Reklama

Reklama

Wybory parlamentarne 2015

Walenciak: Nie katujcie nas więcej swoją nieporadnością

​To była najgorsza debata jaką przyszło mi oglądać w III RP. To była żenada. Ani Ewa Kopacz ani Beata Szydło nie zdały w niej egzaminu. No, chyba że za egzamin uznamy wygłaszanie banalnych formułek i unikanie odpowiedzi na pytania. Jak ktoś nie usnął, albo nie uciekł od telewizora - gratuluję.

I, szczerze mówiąc, uważam za rzecz nieprzyzwoitą, zajmowanie czasu Polaków dyskusją pań, które niewiele miały do powiedzenia.

Reklama

Pamiętam debaty wcześniejsze - Kwaśniewskiego i Wałęsy, Tuska i Kaczyńskiego (Lecha a potem Jarosława), czy nawet debaty niedawne Komorowskiego z Dudą. Tam coś się działo, tam była jakaś dyskusja, jakiś poziom. A tu? Kogo dali nam do oglądania? Żal mam tym większy, że z rękawa mogę wymienić kilkanaście nazwisk polityków, od lewicy do prawicy, którzy rozmawialiby kompetentnie i zajmująco.

Pisałem już o tym rano - ten pojedynek łamie kodeks wyborczy i rozporządzenie KRRiTV dotyczące pokazywania debat, jest ukłonem w kierunku największych partii, żeby im napędzać głosów, żeby marginalizować partie dziś mniejsze. O to chodziło w tej ustawce.

I wszystko szło dobrze - było wielkie halo, bo od kilku dni media napędzały publikę, przez telewizje i radia przewinęło się dziesiątki fachowców, którzy mówili cóż to takiego będzie, i fiuuuu.... aktorki okazały się z trzeciej ligi.

Kartek, na których notowałem co celniejsze wypowiedzi i riposty zbyt wiele nie zapełniłem.

Bo nad czym tu się pochylać - że Szydło do Kopacz mówiła: "pani przewodnicząca", zamiast "pani premier"?

Albo że Kopacz myliła gazociągi z autostradami?

Albo że obie kręciły w sprawie minimalnej płacy godzinowej?

Albo, że w sprawach polityki zagranicznej były gorzej przygotowane, niż zadający pytania dziennikarze (też w tych sprawach nie orły)? Więc już się niczego nie nauczą...

A przypomnijcie sobie państwo, co obie panie odpowiadały, gdy pytano je jakich błędów swoich partii będą chciały unikać w przyszłości? Nic nie odpowiadały, mówiły o błędach strony przeciwnej. 

W końcu, po godzinie męczarni doszliśmy do tzw. swobodnych wypowiedzi, w której obie ujawniły po co tak naprawdę do studia przyszły. 

Więc Beata Szydło mówiła o potrzebie zmiany, po ośmiu latach afer, o wysłaniu platformerskiej drużyny na ławkę rezerwowych. I że ma kilka gotowych ustaw, które ludziom zrobią lepiej.

Ewa Kopacz z kolei wołała - nie marnujcie głosu, bo my jesteśmy jedyną partią, która może zatrzymać PiS.

Tyle zostało z Platformy Obywatelskiej na zakończenie debaty. Że zamiast z PiS-em walczyła ze Zjednoczoną Lewicą i Nowoczesną.

Drogie panie, gdzieś w programie mignęła informacja, że szykujecie się do kolejnej debaty, że dalej chcecie walczyć. Proszę was, już tego nie róbcie! Nie katujcie nas więcej swoją nieporadnością!  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne