Reklama

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: Grozi nam wojna domowa

"Mam siłę, żeby być prezydentem niezależnym i godzącym Polaków, a teraz grozi nam wojna domowa" - przekonywał w środę kandydujący na prezydenta prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wyborców w Mińsku Mazowieckim.

Kosiniak-Kamysz mówił w Mińsku Mazowieckim, że kandydowanie na prezydenta jest ogromnym wyzwaniem dla niego, jego rodziny i chciałby, aby było wspólnym dla wyborców wyzwaniem "zmiany Polski na lepsze". Przyznał, że spotkanie w Mińsku Mazowieckim nie jest elementem oficjalnej kampanii wyborczej, ale tylko dlatego, że "niestety" marszałek Sejmu Elżbieta Witek nie ogłosiła jeszcze terminu wyborów, co mogła zrobić już 6 stycznia.

Reklama

"Uważam, że jest to robione pod prezydenta Dudę, żeby on sobie mógł spokojnie jeździć po Polsce, a inni kandydaci, żeby czekali w blokach startowych. Ja nie będę czekał na pozwolenie spotkania z wyborcami" - oświadczył.

"Stanęliśmy na granicy"

Przekonywał także do poparcia jego wizji idei braterstwa, jako odpowiedzi na zaostrzające się spory między Polakami, które mogą doprowadzić do wojny domowej. "Oprócz wspólnoty programu, wspólnoty celu, musi być wspólnota ideowa. Ona jest niezwykle ważna, i ona jest głównym sztandarem, z którym ja chcę pójść do tych wyborów, czyli przewrócenia w Polsce braterstwa, doprowadzenia do sytuacji, kiedy zaczynamy mówić i słyszeć siebie nawzajem, czyli przywrócenia normalności, bo uważam, że stanęliśmy na granicy takiej politycznej wojny domowej" - zaznaczył Kosiniak-Kamysz.

Dodał, że dochodzi do tego, że "ludzie do świątecznych stołów już nie siadają razem". Lider ludowców apelował, aby skończyć wreszcie z "mową nienawiści, obłudą, bezpodstawnymi kłamstwami i manipulacjami". Wskazywał na zwalczające się od wielu lat obozy polityczne PO i PiS, które - jego zdaniem - więcej czasu poświęcają na konflikty między sobą niż na rozwiązywanie problemów Polski i Polaków.

Emerytury i edukacja

Przypomniał, że ludowcom bardzo zależy na wprowadzeniu emerytury bez podatku, co byłoby trwałym wsparciem emerytów, w przeciwieństwie do 13. emerytury, która teraz jest, ale nie wiadomo, czy będzie. Chciałby też, aby przedsiębiorcy nie byli zmuszani do opłacania składek ZUS, żeby mogli liczyć na wsparcie ze strony państwa, a nie ciągłe zmiany przepisów i kontrole.

Mówiąc o finansowaniu edukacji, postulował, aby uposażenia nauczycieli były w całości opłacane z rządowych subwencji, co znacznie odciążyłoby budżety samorządów. Opowiedział się za reformą służby zdrowia w połączeniu ze zwiększeniem jej finansowania i odbiurokratyzowaniem pracy lekarzy.

Wśród obietnic dla mieszkańców i sektora rolno-spożywczego, Kosiniak-Kamysz wymienił m.in. dążenie do zrównanie dopłat rolniczych z unijnymi, zablokowanie umowy o wolnym handlu z Ameryką Południową, odblokowanie handlu polskimi produktami w niektórych regionach Europy oraz zatrzymanie rozprzestrzeniania się ASF i ptasiej grypy w Polsce.

"Nie jestem ideałem"

Polityk zapewniał, że ma bogate doświadczenie polityczne i zawodowe. "Nie jestem ideałem. Dzisiaj rządzący mienili się kryształowymi, i ta +kryształowość+ na przykładzie prezesa (NIK, Mariana - PAP) Banasia wyszła. Ja się kryształowym mienić nie będę, ale będę najlepszy, jak potrafię" - obiecywał.

Podczas dwugodzinnego spotkania Kosiniak-Kamysz przekonywał, że zawsze szuka "mostów porozumienia", a nigdy nie chce "budować murów i podziałów", gdyż taki ma charakter. Zapewniał również, że gdy zostanie prezydentem - w co wierzy - będzie niezależnym przedstawicielem narodu, a nie "zakładnikiem" partii bądź autorytarnego stylu sprawowania władzy, do czego porównywał rządzenie przez PiS. Zadeklarował jednocześnie, że nie zawaha się podpisać ustawy uchwalonej np. przez PiS, pod warunkiem, że "będzie dobra".

Polityka zagraniczna

Pytany o swoją wizję polityki zagranicznej, Kosiniak-Kamysz wskazał m.in. na potrzebę rozwijania sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, jednak głównie w strukturach NATO. Przyznał, że kontestuje obecne relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi, które jego zdaniem nie są partnerskie. Mówił też, że chciałby zmienić pozycję Polski w Unii Europejskiej "żebyśmy my decydowali, a nie Niemcy czy Francuzi za nas". Według niego Polska mogłaby także stać się reprezentantką interesów Wielkiej Brytanii w UE.

Pytany, czy poparłby kandydatkę PO Małgorzatę Kidawę-Błońską w II turze wyborów prezydenckich, gdyby sam się do II tury nie dostał, polityk zapewniał, że nie będzie takiego dylematu, gdyż w II turze będzie zabiegał o poparcie dla siebie. "Małgorzata Kidawa-Błońska nie dokona zmiany, bo jest ze środowiska politycznego, które się +zakleszczyło+. Nie przekroczy bariery, którą trzeba przekroczyć" - ocenił. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje