Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

Niemieckie media komentują kampanię wyborczą w Polsce. "Nastąpiła zmiana konia"

Największe niemieckie gazety zajmują się we wtorek podejściem Polski do problemu uchodźców. "Frankfurter Allgemeine Zeitung" podkreśla, że ten problem stał się głównym tematem kampanii wyborczej. "Sueddeutsche Zeitung" zarzuca Polsce narodowy egoizm.

Przez długi czas narodowo-konserwatywna opozycja eksponowała w kampanii wyborczej kwestie socjalne i objawy zmęczenia u rządzącej Platformy Obywatelskiej - pisze "FAZ". Jednak na finiszu nastąpiła "zmiana konia" i obecnie w kampanii dominuje europejski kryzys migracyjny - podkreśla autor materiału Konrad Schuller.

Schuller zwraca uwagę, że dyskusja o uchodźcach w Polsce wykazuje osobliwość, która przypomina sytuację na wschodzie Niemiec. "Odbywa się w kraju, w którym przez długi czas nie było problemu imigracji, co powoduje, że ta dyskusja jest nadzwyczaj ostra" - zauważa.

Reklama

Kierowana przez byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego opozycja ostrzega przed "zmierzchem Zachodu" - czytamy w "FAZ". W parlamencie Kaczyński naszkicował w zeszłym tygodniu "apokaliptyczny obraz zislamizowanej Polski", twierdząc, że rząd otwiera drzwi przed ludźmi, którzy tylko czekają, by zrobić "z kościołów toalety", co rzekomo ma już miejsce we Włoszech.

Schuller przypomina też wypowiedź Kaczyńskiego o strefach w Szwecji, gdzie obowiązuje szariat, oraz jego zarzut, że "mechanizm" przyciągający imigrantów stworzyli Niemcy, co sprawia, że jest to ich problem.

"FAZ" uznał ripostę premier Ewy Kopacz za zaskakującą. Zdaniem Schullera Kopacz, która z obawy przed dalszą utratą popularności przez długi czas wypowiadała się o uchodźcach niejasno, uzmysłowiła sobie prawdopodobnie teraz, że ataki Kaczyńskiego są "tym, czego od miesięcy szukała: tematem, który może niedomagającej PO przywrócić tych wszystkich wyborców, który odmówili jej posłuszeństwa po latach bezsilnego przywództwa".

Dawny, lecz ostatnio nieco zamazany podział na Polskę europejsko-liberalną i narodowo-konserwatywną, może znów stać się siłą mobilizującą - przewiduje Schuller.

Polska opinia publiczna stała się obecnie jego zdaniem bardzo spolaryzowana. "Tradycyjna polska wojna domowa na słowa, odwieczna wrogość między liberalną a narodowo-konserwatywną opinią publiczną, która ostatnio straciła sporo ze swojej emocjonalnej żarliwości, powróciła" - czytamy w "FAZ".

Schuller zwraca uwagę, że prawicowo-narodowa prasa w Polsce mówi od dawna o "dyktacie Niemiec", które rzekomo chcą narzucić innym swój "multikulturowy model społeczny".

"FAZ" zaznacza, że Polska proeuropejska też się zmobilizowała. Redakcja wskazuje na apel środkowoeuropejskich intelektualistów, który podpisali m.in. Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski, oraz na rolę "Gazety Wyborczej".

Pięć tygodni przed wyborami stało się jasne, że dramat uchodźców zdominuje ostatni okres kampanii wyborczej - pisze Schuller. Niemiecki dziennikarz podkreśla, że w sondażach utrzymuje się przewaga PiS, i że PO musiałaby odrobić duże straty, aby zwyciężyć. Być może Kopacz "dobrała odpowiednie słowa, aby zmobilizować zmęczonych wyborców" - zastanawia się korespondent "FAZ", przypominając, że tylko 26 proc. Polaków kategorycznie odrzuca przyjęcie uchodźców, a 53 proc. akceptuje ich przyjęcie.

"Sueddeutsche Zeitung" zarzuca Polsce narodowy egoizm. Rząd jest przeciwny przyjmowaniu uchodźców, jednak Polska jest mocno uzależniona od funduszy strukturalnych, co powoduje, że Warszawa znalazła się pod presją - pisze gazeta.

Autor materiału Florian Hassel wylicza dokładnie, ile pieniędzy Polska dostanie z unijnej kasy. W latach 2014-2020 Warszawa przekaże do Brukseli 30 mld euro, a otrzyma prawie 106 mld - czytamy w "SZ".

Rozdźwięk między "błogosławieństwem unijnych miliardów a niewielką solidarnością w kryzysie migracyjnym" sprawił, że szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere i wicekanclerz Sigmar Gabriel zagrozili krajom odmawiającym przyjęcia uchodźców ograniczeniem funduszy - pisze Hassel.

Możliwość cięcia funduszy jest zdaniem "SZ" nadal aktualna. "To logiczne, że nie zapomnimy o tym, iż (niektóre kraje) pozostawiły będących w potrzebie przyjaciół samym sobie i że następnym razem ograniczymy naszą pomoc" - powiedział gazecie europejski dyplomata.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne