Wybory prezydenckie w USA 2012

We Włoszech z ulgą przyjęto zwycięstwo Baracka Obamy

Z wyraźną ulgą przyjęto we Włoszech ponowne zwycięstwo Baracka Obamy w wyborach prezydenckich w USA. Minister spraw zagranicznych Giulio Terzi wyraził w środę opinię, że reelekcja Obamy umocni Stany Zjednoczone.

W wywiadzie dla radia RAI szef włoskiej dyplomacji podkreślił, że druga kadencja Obamy w Białym Domu stanowi "następną kolejną wielką szansę dla Unii Europejskiej i Włoch".

Reklama

- Możliwość kontynuacji dialogu i współpracy w zarządzaniu finansami, stabilizowaniu rynków, integracji UE i przede wszystkim w umocnieniu euro to mocne punkty amerykańskiej administracji, które działają na korzyść naszego kraju - stwierdził szef włoskiego MSZ. Jego zdaniem gdyby wygrał Mitt Romney, wszystkie te kwestie wymagałyby ponownego rozpatrzenia.

W powyborczym przemówieniu Obamy Giulio Terzi, były ambasador Włoch w Waszyngtonie odnalazł "istotne echa" prezydentury Johna F. Kennedy'ego. Za najważniejsze szef dyplomacji uznał zawarte w nim "przesłanie jedności narodowej" i "otwarcie na sprawy imigracji".

Zdaniem Terziego, Amerykę umocniłby także silniejszy dialog z Europą.

Były włoski premier i były przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi nazwał zwycięstwo Baracka Obamy "doskonałą wiadomością".

- Obama nie dotrzymał wszystkich obietnic, bynajmniej. Ale alternatywa była ciężka, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej - oświadczył Prodi. W jego opinii nie należy jednak oczekiwać przełomu w polityce amerykańskiej administracji wobec Europy, bo - jak zauważył - Obama nie uważa Starego Kontynentu za "punkt odniesienia". "Jesteśmy na marginesie" - ocenił Romano Prodi.

Były szef rządu wyznał, że wrażenie na nim zrobiły gratulacje, jakie Obama otrzymał od swego rywala. Podkreślił, że właśnie ten gest pokazuje różnicę między Stanami Zjednoczonymi a Włochami w kontekście tego, co osobiście spotkało go w 2006 roku, gdy jego centrolewicowa formacja wygrała z Ludem Wolności Silvio Berlusconiego w wyborach parlamentarnych. Wtedy Berlusconi jako przegrany mówił o tym, że nigdy nie zadzwoni do Prodiego z gratulacjami i sugerował, że głosy w wyborach zostały źle policzone.

Włoskie media informując o zwycięstwie Obamy kładą nacisk na to, że Mitt Romney wręcz "naraził się" w ostatnich dniach Włochom, kiedy podczas jednego z wieców ostrzegał Amerykanów, że reelekcja obecnego prezydenta pogrąży USA w takim kryzysie, jaki panuje w Italii. Słowa te uznano wtedy jako "policzek dla Włoch".

Dowiedz się więcej na temat: USA | minister spraw zagranicznych | Barack Obama | wybory w USA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje