Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie w USA 2012

Kolejki przed lokalami wyborczymi, Obama i Romney walczą do końca

Przed lokalami wyborczymi w USA, zorganizowanymi przeważnie w bibliotekach, szkołach i salach w budynkach lokalnych samorządów, ustawiały się we wtorek długie kolejki. Barack Obama i jego republikański rywal Mitt Romney do końca walczyli o głosy wyborców.

Romney przyjechał do kluczowych dla zwycięstwa stanów Ohio i Pensylwania, aby spotkać się z wyborcami i zabiegać o ich poparcie. Obama przybył do Chicago, gdzie odwiedził sztab swojej kampanii. Usiadł tam za stołem i osobiście dziękował telefonicznie ochotnikom, którzy przez wiele tygodni mobilizowali demokratycznych wyborców do udziału w głosowaniu.

Reklama

Akcja nakłaniania obywateli do udziału w wyborach miała - zdaniem ekspertów - zasadnicze znaczenie zwłaszcza dla Partii Demokratycznej. W odróżnieniu od Republikanów, którzy - jak wynika z sondaży - byli silniej zmotywowani do wyborów, wielu demokratycznych wyborców było pogrążonych w apatii wskutek uciążliwości życia po kryzysie i recesji oraz rozczarowania rządami Obamy.

Amerykanie wybierają prezydenta, a także nowy Kongres, gubernatorów i legislatury stanowe oraz władze lokalne. Decydują też o zatwierdzeniu nowych praw w plebiscytach powszechnych w różnych stanach.

W Nowym Jorku i w stanie New Jersey, gdzie huragan Sandy poczynił ogromne spustoszenia, przygotowano prowizoryczne pomieszczenia do głosowania.

Ponad 30 milionów wyborców skorzystało z możliwości wcześniejszego głosowania, dostępnej w większości stanów. Uczynił to m.in. prezydent Barack Obama, który zagłosował w Chicago już 25 października. Jego republikański rywal do Białego Domu Mitt Romney oddał głos we wtorek rano (czasu USA) w Belmont w stanie Massachusetts.

Kampania prezydencka była najdroższa w historii USA i trwała do samego dnia wyborów.

W Chicago prezydent kurtuazyjnie pogratulował Romneyowi "ożywionej kampanii", ale wyraził przekonanie, że zwycięży.

- Uważamy, że wystarczy nam głosów, aby wygrać - powiedział, używając zwyczajowej przy takich okazjach liczby mnogiej.

Sondaże do końca wskazywały, że szanse obu kandydatów są praktycznie wyrównane, z lekką przewagą Obamy.

W poniedziałek obaj kandydaci odwiedzili po kilka stanów "wahających się" na kogo głosować, jak Ohio, Wirginia, Floryda i Iowa.

W przemówieniach w Wirginii Romney podkreślał, że jest "kandydatem przyszłości i zmiany". "Jutro będzie nowym początkiem. Jutro, 6 listopada, zbierzemy się, by budować nową przyszłość" - powiedział.

Jak zauważono, była to zmiana tonu kandydata GOP, który poprzednio głównie atakował Obamę i malował czarny obraz sytuacji kraju.

Do południa (czasu USA) głosowanie odbywało się bez poważniejszych incydentów. Tylko w Pensylwanii doszło do rękoczynów, gdy działacze Partii Republikańskiej, którzy chcieli monitorować przebieg głosowania, zostali w kilku dzielnicach Filadelfii siłą usunięci z lokali wyborczych.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: 'Wyborcza' | Mitt Romney | kolejka | Barack Obama | romney

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy