Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

Kryzys uchodźców stał się częścią przedwyborczej gry. "Ewa Kopacz lawiruje"

Kryzys związany z napływem uchodźców do Europy od dłuższego czasu rozgrzewa opinię publiczną. Stanowisko partii ws. przyjmowania ich przez Polskę może poważnie wpłynąć na decyzje wyborcze w październiku. Radosław Markowski, Sergiusz Trzeciak i Norbert Maliszewski tłumaczą, jak partie próbują „ugrać dla siebie jak najwięcej” na tym migracyjnym chaosie.

- Badania z lipca 2015 wskazywały, że tylko 9 proc. Polaków uznawało problem imigracji za istotny. Był to odsetek znacznie niższy, niż w przypadku innych europejskich krajów. Przywołuję je dlatego, żebyśmy przypomnieli sobie, jak nagle temat, który praktycznie nie istniał w świadomości polskiej opinii publicznej, stał się tak ważny i zdominował przekazy medialne. Dlatego w naturalny sposób politycy kwestię uchodźców wykorzystują i będą wykorzystywać, bo jest aktualna, ważna i do tego prosta do przedstawienia - wskazuje już na wstępie rozmowy z Interią dr Sergiusz Trzeciak, autor książki "Drzewo kampanii wyborczej. Czyli jak wygrać wybory".

Reklama

Informacje migrantów napływały stopniowo i coraz bardziej zagęszczały atmosferę. Najpierw Polacy dowiedzieli się, że kraj przyjmie 2 tys. uchodźców. Potem, w obliczu poszerzającego się kryzysu premier wskazał, że może to być liczba większa. Konkretów nie poznaliśmy. W celu wypracowania wspólnego stanowiska, Ewa Kopacz zaprosiła, poprzez media, na rozmowy liderów polskich partii.  Jarosław Kaczyński i Leszek Miller stwierdzili, że z premier rozmawiać nie będą, bo dyskusja na temat uchodźców powinna obywać się w Sejmie, a nie "po kątach".

I tak się zaczęło. Obecnie partia rządząca zarzuca opozycji, że nie chcą rozmawiać i wypracować wspólnego stanowiska w kwestii przyjmowania uchodźców. Opozycja z kolei oskarża Kopacz o brak klarownych danych na temat planów rządu ws. przyjmowania określonej liczby migrantów i uleganie naciskom Unii Europejskiej.  

- Sprawa uchodźców jest ważna, jest również elementem kampanijnej gry i z pewnością wpłynie na preferencje wyborców - wskazuje w rozmowie z Interią dr hab. Norbert Maliszewski z UW.

- Partie polityczne zawsze walczą, o to aby się różnić. Tylko wówczas, kiedy się różnią, są alternatywą dla wyborców o różnych poglądach - zauważa z kolei Trzeciak.

"Kopacz nieudolnie naśladuje Tuska"

Każda z partii próbuje wpasować się w nastroje i "ugrać" jak najwięcej - jeśli chodzi o jesienny wynik wyborczy.

- Kampania objazdowa po Polsce Ewy Kopacz okazała się fiaskiem. Od poniedziałku plan PO wyraźnie się zmienił. Partia wraca do pomysłu z czasu kryzysu ukraińskiego, kiedy Donald Tusk reakcją na ten kryzys wygrał wybory do Europarlamentu. Kopacz próbuje powtarzać ten sam schemat, ale robi to nieudolnie - wskazuje Norbert Maliszewski.  - Zazwyczaj w sytuacji kryzysu notowania partii rządzącej rosną, bo jej członkowie są częściej w mediach, mają szansę reagować, a polityk będący na jej czele ma okazję stać się mężem stanu.

Zdaniem Maliszewskiego, Kopacz chciała za takiego męża stanu uchodzić, dlatego zaprosiła na ponadpartyjne spotkanie.

W opinii prof. Radosława Markowskiego, było to rozsądne posunięcie. - Chciałbym, aby rząd polski miał w tej sprawie pryncypialne stanowisko, osiągnięte po konsultacjach z innymi ugrupowaniami, że przyjmujemy jasno określoną liczbę uchodźców z wyraźnym rozróżnieniem na emigrantów ekonomicznych i uchodźców -  przyznaje.

"Kaczyński nigdy nie przychodzi"

Ze spotkania nie dość, że nie wynikło nic konkretnego, to jeszcze zabrakło na nim Kaczyńskiego i Milliera.

- Problem z Kaczyńskim jest taki, że on systematycznie odmawia - komentuje dla Interii nieobecność prezesa Markowski i przypomina nieobecność prezesa PiS na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. - Dziwi mnie za to decyzja Leszka Millera - dodaje.

- Ktokolwiek będzie rządził po 25 października, coraz bardziej  będzie mieć  też do czynienia z problemem uchodźców. Takie kwestie należy załatwiać ponadpartyjnie i na drodze konsensusu. Strzelanie fochów, że spotkanie zwołano zbyt szybko, jest niepoważne - wskazuje ekspert.  - Oczywiście, byłoby lepiej, gdyby premier Kopacz zwołał spotkanie wcześniej, ale być może nastąpiła potrzeba zwołania nagłej narady, która wynikała z kalendarza Unii Europejskiej, a my o niej nie wiemy - zaznacza.

"Badania opinii można zmanipulować"

Z planów KE wynika, że Polska miałaby przyjąć w sumie 12 tys. uchodźców, więcej przyjmą Francja Hiszpania i Niemcy, innym krajom przyznano kwoty zdecydowanie niższe. W Polskiej opinii publiczne przeważa głos sprzeciwu, wobec narzuconej przez KE kwoty uchodźców.

- Przeglądając badania opinii publicznej widać, że jest to temat trudny do zdefiniowania. W zależności jak zostanie zadane pytanie, odpowiedzi są bardzo różne. Kiedy zapytamy, czy jesteś za przyjmowaniem uchodźców - więcej badanych odpowie przecząco, ale kiedy zapytamy - czy jesteś za pomocą - otrzymamy więcej odpowiedzi twierdzących, bo przecież możemy pomagać wysyłając konkretne rzeczy czy pieniądze. Te badania są bardzo zróżnicowane i zmanipulowane w zależności od tego jak postawimy pytanie. Przeglądając  internet widzimy, że Polacy coraz bardziej zaczynają się obawiać uchodźców, a na  tym skorzystać mogą środowiska, które zajmą najbardziej radykalne stanowisko w tej sprawie. Jest to temat politycznie nośny - podkreśla Trzeciak.  

I korzystają głównie środowiska związane z Ruchem Narodowym i partia KORWiN.

Kopacz lawiruje, by nie stracić wyborców

Do tego powstał informacyjne chaos. Premier Kopacz nie potwierdza, czy Polska ma zamiar wypełnić wskazania Komisji Europejskiej. - Polski nie stać dzisiaj na przyjmowanie imigrantów ekonomicznych, ale chcemy przyjmować uchodźców, tych którzy nie mogą w swoim kraju czuć się bezpiecznie - mówiła w czwartek premier Ewa Kopacz. Wskazywał, że kwestia uchodźców to nie tylko problem rządu ale test na przyzwoitość.

- Premier stara się unikać konkretów w tym temacie, który stał się gorącym kartoflem - wskazuje Trzeciak.

- W polityce Ewy Kopacz widać chaos - z jednej strony chce być mężem stanu, a z drugiej nie zajmuje klarownego stanowiska ws. uchodźców. Jej zachowanie może zostać odebrane jako lawirowanie, aby poprzez wyrazistą postawę nie zniechęcić do siebie zbytnio opinii publicznej i nie stracić wyborców - mówi z kolei Maliszewski.

W jego opinii PiS ma łatwiejszą rolę, ale musi uważać, by nie popełnić błędu i nie zradykalizować zbytnio swojego stanowiska ws. przyjmowania uchodźców. - Z jednej strony może "ogrywać" lęki związane z przybyciem uchodźców, ale z drugiej nie może mówić językiem partii nacjonalistycznej, bo straci wyborców bardziej centrowych.

Z kolei Zjednoczona Lewica wie, że gra o tych samych wyborców co PO, więc korzysta z błędów Ewy Kopacz w tej sprawie. Problemy Platformy to zyski zjednoczonej lewicy - wskazuje Maliszewski.

Kryzys stał się elementem politycznej gry

- Partie zawsze walczą, o to aby się różnić. Tylko wówczas, kiedy się różnią są alternatywą dla wyborców o różnych poglądach - wskazuje Trzeciak.

- Z kryzysu uchodźców uczyniono elementem gry wyborczej, i nie ma co do tego wątpliwości - mówi Maliszewski.

- Nasze partie polityczne nie potrafią zbudować minimum  konsensusu w przypadku poważnego kryzysu na niwie polityki zagranicznej, co w krajach dojrzałej demokracji jest rzeczą dość typową. Można się spierać w czasie kampanii, ale jeśli chodzi o tak ważne sprawy należałoby wypracowywać razem najlepsze rozwiązania - podsumowuje Maliszewski.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: uchodźcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje