Reklama

Reklama

Wybory 2020: Kobiecie na warszawskiej Pradze nie wydano karty do głosowania

Jedna z mieszkanek warszawskiej Pragi-Północ została pozbawiona możliwości oddania głosu. Gdy pojawiła się w komisji wyborczej, poinformowano ją, że ktoś już odebrał jej kartę. Komisja - naciskana przez kobietę - poinformowała wyłącznie, że ujmie tę sytuację w notatce. Pojawiały się też problemy z oddaniem głosu przez wyborców, którzy starali dopisać się do spisu przez ePUAP.

- Zostałam pozbawiona głosu - informuje wzburzona pani Joanna (dokładne dane do wiadomości redakcji). - Odebrano mi możliwość oddania głosu w bardzo ważnych wyborach - podkreśla.

Pani Joanna pojawiła się w obwodzie nr 367 w szkole podstawowej przy ul. Kowieńskiej 12/20 na warszawskiej Pradze Północ około godziny 20.45. Przedstawiciel komisji poinformował jednak, że karta została już wydana. Kobieta próbowała wyjaśnić sytuację.

Reklama

- Zapytano mnie, czy znam podpisy sąsiadów. Oczywiście, że nie znam - powiedziała. - Przedstawiciel komisji wykonał telefon do komisarza. Ostatecznie karty nie otrzymałam, poinformowano mnie jedynie, że sprawa zostanie ujęta w notatce - dodała.

Co w takiej sytuacji? Jak wygląda procedura?

- Najczęstszą przyczyną w takich przypadkach jest wydanie karty komuś znajdującemu się bezpośrednio niżej lub wyżej w spisie wyborów. Nie wiem, jakie były przyczyny w tej konkretnej sytuacji, ale tego typu pomyłki się zdarzają - mówi Interii Rafał Wagner, przewodniczący Okręgowej Komisji Wyborczej w Warszawie.

- Jeśli komisja jest w stanie ustalić, na czym polegał ewidentny błąd, czyli zidentyfikować, kto się podpisał, na przykład członek rodziny, czy sąsiad, przewodniczący wraz z drugim członkiem komisji w polu uwagi na wpisie dokonuje adnotacji i wtedy wydawana jest karta. Jeśli nie można ustalić, na czym ten błąd polegał i kto zagłosował za tę osobę, niestety taka osoba nie będzie mogła zagłosować - wyjaśnia.

Dodaje, że podobna sytuacja zdarzyła się podczas poprzednich wyborów - kartę przynależną ojcu wydano jego synowi, właśnie w wyniku złożenia podpisu w sąsiednim polu. Wówczas syn przyszedł jeszcze raz do komisji, potwierdził swój podpis, komisja wprowadziła w uwagach odpowiednią adnotację i wydała ojcu kartę do głosowania.

Błąd komisji - zagłosować nie można

- To błąd komisji, która nie dopilnowała, by właściwa osoba się podpisała we właściwym miejscu. Możliwość naprawienia teoretycznie istnieje, ale komisja musi mieć przekonanie, że rzeczywiście można zidentyfikować osobę, która głosowała i że była ona uprawniona do głosowania. To kwestia ustalenia, kto mógł zagłosować. Często wyborca zna sąsiadów - powiedział Rafał Wagner.

Tym razem, biorąc pod uwagę, że sytuacja wyniknęła pod koniec pracy lokalu wyborczego, naprawienie błędu nie było możliwe. - W tej chwili to już nieodwracalne, nie jesteśmy w stanie nic zrobić - powiedział.

Ale to niejedyny przypadek, gdy wyborca nie mógł oddać głosu. Jak informuje przewodniczący Okręgowej Komisji Wyborczej w Warszawie, pojawiło się "trochę zgłoszeń" wyborców, którzy przez ePUAP starali się dopisać do spisu wyborców.

- Były sytuacje, że wyborcy, nawet ci, którzy dostawali potwierdzenie wpłynięcia wniosku, nie mogli zagłosować. Tu jednak my jako Komisja Okręgowa nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, gdzie był błąd. Za ePUAP odpowiada minister cyfryzacji - informuje Wagner.

Dodaje, że ci wyborcy powinni jak najszybciej wyjaśnić sytuację w urzędzie dzielnicy czy w gminie, by móc zagłosować przynajmniej w drugiej turze wyborów.

Monika Borkowska

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje