Reklama

Reklama

W nowym Sejmie będzie kilkanaście partii. Kluczowy jeden blok

Do Sejmu IX kadencji swoich posłów wprowadziło pięć komitetów wyborczych. I choć formalnie tylko jeden z nich startował jako koalicja, w rzeczywistości w parlamencie znajdzie się kilkanaście różnych ugrupowań. - Kluczowe znaczenie ma spoistość tych, którzy weszli z list PiS – wskazuje prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z UKSW w Warszawie.

Pięć komitetów wyborczych: PiS, Koalicja Obywatelska, SLD, PSL-Koalicja Polska i Konfederacja Wolność i Niepodległość przekroczyło 5-proc. próg wyborczy i wprowadzi do nowego Sejmu swoich przedstawicieli. Choć formalnie to cztery komitety partyjne i tylko jeden koalicyjny - Koalicja Obywatelska, w rzeczywistości w parlamencie znajdą się przedstawiciele co najmniej 16 partii.

Reklama

43,59 proc. tyle głosów zdobył komitet PiS. Tak naprawdę z list zwycięskiego ugrupowania startowali nie tylko politycy PiS, ale także dwóch małych koalicyjnych partii: Porozumienia Jarosława Gowina oraz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Satelickie partie wraz z PiS tworzą Zjednoczoną Prawicę.

Drugi wynik - 27,40 proc. należy do Koalicji Obywatelskiej. Z jej list do nowego parlamentu wejdą nie tylko liczni przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, ale także Nowoczesnej, Zielonych oraz Inicjatywy Polskiej.

Trzeci rezultat - 12,56 proc. - zanotowała lewica, która po czteroletniej nieobecności wraca do Sejmu. Faktycznie to także koalicja trzech partii: SLD oraz Wiosny Roberta Biedronia i Lewicy Razem, które startowały z list Sojuszu. 

Podobnie sytuacja kształtuje się w przypadku PSL- Koalicji Polskiej. 8,55 proc. głosów zdobyli wspólnie członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego, ale także reprezentanci Kukiz’15 oraz Unii Europejskich Demokratów.

Piąty wynik - 6,81 proc. - należy do Konfederacji Wolność i Niepodległość. Z jej list wejdą do Sejmu członkowie partii KORWiN, Ruchu Narodowego oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Kluczowa stabilność Zjednoczonej Prawicy 

- Nowy skład Sejmu wygląda bardzo wielobarwnie, ale póki Zjednoczona Prawica ma większość, nie jest to istotne dla stabilności funkcjonowania władzy wykonawczej w Polsce - uważa prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Kluczowa znaczenie ma spoistość tylko jednego bloku: Zjednoczonej Prawicy. - Jeśli tu zostanie utrzymana jedność, to zasadniczo ruchy tektoniczne w drugiej części Sejmu nie mają większego znaczenia - mówi  prof. Dudek.

Przypomnijmy, że na 235 mandatów, które przypadły Komitetowi Wyborczemu PiS, 18 należy do polityków Porozumienia Jarosława Gowina, a 17 do Solidarnej Polski, której szefuje Zbigniew Ziobro. Gdyby, którakolwiek z tych satelickich partii odmówiła współpracy z partią Jarosława Kaczyńskiego, PiS straciłby większość w Sejmie. To oczywiście arytmetyka czysto teoretyczna, bo rebelia wewnątrz Zjednoczonej Prawicy nie byłaby ani zbyt rozsądna, ani zbyt opłacalna dla maleńkich ugrupowań. 

- Jeśli doszłoby do pęknięcia na linii Kaczyński-Gowin lub Kaczyński-Ziobro, to wtedy jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji politycznej. Uważam jednak, że poczucie zagrożenia jest na tyle duże, że ta jedność będzie utrzymana, zwłaszcza w kontekście boju, który czeka PiS w Senacie. Po raz pierwszy od czterech lat obóz rządzący przypomni sobie, że można nie wygrać jakichś głosowań - mówi politolog.

"Pisowska większość może być jeszcze liczniejsza"

Mnogość partii znajdujących się po stronie opozycji, to dla ugrupowania rządzącego raczej dobra wiadomość. - Ewentualne tarcia mogą spowodować, że w ich efekcie ta pisowska większość może być jeszcze liczniejsza, jak w przypadku ruchu Kukiza w poprzedniej kadencji, którego posłowie stopniowo uciekali do Zjednoczonej Prawicy - zauważa ekspert. 

Tym bardziej, że jak wskazuje prof. Dudek, największa partia opozycyjna czyli Platforma Obywatelska jest "w głębokim kryzysie".

- Tam się teraz zacznie walka o władzę - stwierdza. 

W opinii eksperta, stabilna sytuacja mogłaby się zmienić dopiero w maju. - Wówczas odbędą się wybory prezydenckie. Jeśli Andrzej Duda przedłuży mandat, to ta stabilność będzie się utrzymywać, ale jeśli Duda nie wygra, to wówczas można sobie wyobrazić, że obóz PiS-owski ulegnie dezintegracji - zauważa. 

- Jedno jest pewne, dziś rokowania na kolejną bardzo stabilną i przewidywalną czteroletnią kadencję są znacznie słabsze, niż były do niedzieli. PiS wygrał, ale zasadniczo jest to trochę pyrrusowe zwycięstwo. Jak bardzo dowiemy się po tym, co się stanie w Senacie, i co się stanie w negocjacjach na temat tworzenia nowego rządu wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. I ostatecznie przy wyborach prezydenckich. Te trzy wydarzenia określą nam, na ile to będzie stabilny parlament. Dziś to wszystko jest pod znakiem zapytania, może nie wielkiego, ale całkiem sporych rozmiarów - podsumowuje prof. Antoni Dudek. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne