywała napięcie

Biskup: Jedno mnie zaskoczyło

Maliszewski: Szydło zdała test na lidera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy