Reklama

Reklama

Wybory 2020. Państwowa Komisja Wyborcza podała wyniki cząstkowe

Andrzej Duda zdobył 10 mln 413 tys. 94 głosy, to jest 51,21 proc., a Rafał Trzaskowski 9 mln 921 tys. 219 głosów, to jest 48,79 proc. - wynika z informacji o cząstkowych, nieoficjalnych wynikach głosowania przedstawionych przez PKW w poniedziałek rano.

Szef PKW sędzia Sylwester Marciniak przedstawił komunikat z 13 lipca, na podstawie danych z godz. 7.58, który stanowi "informację o cząstkowych, nieoficjalnych wynikach głosowania w wyborach prezydenta RP".

Reklama

"Na podstawie otrzymanych informacji o wynikach głosowania w 27 tys. 222 obwodach głosowania, z ogólnej liczby 27 tys. 231 obwodów, czyli brakuje dziewięciu (...), także liczba obwodów to jest 99,97 proc." - poinformował.

Według niego cząstkowe nieoficjalne wyniki wyborów w zakresie liczby głosów oddanych na poszczególnych kandydatów są następujące: Andrzej Sebastian Duda 10 mln 413 tys. 94 głosy, to jest 51,21 proc.; Rafał Kazimierz Trzaskowski 9 mln 921 tys. 219 głosów, to jest 48,79 proc.

Sędzia Marciniak podkreślił, że frekwencja wyborcza, według danych, które PKW otrzymała w protokołach obwodowych komisji, które zostały wprowadzone do systemu elektronicznego, wynosi 68,12 proc.

"Nie będzie znaczącej zmiany wyników"

"Żeby ewentualnie jakichś tutaj złych emocji nie było, dlatego podajemy już te nieoficjalne dane, przy braku jeszcze dziewięciu protokołów" - dodał szef PKW.

Jak poinformował, brakuje jeszcze pięciu protokołów okręgowych komisji wyborczych.

Szef PKW podkreślił także, że "nawet biorąc stosunkowo dużą ilość wyborców, którzy w Wielkiej Brytanii i w Brukseli mogli tylko głosować wyłącznie korespondencyjnie, to niewątpliwie ta ilość wyborców nie wpłynie na zmianę w sposób znaczący wyników".

"Nawet jak w Manchesterze bodajże było w jednej komisji 22 tys., w drugiej podobna liczba, w Londynie również, to nie są takie liczby, które by spowodowały zmianę wyniku i ustalenia większości głosów" - dodał Marciniak.

"Protesty zawsze mogą wpłynąć"

Marciniak był pytany, czy będą jakieś wytyczne dla MSZ odnośnie ewentualnych protestów wyborczych.

"Oczywiście protesty zawsze mogą wpłynąć. Jakie okoliczności będą powołane w danym piśmie, jakie zarzuty, to trudno w tej chwili przewidzieć. Ewentualne protesty trafią do SN. Również PKW zajmie stanowisko, musi (zająć stanowisko) też ewentualnie obwodowa komisja wyborcza, której dotyczy protest" - mówił przewodniczący PKW.

Jak dodał, "w tej chwili to jest też przedwczesne". "Sądzę, że jeżeli dzisiaj, być może wieczorem, najpóźniej jutro - bo to jest ten termin wynikający z ustawy szczególnej, że 48 godzin, a nie 24 musimy czekać na protokoły z zagranicy - to już wówczas będzie można powiedzieć coś bliższego, jaka jest skala tych ewentualnych protestów" - powiedział Marciniak.

W Splicie głosowano do godz. 1 w nocy

"Nie mieliśmy żadnej informacji, żeby ktoś, kto przyszedł przed 21 do lokalu wyborczego, nie oddał głosu" - poinformowała w poniedziałek szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak

Z kolei szef PKW Sylwester Marciniak dodał, że za granicą najdłużej trwało głosowanie w Splicie i wszyscy zagłosowali do ok. pierwszej w nocy.

Brakuje dziewięciu protokołów z zagranicy

Podczas porannej konferencji prasowej Marciniak ogłosił, że jest w sumie dziewięć protokołów, które nie zostały wysłane do systemu protokołów obwodowych. Są to protokoły zagraniczne: jeden z Brukseli, sześć z Londynu i dwa z Manchesteru. Jak zaznaczył, trudno powiedzieć, kiedy te protokoły zostaną wprowadzone, bo prace tych komisji obwodowych jeszcze trwają.

Dopytywany, co w sytuacji, jeżeli 48 godzin nie będzie wystarczające dla którejś z komisji zagranicznych, szef PKW przypomniał, że "Kodeks wyborczy przewiduje 24-godzinny okres, kiedy powinny trafić protokoły za granicą". "Natomiast art. 26 stanowi, że jeżeli właściwa okręgowa komisja wyborcza - tu chodzi oczywiście o komisję okręgową w Warszawie - nie uzyska wyników głosowania za granicą w ciągu 48 godzin od zakończenia głosowania w obwodach głosowania za granicą, głosowanie w tych obwodach uznaje się za niebyłe" - powiedział.

Dodał, że nie sądzi, żeby "do jutrzejszego dnia jakiejkolwiek z tych dziewięciu komisji nie udało się przekazać protokołu z ustalenia wyników".

"Pewnych rzeczy nie można przewidzieć do końca"

Komentując sytuację m.in. w Chorwacji, gdzie liczba zainteresowanych wyborców w obwodach przerosła oczekiwania, Marciniak podkreślił, że "jeżeli chodzi o organizację obwodów za granicą, to nie jest tylko decyzja rządu polskiego, ale musi być też aprobata władz miejscowych".

Wskazał, że np. w jednym z obwodów w Londynie był problem z lokalem. Tam - wyjaśnił szef PKW - władze brytyjskie wyraziły zgodę na organizację wyborów "tylko w naszej placówce, a wiadomo, że są ograniczenia, choćby lokalowe".

Mówił również, że "duża rola jest też dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, bo liczba placówek ambasad i konsulatów jest ograniczona, ilość osób tam zatrudnionych też, a nagle okazuje się, że w pierwszej turze w Zagrzebiu zarejestrowało się 150 wyborców, w Splicie 300, a w ciągu dosłownie kilku dni robi się trzy tysiące". "Pewnych rzeczy nie można przewidzieć do końca" - stwierdził.

Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak powiedziała, że obwody zagraniczne były tworzone do 9 czerwca i wtedy nie można było przewidzieć wzrostu liczby zainteresowanych.

"Jeżeli kilka komisji musi się mieścić w jednej placówce, to jest ogromny problem i wielkie przedsięwzięcie, na które nie są przygotowane nasze konsulaty" - mówiła.

Przekonywała, że do organizacji zaangażowani byli pracownicy placówek, którzy "w gruncie rzeczy nie mają w ogóle styczności z prawem wyborczym jako takim". Jej zdaniem był to dla nich "bardzo duży wysiłek, bo musieliśmy szereg instruktarzy przekazywać w boju, a tych zadań było bardzo dużo".

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje