Reklama

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska: Wezmę udział w nowych wyborach

- Wezmę udział w wyborach zgodnych z prawem i przeprowadzonych przez PKW. Trzeba traktować siebie i Polaków poważnie. Jako jedyna konsekwentnie powtarzałam, że nie mogę namawiać nikogo do udziału w pseudowyborach. Liczę, że zostaną naprawione błędy poprzedniego bubla prawnego, który podpisał Andrzej Duda i rola PKW faktycznie zostanie przywrócona – mówi Interii Małgorzata Kidawa-Błońska. - Nie ma innego takiego kandydata, o którym od początku mówi się, że może zostać wymieniony. Nikt nie pyta o to pana Bosaka ani pana Biedronia. Wszyscy pytają o mnie. To zaskakujące pytanie, na które muszę odpowiadać niemal codziennie – dodaje.

Łukasz Szpyrka, Interia: Jak podoba się pani pomysł głosowania mieszanego? Biorąc pod uwagę fakt, że sprzeciwiała się pani wyborom 10 maja organizowanym przez ministra Sasina?

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska: - Sprzeciwiałam się wyborom organizowanym przez polityka, w dodatku w terminie, który odbierał wielu Polakom możliwość udziału w głosowaniu. Nie mam nic przeciwko dobrze przygotowanemu głosowaniu korespondencyjnemu. Ale są nienaruszalne warunki - musi zostać zapewniona gwarancja tajności i bezpieczeństwa, a nadzorować je musi Państwowa Komisja Wyborcza. Forma głosowania mieszanego to rozwiązanie, które już mieliśmy w naszym prawie. To dobra formuła. Najważniejsze jest teraz przygotowanie dobrej ustawy. Nie na kolanie. Wybory muszą być wolne, uczciwe i demokratyczne, a nie - jak PiS jeszcze niedawno planowało - być usługą pocztową nie wiadomo przez kogo nadzorowaną. To, co zaproponowano w ustawie, o którą PiS toczyło wielki bój, a teraz chce ją uchylić, nie było zgodne ani z konstytucją, ani ze zdrowym rozsądkiem.

Ustawa, która wczoraj wpłynęła do Sejmu, jest zgodna ze zdrowym rozsądkiem?

- Znam jej treść i mam kilka uwag. Ten projekt przyznaje marszałek Witek bardzo duże uprawnienia w zakresie prawa wyborczego. Marszałek może wedle uznania skracać cały proces wyborczy. Na pewno będziemy o tym dyskutować w Sejmie.

Tym razem wyścig zapowiada się na demokratyczny?

- W pierwszym przypadku w ogóle nie było wyścigu demokratycznego. Złamano wszelkie zasady, bo przecież wybory to nie tylko akt głosowania, ale cały proces łącznie z kampanią wyborczą. PiS parło do wyborów za wszelką cenę wykluczając po drodze PKW, drukując pakiety wyborcze bez podstawy prawnej, pozbawiając Polonię praw wyborczych. To łamanie prawa to jeden wielki skandal. Liczę, że ten nowy projekt przywróci wszystkie zasady demokratycznych wyborów. Zwracam uwagę, że bylibyśmy dziś w całkiem innym miejscu, gdyby premier Morawiecki postąpił odważnie i wprowadził stan klęski żywiołowej. Do tej pory tej decyzji nie podjął, mimo że faktycznie w Polsce ten stan obowiązuje.

Weźmie pani udział w nowych wyborach?

- Tak. Jasno mówiłam, że wezmę udział w wyborach zgodnych z prawem i przeprowadzonych przez PKW. Trzeba traktować siebie i Polaków poważnie. Jako jedyna konsekwentnie powtarzałam, że nie mogę namawiać nikogo do udziału w pseudowyborach. Liczę, że zostaną naprawione błędy poprzedniego bubla prawnego, który podpisał Andrzej Duda i rola PKW faktycznie zostanie przywrócona.

Art.13 nowej ustawy zakłada, że komitet zarejestrowany przed 10 maja może zgłosić w drodze zawiadomienia tego samego kandydata. Pani komitet tak zrobi?

- Trzeba zgłosić kandydata na nowo, bo rozpoczynamy nowy proces wyborczy.

Czy tym kandydatem na pewno będzie pani?

- Tak, dostałam silny mandat wygrywając prawybory w Platformie Obywatelskiej. Doprowadziłam do tego, że prezes Jarosław Kaczyński zatrzymał się i wybory 10 maja się nie odbyły. To sukces ludzi, którzy głośno o tym mówili i nie zgadzali się na chaos. Trzeba po prostu wracać do normalności i przeprowadzić nowe wybory. Tak, by nie były one sprowadzone jedynie do aktu głosowania, ale dawały kandydatom szansę na przeprowadzenie kampanii wyborczej.

Czy nie jest pani tak po ludzku żal, że ciągle mówi się o zastąpieniu pani kandydatury?

- To zaskakujące, że poświęca się temu tematowi od kilku tygodni aż tyle czasu. Ciągle dostaję o to pytania. Mówi się dużo o mojej słabości, ale nie zgadzam się z tym, by słabością nazywać upominanie się o szanowanie konstytucji i stanie na straży prawa. Ta dyskusja mnie tylko wzmacnia. Poza tym, z całym szacunkiem dla wszystkich, którzy teraz robią castingi dla kandydatów KO, to Polacy decydują, kto zostanie prezydentem. Wierzę, że Polacy dokonają dobrego wyboru, bo pamiętam czas sprzed pandemii, kiedy czułam siłę od ludzi i wiarę, że będziemy mogli wiele razem zmienić.

Taki casting, jak pani to nazwała, ogłosił wczoraj Roman Giertych.

- Tak, znam ten wpis.

I co pani na to? Podobnych wpisów jest więcej.

- Nic, naprawdę nic. Dziennikarze, publicyści i znane osoby bardzo lubią publicznie debatować o tych, których chcieliby widzieć w tej roli. Tak naprawdę, w tych wszystkich publikacjach i wpisach, nie znalazłam jednego nazwiska, które chcieliby poprzeć wszyscy. To opinie prywatnych ludzi, którzy mają do tego prawo. Patrzę na to z dużym spokojem, choć dziwi mnie, że osoby tak doświadczone politycznie wciąż bawią się w spekulacje w tak trudnym momencie dla naszego kraju. Bawią się w castingi.

Czuje pani, że faktycznie jest najlepszą kandydatką Koalicji Obywatelskiej i dostaje pani wsparcie od swojej partii?

- Mam wsparcie od kolegów i koleżanek z partii. To oni wybrali mnie w prawyborach.

Co pani na to, kiedy Grzegorz Schetyna mówi, że "nie jest ojcem pani kandydatury"?

- Pełna zgoda. Wzięłam udział w prawyborach, prowadziłam bardzo intensywną kampanię, odbyła się debata. Zdobyłam zdecydowaną większość głosów członków PO. Grzegorz Schetyna zaproponował mi w lecie, bym została twarzą kampanii parlamentarnej. Teraz powiedział prawdę - nie on sam, ale wiele koleżanek i kolegów dało mi mandat do ubiegania się o urząd prezydenta.

Schetyna dziś w radiowej "Trójce" wyraził nadzieję, że będzie pani "beneficjentem twardej postawy", czym nawiązał do pani sprzeciwu.

- Wiem, że zrobiłam słusznie. Nie można ubiegać się o urząd prezydenta godząc się już na samym początku na udział w bezprawiu. Dla mnie byłaby to rzecz niedopuszczalna. Nie mogłabym potem przysięgać na konstytucję.

Spodziewała się pani, że słupki poparcia spadną tak drastycznie?

- Większość, bo 70-80 proc. Polaków, nie chciało brać udziału w tych wyborach. To znaczy, że myślą dokładnie tak jak ja. Uważali, że wybory są bardzo ważne, ale muszą być przede wszystkim wyborami spełniającymi warunki demokratyczne.

Spodziewa się pani, że pani poparcie teraz wystrzeli, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?

- Nic nie dzieje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wierzę, że kiedy na nowo zaczniemy rozmawiać, a Polacy dostrzegą, że jest szansa na to, że te wybory odbędą się w sposób zgodny z prawem, to będą chcieli wziąć w nich udział i liczę, że mnie wesprą.

Wygląda na to, że Szymon Hołownia przejmuje pani elektorat.

- Sondaże są sondażami i w ciągu kilku tygodni wszystko może się zmienić. Trzeba myśleć pozytywnie. Wiem jedno - Polska zasługuje na normalność i prezydenta, dla którego konstytucja ma znaczenie. Na prezydenta, który nie wyklucza Polaków i nie dzieli ich na lepszy i gorszy sort.

Uważa pani, że popełniła błędy w trakcie tej kampanii?

- Każdy w kampanii popełnia błędy, ale w mojej nie widzę takich, które byłyby kluczowe. Mówiłam w kampanii, że najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków - przede wszystkim zdrowotne i ekonomiczne. Ważne jest odbudowanie zaufania. To wszystko jest teraz jeszcze bardziej potrzebne. Po wybuchu pandemii upominałam się o więcej testów, o konieczność zapewnienia obowiązkowych testów dla personelu medycznego i pensjonariuszy DPS. Za to również zebrałam hejt, ale wiem, że miałam rację.

W takim razie dlaczego słupki poparcia pani poleciały?

- Wszystko dotyczyło wydarzeń przed 10 maja. Mówiłam, że wybory nie mogą się odbyć w tym terminie, tak też uważała większość Polaków. Moi wyborcy odmówili udziału w tej farsie, którą przygotowało PiS. Teraz trzeba przyjąć nową ustawę i rozpocząć proces od nowa. Nowe otwarcie będzie szansą na większy kontakt z obywatelami.

Jak bardzo będzie pani zdziwiona, jeśli do końca tygodnia nie będzie już pani kandydatką KO na prezydenta?

- Nie ma innego takiego kandydata, o którym od początku mówi się, że może zostać wymieniony. Nikt nie pyta o to pana Bosaka ani pana Biedronia. Wszyscy pytają o mnie. To zaskakujące pytanie, na które muszę odpowiadać niemal codziennie.

Nikt nie pyta o Bosaka i Biedronia, bo ich poparcie utrzymuje się na stałym poziomie. Pani zanotowała jednak wyraźny spadek.

- Tylko ten spadek dotyczy wyborów 10 maja. 70-80 proc. Polaków nie chciało wziąć w nich udziału. Czas na nową kampanię.

Wciąż ma pani entuzjazm i ochotę do dalszej przepychanki?

- Ta fala hejtu, z którą mam do czynienia od kilku tygodni, zdecydowanie mnie wzmocniła. Zamierzam walczyć dalej. Jednocześnie patrzę z przerażeniem, do czego zdolni są ludzie, którzy potrafią niszczyć słowem, obrażać, podawać fałszywe informacje. Trudno się jednak dziwić, jeśli hejt uprawia telewizja publiczna i ma na to pełne przyzwolenie. Hejt wszedł w nasze życie i jest wykorzystywany do niszczenia ludzi. Musimy zacząć z tym walczyć, bo przecież przypadki ludzi, którzy tego nie wytrzymują, są coraz częstsze.

Napisała pani, że "Polska nie ma prezydenta".

- Bo Polska nie ma prezydenta. Czy wyobraża pan sobie taką sytuację w jakimkolwiek kraju, kiedy przy tak poważnym kryzysie prezydent nie zabiera głosu w kluczowych sprawach i zajmuje się rapowaniem? Powinien zabrać mocny głos i upomnieć się o prawa Polaków. Ani razu tego nie zrobił.

Pani nie zamierza rapować?

- Bardzo cenię wszystkich, którzy działają społecznie i współtworzą takie akcje. Politycy mają inne narzędzia, by rozwiązywać problemy, z którymi mierzą się dziś Polacy.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy