Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2020. Prezydent Będzina: Nie podpiszę dokumentów

Podjąłem decyzję, iż nie podpiszę stosownych dokumentów w sprawie wyborów - nie zamierzam narażać zdrowia i życia tysięcy ludzi - oświadczył w niedzielę prezydent Będzina Łukasz Komoniewski. Wyraził nadzieję, że podobnie postąpią inni samorządowcy. Zrobił to już burmistrz Kęt, który poinformował, że w poczuciu odpowiedzialności za mieszkańców gminy nie chce "przyłożyć ręki" do organizowania majowej elekcji.

W oświadczeniu opublikowanym w niedzielę w portalu społecznościowym prezydent tego ponad 55-tysięcznego miasta w Zagłębiu Dąbrowskim przypomniał, że za przygotowanie i przeprowadzenie wyborów w dużej mierze odpowiedzialne są samorządy. Ocenił, że w obecnej sytuacji "absolutnie nie da się tego zrobić w sposób bezpieczny".

"Mam nadzieję, że inni samorządowcy postąpią podobnie, co być może skłoni rządzących do zastanowienia się nad realnym terminem wyborów" - napisał Komoniewski, według którego zorganizowanie wyborów prezydenckich 10 maja jest "kompletnie niewykonalne".

Reklama

"W związku z powyższym podjąłem decyzję, iż nie podpiszę stosownych dokumentów w sprawie wyborów - nie zamierzam narażać zdrowia i życia tysięcy ludzi - urzędników, którzy są odpowiedzialni za uruchomienie, przygotowanie i przeprowadzenie całej procedury wyborczej, setek osób, które przez cały dzień i noc miałyby pracować w poszczególnych komisjach, a przede wszystkim mieszkańców naszego miasta, którzy chcąc spełnić swój obywatelski obowiązek przyszliby zagłosować" - czytamy w oświadczeniu.

"Mam świadomość tego, że moje stanowisko w tej sprawie może pociągać za sobą pewne konsekwencje. Niemniej jednak zawsze najważniejszą kwestią dla mnie było, jest i będzie zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom, którzy mi zaufali i dla których każdego dnia z pełnym oddaniem pracuję. Nie pozwolę na to, aby polityczny interes był ważniejszy od zdrowia i życia ludzi" - napisał Komoniewski.

Burmistrz Kęt: Ręki do tego nie przyłożę

"Wczoraj przedłożono mi do podpisu zarządzenie, wskazujące z imienia i nazwiska osoby odpowiedzialne za pracę przy wyborach. Odmówiłem podpisania" - poinformował z kolei Krzysztof Klęczar, burmistrz małopolskich Kęt.

Samorządowiec uważa, że zorganizowanie wyborów prezydenckich narazi zdrowie i życie obywateli. Jak pisze - w poczuciu odpowiedzialności za mieszkańców gminy Kety - nie chce do tego "przyłożyć ręki".

Więcej TUTAJ.

List otwarty prezydenta Sosnowca

Również w niedzielę o zmianę terminu wyborów prezydenckich z powodu epidemii koronawirusa zaapelował w liście otwartym prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. "Pełniąc funkcję prezydenta dużego miasta, który przez ostatnie tygodnie podobnie, jak wielu z nas, wszelkie swoje działania powierzył przeciwdziałaniu epidemii COVID-19, nie jestem w stanie znaleźć słów wyrażających złość i gniew, kiedy słyszę o organizacji wyborów w dniu 10 maja. Szczerze mówiąc - powinienem w tym miejscu siarczyście przeklinać" - napisał prezydent tego blisko 200-tysięcznego miasta.

W ocenie prezydenta Sosnowca, zapowiadane na 10 maja wybory prezydenckie "to dla nas wszystkich sprawa życia i śmierci. Dla PiS-u - politycznego życia i śmierci, a dla Polaków życia i śmierci w rzeczywistości, czy też - jakby powiedzieli młodsi - w 'realu'".

Apeluje też prezydent Rudy Śląskiej

Przed kilkoma dniami z apelem o przesunięcie wyborów prezydenckich wystąpiła do marszałek Sejmu Elżbiety Witek prezydent Rudy Śląskiej Grażyna Dziedzic. Argumentowała, że nie jest możliwe przeprowadzenie wyborów 10 maja w sposób niezagrażający życiu i zdrowiu.

W niedzielę kandydatka Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska wystosowała list otwarty do pozostałych kandydatów o bojkot wyborów 10 maja br. i całkowicie zawiesiła swoją kampanię prezydencką.

W sobotę rano Sejm uchwalił trzy ustawy tzw. tarczy antykryzysowej, które mają wesprzeć służbę zdrowia w zwalczaniu epidemii koronawirusa i zniwelować jej negatywne skutki dla gospodarki. Wśród przyjętych poprawek do specustawy znalazła się zaproponowana przez PiS zmiana Kodeksu wyborczego, umożliwiająca głosowanie korespondencyjne osobom na kwarantannie i ponad 60-letnim. PO zadeklarowała, że zmierza doprowadzić do rezygnacji z tego ostatniego rozwiązania w Senacie. Opozycja domaga się przesunięcia terminu wyborów.

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska tłumaczyła w rozmowie z PAP, że poprawka do Kodeksu wyborczego była niezbędna, aby w obecnej "szczególnej" sytuacji umożliwić wszystkim obywatelom korzystanie z ich konstytucyjnego prawa wyborczego we wszystkich możliwych wyborach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje