Reklama

Reklama

Wybory 2020. Marek Migalski: To będzie najdziwniejsza kampania XXI wieku

​"To będzie najdziwniejsza kampania XXI wieku" - ocenia w rozmowie z Interią dr hab. Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego. W ocenie politologa nie będzie w niej głównej linii podziału. Jeśli takowa się pojawi, nastąpi to dopiero w drugiej turze wyborów prezydenckich.

W środę, 3 czerwca, marszałek Sejmu Elżbieta Witek zarządziła wybory prezydenckie na niedzielę, 28 czerwca. Tego dnia rozpoczęła się oficjalnie kampania wyborcza. 

Reklama

Kandydaci na prezydenta mają czas do 5 czerwca na zawiadomienie PKW o utworzeniu nowych komitetów wyborczych oraz uczestnictwie w wyborach przez komitety wyborcze, których zawiadomienia zostały przyjęte przed 10 maja. Do 10 czerwca jest czas na zgłoszenie nowych kandydatów w wyborach oraz na ponowne zgłoszenie jako kandydatów tych, których komitety zostały zarejestrowane przed wyborami zarządzonymi na 10 maja.

Kampania skończy się 26 czerwca o godz. 24. Do tego czasu kandydaci mają czas, by trafić do jak największego grona wyborców i przekonać elektorat do swoich poglądów na przyszłość Polski.

Tegoroczna kampania będzie się jednak różnić od tych, które pamiętamy.

"To będzie najdziwniejsza kampania XXI wieku"

"To będzie najdziwniejsza kampania XXI wieku" - mówi w rozmowie z Interią dr hab. Marek Migalski. Politolog, były europoseł z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i kandydat Koalicji Obywatelskiej do Senatu w 2019 roku, prognozuje, że nie będzie w niej głównej linii podziału.

"Oczywiście poszczególni kandydaci będą próbować narzucać swoje linie podziału korzystne dla siebie i stawiające w trudnej sytuacji konkurentów. I już się to dzieje. Ale żadna z tych narracji nie stanie się dominującą" - dodaje politolog.

Ekspert zwraca uwagę na krótki czas trwania kampanii spowodowany epidemią koronawirusa.

"Wyrazisty podział być może w drugiej turze"

"Jeśli kiedykolwiek pojawi się jakiś wyrazisty podział, to dopiero po 28 czerwca. Kandydaci będą musieli wówczas zrobić trzy rzeczy" - zauważa dr Migalski.

W ocenie politologa kandydaci na prezydenta staną przed zadaniem pobudzenia do kolejnego wysiłku tych, którzy już oddali na nich swój głos. Po drugie, będą musieli uzyskać też poparcie wyborców, którzy w pierwszej turze zagłosowali na kogoś innego. Trzecim warunkiem - jak zauważa politolog - będzie wymyślenie przekazu dla tych, którzy stawią się przy urnach w drugiej turze, a nie zrobili tego 28 czerwca.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne