Reklama

Reklama

Bielan: Turczynowicz-Kieryłło nie podpadła prezesowi

Po wyjazdowym posiedzeniu klubu PiS w Jachrance, gromy spadły na Jolantę Turczynowicz-Kieryłło, szefową kampanii prezydenta. Jak podał RMF FM, władze partii miały być zbulwersowane jej wystąpieniem. – To bzdura, że podpadła prezesowi – mówi Interii Adam Bielan z Porozumienia, rzecznik kampanii Andrzeja Dudy.

Politycy PiS mieli stracić cierpliwość w trakcie przemówienia Turczynowicz-Kieryłło, a sama szefowa kampanii miała podpaść Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dlaczego? Bo mówiła o sobie. Z relacji RMF FM wynika, że jej wypowiedź została przerwana przez okrzyki posłów, którzy skandowali nazwisko prezydenta.

Reklama

- Turczynowicz-Kieryłło opowiadała, że spływa na nią dużo hejtu i w ogóle jest ciężko. Na sali słychać było pomruk. Pitoliła o niczym, ludzie patrzyli po sobie z zażenowaniem - przekazał nam jeden z członków klubu parlamentarnego PiS, który w poniedziałek uczestniczył w spotkaniu w Jachrance. Polityk nie chce jednak ujawniać swojego nazwiska.

Żeby zweryfikować te doniesienia zwróciliśmy się więc do Adama Bielana, który jest rzecznikiem kampanii Andrzeja Dudy. Europoseł powiedział Interii, że to sam Jarosław Kaczyński poprosił szefową kampanii prezydenta o przemowę dla posłów. Stało się to tuż przed posiedzeniem wyjazdowym klubu, kiedy zebrał się sztab wyborczy prezydenta.

- Poprosiliśmy panią mecenas, żeby wyjaśniła kwestię Milanówka (według "Gazety Wyborczej", Turczynowicz-Kieryłło w 2018 r. ugryzła mężczyznę, który miał napaść ją i jej syna. On sam tłumaczył, że zatrzymał kobietę za kolportaż ulotek podczas ciszy wyborczej - red.) - mówi nam Adam Bielan. - Po tym spotkaniu Jarosław Kaczyński poprosił ją, by przyjechała na klub (do Jachranki - red.) i przekazała to samo - dodaje.

Z relacji rzecznika sztabu wyborczego prezydenta wynika, że Turczynowicz-Kieryłło mówiła kilka minut. Miała "prostować informacje, które publikowano".

- Mówiła o sobie, bo ją o to poproszono. Chodziło o to, by posłowie zyskali wiedzę - precyzuje Bielan. - Na sali było czterysta osób. To oczywiste, że był gwar. Ludzie zaczęli wstawać, niecierpliwić się - tłumaczy.

Jakub Szczepański

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy