Reklama

Reklama

Tomasz Grodzki oszukał Elżbietę Witek? "Absolutnie temu zaprzeczam"

"Mam prośbę do pani marszałek Witek - jako do kobiety. Ja nie śmiem jej dyktować, jak powinna urządzać prace Sejmu, chociaż mam do trybu tych prac i ekspresowego tempa bardzo wiele zastrzeżeń. Prosiłbym, żeby ona również nie dyktowała senatorom i mnie, jak mamy sobie radzić w Senacie" - oświadczył we wtorek marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Grodzki był pytany we wtorek (26 maja) w Polsat News, czy oszukał marszałek Sejmu Elżbietę Witek w sprawie trybu senackich prac nad ustawą dotyczącą wyborów prezydenckich. "Absolutnie temu zaprzeczam" - opowiedział Grodzki, dodając, że ani nie zamierzał oszukiwać Witek, ani tego nie zrobił.

Reklama

Na uwagę, że miał obiecać marszałek Witek, iż posiedzenie Senatu odbędzie się w tym tygodniu, Grodzki odpowiedział, że Witek i cały Sejm "powinni być wdzięczni Senatowi za to, że bierze się poważnie do pracy nad fundamentalną dla Polski ustawą, która kolejny raz przemknęła przez Sejm w ciągu kilkunastu godzin". "Tak się nie pracuje. Tak się nie tworzy legislacji" - powiedział.

"Zadziwiająca nerwowość po stronie PiS"

"Nie dziwota, że w Senacie musimy tę lekcję odrabiać za Sejm, więc spodziewalibyśmy się wyrazów podziękowania, a nie zarzutów, tym bardziej, że dzisiejszego dnia nie do końca rozumiem, bo jeszcze niedawno temu wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki mówił, że dłużej procedując, Senat nie służy dobrze kandydatowi PO. Dzisiaj się okazuje, że musimy to robić dużo szybciej" - dodał Grodzki. 

Podkreślił, że nie rozumie, skąd troska o to, czy kandydat KO zdąży zebrać podpisy, skoro wcześniej PiS jej nie prezentował.

"Mam wrażenie, że propozycjami poprawek dotknęliśmy jakiejś czułej struny w mechanizmie PiS, bo nerwowość po ich stronie jest dla mnie - szczerze mówiąc - zadziwiająca" - powiedział. Podkreślił, że Senat kieruje się tym, żeby wybory prezydenckie zostały przeprowadzone w sposób demokratyczny i oddawały wolę narodu. 

Powiedział, że posiedzenie Senatu odbędzie się - tak mówił wcześniej - w najbliższy poniedziałek, wtorek i środę.

"Prośba do marszałek Witek"

"Mam prośbę do pani marszałek Witek - jako do kobiety. Ja nie śmiem jej dyktować, jak powinna urządzać prace Sejmu, chociaż mam do trybu tych prac i ekspresowego tempa bardzo wiele zastrzeżeń, prosiłbym, żeby ona również nie dyktowała senatorom i mnie, jak mamy sobie radzić w Senacie. Wypełniamy wszystkie kryteria regulaminowe i konstytucyjne w trosce o to, aby prawo, które przychodzi z Sejmu w katastrofalnym stanie, przepuszczone na kolanie, żeby to prawo było poprawione i to prawo będzie poprawione" - podkreślił marszałek Senatu.

Według Grodzkiego, "naruszeń artykułów w tym niechlujnie przygotowanym akcie, przygotowanym przed dwóch panów gdzieś w gabinecie, jest tyle, że przed Senatem jest dużo pracy". 

Polityk dodał, że dla Senatu liczy się to, aby wybrany prezydent miał pełen demokratyczny mandat, a wynik tych wyborów nie mógł być podważony ani w kraju, ani za granicą.

Podkreślił, że nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby Senat nic nie robił przez ostatnie dwa tygodnie. Jak dodał, on sam spotykał się między innymi z przewodniczącym PKW, szefem izby kontroli nadzwyczajnej SN oraz z liderem Porozumienia Jarosławem Gowinem, a w komisjach senackich trwały wielogodzinne prace.

Grodzki pełniącym obowiązki głowy państwa? "Nierealistyczny scenariusz"

Grodzki był pytany w Polsat News o termin wyborów, w tym także o termin po 6 sierpnia tego roku, czyli już po zakończeniu kadencji prezydenta Andrzeja Dudy. Wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) zgłosiła poprawkę do ustawy dotyczącej przeprowadzenia tegorocznych wyborów prezydencki zakładającą, że ustawa ta wejdzie w życie 6 sierpnia bieżącego roku. 

Marszałek Senatu zaprzeczył, że opozycja "planuje scenariusz", wedle którego, po 6 sierpnia i zakończeniu kadencji Andrzeja Dudy, to on pełniłby funkcje głowy państwa. Grodzki oświadczył, że taki wariant jest "kompletnie nierealistyczny". "Nie chodzi o daty, chodzi o zasady" - dodał.

Wymienił "dwa mechanizmy", które według niego zapewnić mogą zgodność przeprowadzonych w nowym terminie wyborów z konstytucją: wprowadzenie stanu klęski żywiołowej oraz zakończenie kadencji Andrzeja Dudy lub jego dymisja. W ten sposób przywołał opinie prof. Ewy Łętowskiej, która oceniła, że każda próba przeprowadzenia wyborów w nowym - po 10 maja - terminie będzie niezgodna z konstytucją, poza "wyczekaniem" na upływ obecnej kadencji prezydenckiej lub wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego.

W związku z opinią prof. Łętowskiej marszałek Senatu powiedział, że poprawka uwzględniająca jej ekspertyzę "powinna być poważnie wzięta pod rozwagę". "Senat jest od tego, żeby te wybory nie spowodowały, że ten, czy inny kandydat, który zostanie prezydentem RP, żeby nie można było o nim powiedzieć, że jest wybrany nielegalnie, lub (nie można było - red.) unieważnić tych wyborów. Nie możemy do tego dopuścić" - powiedział Grodzki.

PiS "zafiksowany" na terminie czerwcowym

Zapytany o termin wyborów po 6 sierpnia marszałek Senatu ocenił, że PiS "jest zafiksowany" na terminie 28 czerwca. "Tymczasem samorządowcy mówią, że to jest czas matur, szkoły będą zajęte (...). Sąd Nająwszy mówi, że potrzebuje czasu na stwierdzenie ważności wyborów. Natomiast w konstytucji jest to zapisane, co się dzieje po 6 sierpnia (po zakończeniu obecnej kadencji w sytuacji, gdy nowy prezydent nie zostałby jeszcze wybrany - red.). Obowiązki prezydenta pełni marszałek Sejmu, który ma obowiązek rozpisać wybory w ciągu 14 dni, które muszą się odbyć w ciągu 60 dni" - odpowiedział Grodzki.

Stwierdził też, że "takie sytuacje się zdarzały" i jako przykład podał sytuację po katastrofie smoleńskiej w 2010 r., w której zginął ówczesny prezydent RP Lech Kaczyński.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy