Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

Kukiz dla "Rz": Poprę rząd PiS, ale Kaczyński musi się zgodzić na zmianę konstytucji

Po wyborach zbuduję struktury - deklaruje w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Paweł Kukiz. Zaznacza też, że jeżeli Jarosław Kaczyński wyrazi zgodę na zmianę konstytucji, to będzie głosował za rządem mniejszościowym Prawa i Sprawiedliwości.

Paweł Kukiz w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" wyjaśnia, że zaapelował o debatę warszawskich jedynek po to, żeby "skończyć z robieniem z państwa kabaretu".  Powtórzył też, że powinni do niej stanąć Ewa Kopacz i Jarosław Kaczyński i oboje powinni mówić o "zmianach ustrojowych, a nie absurdalnych obiecankach".

Reklama

Kukiz wyraził też swoje rozczarowanie Prawem i Sprawiedliwości i Beatą Szydło. Według niego ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przestało mówić o zmianach ustrojowych, a zamiast tego powtarza, że "będzie bronić uciemiężonych przez wymiar sprawiedliwości".

Wyjaśnił też, dlaczego nie jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości. "Dlaczego ja mam okłamywać ludzi, że dam im 500 zł na dziecko? Ja na każdym posiedzeniu Sejmu będę ich pytał, gdzie są te pieniądze" - podkreślił w wywiadzie dla dziennika.

Antysystemowiec jeszcze raz zaznaczył, że nie wejdzie w koalicję stałą, a jedynie "celowe, które będą miały na celu wprowadzenie konkretnych zmian systemowych". "Nie ma to dla mnie znaczenie, czy poprzemy projekt pani Szydło, czy pana Leszka Millera" - dodał.

Powtórzył też, że zagłosuje za rządem mniejszościowym PiS, jeśli Jarosław Kaczyński zgodzi się na zmianę konstytucji. Jednocześnie wykluczył sojusz z Ryszardem Petru, bo w jego opinii "największym zagrożeniem dla Polski jest neokolonializm, a pan Petru będzie reprezentował interesy korporacji i banków".

Według Pawła Kukiza, Platforma po wyborach się rozpadnie, a "ratunkiem dla niej jest Nowoczesna Ryszarda Petru".  Pytany o cel, który chce osiągnąć wskazał, że jest nim nowa konstytucja, a pierwszy krok do niego, to wprowadzenie takiej liczby posłów, by żadna strona nie mogła samodzielnie rządzić. Zaznaczył, że jeżeli to się nie uda, "całą strategię trafi szlag".

Z kolei jeśli wszystko się powiedzie, to już być może nawet za dwa lata Polska po tej czteroletniej kadencji będzie miała nową konstytucję, parlament powinien zostać rozwiązany, a wybory powinny się odbyć w nowej ordynacji. "Nie mówię o  JOW-owej, ale kompromisowo o większościowej" - podkreślił w rozmowie z "Rzeczpospolitą". 


Więcej w "Rzeczpospolitej"




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy