Reklama

Reklama

"Efekt Kidawy" nie działa? Kolejny sondaż i kolejna wielka porażka

Na niespełna trzy tygodnie przed wyborami Prawo i Sprawiedliwość i Koalicję Obywatelską dzieli przepaść. Z opublikowanego we wtorek sondażu IBRiS dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że przepaść ta liczona jest już w ponad 20 punktach procentowych, przy czym notowania PiS wciąż rosną, a KO zdają się lecieć na łeb na szyję. Zapobiec temu miała kandydatura Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na premiera. - Ona nie pociągnęła za sobą tłumu - mówi w rozmowie z Interią dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem KO ma jednak jeszcze szansę na lepszy wynik.

Wyniki wtorkowego badania IBRiS dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" przedstawiają się następująco: PiS  - 44,5 proc. głosów (wzrost o 3,2 pp), Koalicja Obywatelska - 23,9 proc. (spadek o 1,1 pp), Lewica - 14, 1 proc. (wzrost o 0,8 pp), PSL-Koalicja Polska - 6 proc. (wzrost o 0,2 pp), Konfederacja - 4,4 proc. (spadek o 0,9 pp). Nie brakuje niezdecydowanych wyborców - 7,1 proc. respondentów wciąż nie wie, na kogo odda swój głos. PiS i KO dzieli więc dokładnie 20,6 punktów procentowych. 

Kidawa-Błońska zbiera dobre noty, ale...

Reklama

"Kandydatką Koalicji Obywatelskiej na przyszłego premiera będzie Małgorzata Kidawa-Błońska" - ogłosił 3 września Grzegorz Schetyna. 

"Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku. I w jednym, i drugim przypadku potrafi z rozmówcą nawiązać tak samo ciepłą i serdeczną relację" - chwalił obecną wicemarszałek Sejmu lider PO. 

Jak ten ruch ocenili wyborcy? 

11 września, sondaż Pollster dla "Super Expressu". Zdaniem 43 proc. badanych, w przypadku wyborów wygranych przez opozycję, funkcję szefa rządu powinna sprawować Kidawa-Błońska. Za Schetyną opowiedziało się jedynie 6. proc. respondentów. Ale to nie wszystko. Aż 44 proc. ankietowanych wskazało, że Kidawa-Błońska powinna stać również na czele PO (przeciwnego zdania było jedynie 4 proc.). 

19 września, sondaż Kantar dla "Gazety Wyborczej". Polaków zapytano o to, kto z zaproponowanej listy byłby najlepszym premierem. Pierwsze miejsce zajął obecny premier Mateusz Morawiecki (wskazało go 33 proc. badanych). Drugie miejsce zajęła Kidawa-Błońska (poparcie 23 proc. respondentów). Grzegorza Schetynę wskazało 2 proc. uczestników sondażu. Z kolei na pytanie o to, kto byłby najgorszym premierem, 24 proc. ankietowanych odpowiedziało, że Jarosław Kaczyński. Lider PO w tym rankingu znalazł się tuż za nim, z wynikiem 22 proc.   

KO pokłada więc w Kidawie-Błońskiej ogromne nadzieje. Roszada dokonana przez Schetynę nie przekłada się jednak na efekt sondażowy całego ugrupowania przed wyborami parlamentarnymi. Dlaczego? 

"Euforii nie ma, nie pociągnęła za sobą tłumu"

- Rzeczywiście nie ma czegoś takiego jak znaczący wzrost poparcia dla Koalicji Obywatelskiej, nie ma euforii. Natomiast zadałbym sobie też pytanie, czy gdyby nie było zmiany kandydata KO na premiera, to nie byłoby spadku -  komentuje w rozmowie z Interią wyniki sondaży dr Olgierd Annusewicz, politolog i ekspert ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego. 

- Kiedy zdecydowano się na ten ruch, mówiłem, że niesie on ze sobą pewne ryzyko - dodaje. 

Zdaniem eksperta największą siłą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jest spokój, z kolei kampania wyborcza wymaga od kandydatów wiele energii, ogromnego zaangażowania. - Wydaje mi się, że gdzieś tam ciąży dotychczasowy wizerunek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako osoby niezbyt dynamicznej. To w konsekwencji powoduje, że nie mamy wrażenia, że to jest rzeczywiście taka zmiana, która by nagle pociągnęła za sobą tłum. Ona tego tłumu nie pociągnęła - wyjaśnia dr Annusewicz. 

Jeszcze nic straconego?

Zdaniem eksperta z Uniwersytetu Warszawskiego przed KO jest jeszcze perspektywa poprawy notowań. Tyle że Kidawa-Błońska "powinna zacząć wyskakiwać z lodówek". Jako przykład dr Annusewicz podaje działania Bartosza Arłukowicza z czasów kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. 

- Ta kampania się sprawdziła, jest przedstawiana jako wzór. Każda jego minuta była pokazywana w mediach społecznościowych, codziennie coś się działo. Nie mówię, że nie dzieje się tak w przypadku Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ale tego nie widać. Na dobrą sprawę ona powinna mieć mocne przemówienie co drugi dzień - tłumaczy. 

Szansą dla KO na odrobienie strat jest więc pełna mobilizacja. - Rezygnują ze spania i wypoczynku przez najbliższe dni i jednocześnie szalenie intensywnie komunikują to, co robi liderka. Inaczej się tego zrobić nie da. Nie wystarczy w weekendy zrobić konwencji i jeździć od jednego pikniku do drugiego. Trzeba to robić także w tygodniu, organizować wystąpienia, ostre przemówienia - mówi dr Annusewicz. 

I kontynuuje: - Małgorzata Kidawa-Błońska powinna za cel postawić sobie przyciągnięcie nowego elektoratu do PO, tych którzy trochę mniej się interesują polityką, ale którzy widzą osobę sympatyczną, kulturalną, która ma coś mądrego do powiedzenia i która może być kontrastem dla takiej polityki "okładania się sztachetami" po głowach. 

- Jest prawda czasu i prawda ekranu. Nie chodzi tylko o to, żeby politycy byli w terenie i działali, ale chodzi też o to, żeby to było widać na ekranie. Jeśli jest tylko działalność w terenie, a brakuje mechanizmów, które będą ją pokazywać, to wciąż będzie w tej kampanii czegoś brakować - podsumowuje.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje