Reklama

Reklama

25 października 2015 rok: Po ośmiu latach Platforma traci władzę

Wróćmy na chwilę pamięcią do 2015 roku. 25 października wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Co więcej, partia Jarosława Kaczyńskiego pierwszy raz od 26 lat zdobyła większość umożliwiającą sformowanie samodzielnego rządu. Platforma Obywatelska, po ośmiu latach władzy i przegranej Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, poniosła klęskę. Październik, cztery lata później - wszystko wskazuje na to, że PiS znowu sięgnie po najważniejsze "trofeum". Ale czy będzie to zwycięstwo absolutne?

Wkrótce po zamknięciu lokali wyborczych 25 października 2015 roku wszystko było jasne. Euforia w sztabie PiS i gromkie "Jarosław, Jarosław". W kręgach PO wielkie rozczarowanie, nerwowe pochrząkiwania i smutne spojrzenia. Na telebimach, ekranach telewizyjnych i monitorach komputerów pojawiły się pierwsze wyniki - PiS 39,1 proc., PO 23,4 proc., Kukiz’15 9 proc., Nowoczesna 7,1 proc., Zjednoczona Lewica 6,6 proc., PSL 5,2 proc., KORWiN 4,9 proc., Razem 3,9 proc.

Reklama

27 października Państwowa Komisja Wyborcza podała ostateczne wyniki wyborów: PiS 37,58 proc., PO 24,09 proc., Kukiz’15 8,81 proc., Nowoczesna 7,6 proc., PSL 5,13 proc. Zjednoczona Lewica z wynikiem 7,55 proc., KORWiN z poparciem 4,76 proc. i Razem z 3,62 proc. nie przekroczyły progu wyborczego. 

PiS zdobyło samodzielną większość.

Frekwencja w tych wyborach wyniosła 50,92 proc.

Zwycięstwo, ale nie miażdżące

- Ten wynik nie był oszałamiający. Na tle zwycięstw np. PO z 2007 roku czy SLD z roku 2001, kiedy obie te partie przekraczały magiczną granicę 40 proc. (w 2001 r. w przypadku SLD było to dokładnie 41,04 proc., natomiast w przypadku PO w wyborach do Sejmu w 2007 r. 41,51 proc. - przyp. red.), nie jawiło się ono jako ogromne - komentuje rezultat PiS w poprzednich wyborach parlamentarnych prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. - Kilkanaście procent głosów przepadło głównie lewicy, ale też Korwinowi i innym mniejszym ugrupowaniom, co dało PiS ten niezwykły bonus, którego do tej pory nikt nie dostąpił w dziejach demokracji w Polsce, czyli samodzielną większość - podkreśla jednak.

Ale historia minionego czterolecia mogła wyglądać inaczej. Z analizy prof. Dudka wynika, że gdyby SLD "wręcz poszedł samodzielnie do wyborów", przekroczyłby prawdopodobnie próg 5-proc., a PiS nie miałby wtedy samodzielnej większości.

- Tak naprawdę prezes Kaczyński zawdzięcza zwycięstwo posunięciom Palikota i Millera, którzy walczyli ze sobą przez cztery lata, a nagle postanowili się ze sobą pogodzić. Wyborcy tego po prostu nie kupili, a przynajmniej nie kupili na tyle, żeby 8 proc. z nich pojawiło się przy urnach - tu nie ma wątpliwości.

Na dwa dni przed wyborami sytuacja jest bardzo podobna.

- Jeśli Konfederacja i PSL (plus Kukiz’15 - przyp. red.) nie przekroczą progu, to prawdopodobnie PiS będzie miał więcej posłów niż ma w obecnej kadencji. Ale jeśli obie te partie przekroczą próg, a tego też nie możemy dzisiaj wykluczyć - choć w przypadku PSL-Koalicja Polska jest to bardziej prawdopodobne - PiS może uzyskać nawet 40 proc. i nie mieć samodzielnej większości. To będzie wielka sensacja, co nie oznacza, że PiS nie będzie rządził, bo jeśli będzie mu brakowało 10 posłów, to myślę, że prezes Kaczyński zbuduje taką koalicję - wyjaśnia nam prof. Dudek.

Wielkie słowa i szumne obietnice

Budowa mieszkań dla młodych, 500 plus na drugie i kolejne dziecko, obniżenie VAT do 22 proc., podniesienie kwoty wolnej od podatku do ośmiu tys. zł, podwyższenie godzinowej stawki minimalnej dla pracowników do 12 złotych za godzinę, obniżenie wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), likwidacja NFZ, darmowe leki dla seniorów, którzy ukończyli 75 lat i mają niskie dochody, likwidacja gimnazjów i powrót do ośmioletniej podstawówki oraz czteroletniego liceum - to tylko niektóre obietnice PiS w kampanii wyborczej w 2015 roku.

Na drugiej szali druga największa partia - Platforma Obywatelska - złożyła wówczas m.in. wzrost płac do 12 złotych brutto za godzinę, likwidację składek ZUS, jednolitą stawkę podatku PIT, bon refundacyjny na leki, podniesienie poziomu zasiłków rodzinnych, wprowadzenie jednolitego kontraktu (pomysł na rozwiązanie problemu tzw. umów śmieciowych) czy rezygnację z egzaminów szóstoklasisty.

Czy wygraną zapewniła PiS obietnica 500 plus? - To było absolutne novum i nie wszyscy do końca wierzyli, że to rzeczywiście się zmaterializuje. Ta obietnica była jednym z elementów sukcesu. Nie był to jednak decydujący czynnik - mówi w rozmowie z Interią prof. Antoni Dudek.

Więc gdzie tak naprawdę upatrywać przyczyn wygranej partii Jarosława Kaczyńskiego?

Duda a nie Komorowski. Co to ma do wyborów parlamentarnych?

Zdaniem prof. Dudka niemały wpływ na zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych w 2015 roku miały wybory prezydenckie, które odbyły się zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Przypomnijmy - 24 maja w drugiej turze Andrzej Duda pokonał ubiegającego się o reelekcję prezydenta Bronisława Komorowskiego. Stosunek głosów przedstawiał się następująco - 51,55 proc. do 48,45 proc. Różnica niewielka, ale zaskoczenie już tak.

- Zwycięstwo Andrzeja Dudy było znacznie większym zaskoczeniem niż późniejsze zwycięstwo PiS. Pamiętam różne analizy, prognozy i sondaże z początku 2015 roku. Uważałem wtedy, że PiS jest na dobrej drodze, by mieć więcej posłów niż PO w kolejnej kadencji, natomiast, jak niemal wszyscy, sądziłem wtedy, że to jednak Bronisław Komorowski będzie dalej prezydentem. To było wydarzenie, które bardzo znacząco wzmocniło PiS - tłumaczy prof. Dudek. - To przekonanie, że Polacy są już zmęczeni ośmioma latami rządów PO, że są rozczarowani efektami tego ośmiolecia, zostało spotęgowane właśnie przez zwycięstwo Dudy i w efekcie dało taki wynik PiS - dodaje.

Brak Donalda Tuska - opozycja w głębokiej defensywie

Nie tylko porażka Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich i zmęczenie rządami PO miały wpływ na wynik wyborów parlamentarnych w 2015 roku. Niemałe znaczenie miał również, według prof. Dudka, brak w krajowej polityce Donalda Tuska, od 2014 roku przewodniczącego Rady Europejskiej.

- Obóz PO pogrążył się w walce wewnętrznej, zabrakło tego wyrazistego lidera - mówi.

- Puśćmy wodze wyobraźni na moment i wyobraźmy sobie, że prezes PiS w maju tego roku zdecydował się kandydować do europarlamentu i teraz zostaje jego przewodniczącym jak niegdyś Jerzy Buzek. To jest kompletnie absurdalne, ale co dzieje się z PiS, kiedy Kaczyński wyjeżdża do Brukseli? Dzisiaj ta partia byłaby rozdzielana wewnętrznymi walkami, straciłaby połowę swojego potencjału. I wówczas podobna rzecz spotkała Platformę Obywatelską - twierdzi prof. Dudek. - Wprawdzie pozycja Kaczyńskiego jest o wiele silniejsza w PiS niż kiedykolwiek Tuska w PO, jednak jego odejście było gigantycznym ciosem. Partia podzieliła się na zwolenników pani Kopacz, namaszczonej przez Tuska, a z drugiej strony był Schetyna, który nie chciał się z tym absolutnie pogodzić i ostatecznie odzyskał kontrolę nad PO - wyjaśnia.

Jak będzie w tym roku?

Sondaże poparcia przed tegorocznymi wyborami dają zdecydowane zwycięstwo PiS. Druga KO, jeszcze w szoku po przegranej w wyborach do Parlamentu Europejskiego, traci czasem 20 punktów procentowych, czasem mniej. Wszystko wskazuje na to, że ten "wyścig" 13 października zakończy się kolejną wygraną Kaczyńskiego. Czy będzie to zwycięstwo absolutne? Czy PiS zdobędzie większość konstytucyjną?

- Teoretycznie jest to możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. Musiałby nastąpić niezwykle korzystny dla PiS zbieg okoliczności. Po pierwsze Konfederacja i PSL musiałyby dostać mniej więcej 4,9 proc. głosów - czyli minimalnie, ale jednak znaleźć się pod progiem. Do tego większość tych niezdecydowanych wyborców, a dzisiaj jest ich 10 proc., musiałaby zagłosować na PiS, czyli wynik musiałby skoczyć z 42 proc. na okolice 50, 51 proc. realnie oddanych głosów - słyszymy od prof. Dudka.

Ekspert z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zwraca na koniec także uwagę na "szalenie ważną" większość trzech piątych.

- Między tak zwaną bezwzględną większością a większością dwóch trzecich jest większość trzech piątych. Ona daje możliwość swobodnego odrzucania weta prezydenta. Gdyby PiS miał większość trzech piątych, to konstytucji dalej samodzielnie zmienić by nie mógł, ale mógłby już tak bardzo nie przejmować się tym, czy w wyborach prezydenckich zwycięży Duda - stwierdza.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje